Mini czytelnia Mini czytelnia Mini czytelnia Mini czytelnia Mini czytelnia

Echo modlitwy i życia, czyli mini czytelnia karmelitańska, w której znaleźć można drobne okruchy słów, myśli, czy refleksji naszych sióstr, które udało się wyciągnąć z karmelitańskich szuflad. Niektóre teksty powstały jakby mimochodem, zrodziły się w sercu podczas modlitwy, zwyczajnej codziennej pracy, inne są echem głębszej refleksji, lektury Biblii, smakowania i wnikania w glebę codzienności. Będą tu zatem poezje, nowicjackie odkrycia pod tytułem: biały welon o…, biblijne migawki pisane słowem i obrazem, echo lektur, rozmaite tematy związane z wydarzeniami życia, czy inne jeszcze teksty… na tle zdjęć wykonanych przez nasze siostry. Tutaj też, w zakładce muzyka, zbierać będziemy to, co ukazało się na naszej stronie w dźwiękowej formie.

SŁOWO

Weź serce moje

Poezje

Dodano: 15 stycznia 2021

Weź serce moje

Weź serce moje jako poduszkę

Niech Cię ogrzeje, do snu kołysze

Niechaj Ci bajki szepce na uszko

Kiedy już usną święci Rodzice

I ja tam sobie w kącie przycupnę

      Razem z osiołkiem, co siano skubie

      I się zamyślę nad Bożym cudem

      Co tak to ludzkie plemię hołubi

Śpij słodko, Jezu w stajni ubogiej

W dziwnym orszaku, co jak Ty mały

Kruszyno droga, coś w ciele Bogiem

Coś wolał ziemię od Niebios chwały

s. R.

Rok św. Józefa

Rozmaite tematy

Dodano: 01 stycznia 2021

Rok św. Józefa

Gdy świat w huczny, radosny i, trzeba przyznać, zwykle także hałaśliwy sposób świętuje początek nowego roku – tym razem, ze względu na pandemiczne ograniczenia, pewnie ciszej, skromniej, mniej tłumnie – Kościół go ma już za sobą, bo liturgiczny początek roku to pierwsza niedziela Adwentu, gdzieś z początkiem grudnia. W uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi natomiast papież Franciszek ogłosił rok św. Józefa, który potrwa do 8 grudnia 2021 roku. Nie będzie zatem nietaktem, gdy pierwszego stycznia, przy Bożej Rodzicielce, którą czcimy w Kościele, postawimy także św. Józefa, Jej Oblubieńca. Inspiracją do tego stał się podarowany nam w świątecznej poczcie obrazek, który mocno zatrzymał moją uwagę.
Nietypowa i intrygująca jest ta figura Józefa. Nie piszę świętego Józefa, bo wyobrażenie budzi wątpliwości: czy jest to Józef Egipski, czy Józef z Nazaretu?

Za tym pierwszym przemawia, w warstwie plastycznej, siedząca, frontalna pozycja postaci, właściwa dla starożytnych przedstawień, a szczególnie dla pierwszego po faraonie, którym Józef został mianowany w Egipcie. Szata zdaje się mniej semicka a bardziej egipska z zaokrągloną linią dekoltu ozdobionego prawie złoconym owalem czy przywołujący egipskie rysunki szeroki, geometryczny pas u dołu tuniki. Zastanawia też, czy rysunek u podnóża Józefowego tronu, kojarzący się z Maryją i Dzieciątkiem Jezus, to szkic tego, co miało się po czasach Józefa Egipskiego wydarzyć w historii Izraela, czy jednak Święta Rodzina tak nietypowo rozmieszczona w tej rzeźbie…?
Wydaje się, że warto spleść w jedno te dwie biblijne postaci Józefów, tak jak to robi Kościół upatrując w Józefie egipskim zapowiedź Józefa nazareńskiego, a Oblubieńcowi Maryi przypisując atrybuty i cechy starotestamentalnego Józefa.
Duże, egipsko-semickie oczy uważnie wpatrzone w odbiorcę dzieła, skupiona mina, otwarta, czujna twarz cała skierowana w stronę patrzącego. Co więcej ogromne ucho, tak właśnie: nie tylko wielkie, bo takie jest to prawe, ale lewe jest po prostu ogromne, jakby rozciągnięte nieustannym wsłuchiwaniem się, gotowością słuchania, zapewnieniem: nic mi nie umknie, słucham cię uważnie, nadstawiam ucha, pomagam sobie dłonią. A ręce też wielkie – bo tak jeden jak i drugi Józef, to byli ludzie solidnej pracy. Te dłonie mówią nam, że św. Józef nadal nie przestaje pracować dla naszego dobra, dbać o nas, starać się. Jego dłonie nie są bezczynne, ale zapracowane, wielkie i ciężkie, bo można na nie liczyć, oprzeć o nie swój zmęczony policzek, wypłakać się w nie – obejmą nas i nie puszczą… Także stopy są większe niż wymagałaby tego harmonia całej postaci. Czy to dlatego, że Józef nie umościł sobie ciepłego gniazdka w niebie, ale wciąż przemierza naszą ziemię, by pomagać…? Wzywany jest przecież, gdy mamy trudności z pracą czy jej znalezieniem, gdy ciężko przychodzi nauczyć się tego, co jest naszym zadaniem, gdy szukamy męża lub żony, gdy brakuje pieniędzy, środków do życia, domu, godnych warunków bytowania, wzywany także w ostatnich godzinach życia, jako patron dobrej śmierci, bo to Jego odchodzeniu, zgodnie z tradycją, towarzyszył Jezus.
Jeśliby przyjąć, że autor myślał wyłącznie o św. Józefie z Nazaretu, może zastanawiać takie usunięcie, umiejscowienie w dalekim tle Maryi i Jezusa. Ale z drugiej strony może to być właśnie kapitalne przedstawienie Józefa na nasze czasy, na ten rok Jemu poświęcony. Jezus i Maryja są już bezpieczni, żyjący niebem i w niebie, chociaż sami są nieustannie zaangażowani w pomoc ludziom. Święty Józef nie musi zatem ich chronić, co nie znaczy, że kocha ich mniej – wręcz przeciwnie! Teraz może chronić nas: wędrować po świecie, by być blisko każdego z nas; wysłuchiwać naszych próśb, trosk, zmartwień, kłopotów, pytań i opowieści; brać w swoje mocne, spracowane i pewne dłonie nasze życie, serce, nas samych, chronić ramieniem i prowadzić do Maryi i Jezusa.
Na koniec tej refleksji i w wielu chwilach nowego roku, pozostaje nam włączyć się w tę piękną modlitwę i uczynić ją swoją:
Święty Józefie, moc Twej modlitwy sprawia, że najtrudniejsze sprawy Tobie powierzone, stają się łatwymi do rozwiązania. Błagamy Cię więc, wejrzyj na nasze obecne potrzeby, przybądź nam z pomocą, pociesz w naszych smutkach, obawach, troskach i bólach. Oddal od nas niebezpieczeństwa nam grożące, weź pod swoją opiekę nasze życie, nasz dom i wszystko, co Twojej przemożnej opiece polecamy. Okaż nam, święty Józefie, jak dobry jesteś dla tych, którzy pragną pozostać na zawsze Twoimi wiernymi sługami. Święty Józefie, Ojcze i Opiekunie naszej rodziny, przyczyń się za nami.
Amen

s.E.

Spocznij we mnie

Poezje

Dodano: 15 grudnia 2020

Spocznij we mnie

Spocznij we mnie, spocznij we mnie

Jak w kołysce

Słowo – Dziecię, z Nieba Chlebie

Boży Liście

Spocznij we mnie, a ja w Tobie się ukryję

Nieskończony

Narodzony dziś z Maryi

s. R.

O celi

Biały welon o…

Dodano: 1 grudnia 2019

o celi

Pojęcie cela wywołuje pejoratywne skojarzenia, kojarzy się z miejscem kary: zamkniętym i zakratowanym, małym i niewygodnym… i często z nieciekawym współlokatorem (czy współlokatorami). Ale dla mnicha…

Trochę czasu mi zajęło przyswajanie sobie pojęć właściwych dla zakonnego życia, jak na przykład: chór, infirmeria, lanżeria, refektarz, prowizeria… Jeszcze dziś zdarza mi się, gdy myślę o chórze – mówić kaplica.

Natomiast określenie „cela” wraz z rzeczywistością, która się pod nią kryje – szybko przylgnęło mi do serca. To mój wewnętrzny świat w tym klasztornym wszechświecie wyznaczonym przez klauzurowy mur. Jest miejscem samotności, intymności, wyłączności, spokoju, odpoczynku… a wszystko to w Bliskości.

Co więcej, w tej małej przestrzeni, gdzie znajduje się łóżko, biurko, mała półeczka, jest jeszcze tzw. „kącik modlitewny” – tam mam świeczkę, mały wizerunek Jezusa, klęcznik-stołeczek modlitewny… Tu czuję się jak dziecko w łonie matki, otulona, bezpieczna, spokojna… To mój azyl.

Oglądałam kiedyś film „War Room – Pokój walki. Siła modlitwy” (polecam!) – Główna bohaterka „kącik modlitewny” urządziła sobie w szafie (z racji, że to realia amerykańskie można powiedzieć, że w garderobie) i doświadczyła, tak jak i ja, jak wspaniale jest stworzyć w swoim domu, a co za tym idzie, i w swoim sercu, miejsce spotkań z Bogiem – „wejdź do swej izdebki i módl się w ukryciu”. Łatwiej wtedy zawalczyć o modlitwę, o skupienie, czas, wyciszenie.

Nieustannie zmaga się we mnie stary i nowy człowiek. Nowy tęskni do modlitwy, do tego, by dać się Bogu przytulić, a stary – chciałby robić cokolwiek innego, już wyrwa się do kolejnych zadań i obowiązków, ucieka myślą w przód lub w tył… A w celi, w tym centrum duszy, w tym „kąciku” zawsze jest On i czeka, wierny, obecny, czuły i mocny, uzdrawiający, uwalniający, obdarowujący… Mówi mi:

Jestem bowiem świadomy zamiarów, jakie zamyślam co do was – wyrocznia Pana – zamiarów pełnych pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość, jakiej oczekujecie. Będziecie Mnie wzywać, zanosząc do Mnie swe modlitwy, a Ja was wysłucham. Będziecie Mnie szukać i znajdziecie Mnie, albowiem będziecie Mnie szukać z całego serca. Ja zaś sprawię, że Mnie znajdziecie – wyrocznia Pana. (Jr 29, 11-14a)

Kiedy myślicie o życiu modlitwy, o obcowaniu ze Mną, myślcie, jak wejść do sanktuarium swej duszy, by tam się ze Mną spotkać. Nie macie do Mnie przychodzić, macie na stałe zamieszkać w celi swej duszy, gdzie stale mieszkam – wasz Bóg i Oblubieniec. Jestem przecież waszym Przyjacielem najwierniejszym, najczulszym, rozumiejącym was całkowicie. Więc dzielcie i współprzeżywajcie ze Mną wszystko, wchodźcie w każdej chwili, kiedy tylko możecie, do naszej celi, by się w jej ciszy Mnie poradzić, do Mnie przytulic, wielbić Mnie i mówić Mi słowa miłości i oddania, wtedy nic nie będzie „wasze” a wszystko „nasze”.

(z: „Słowo pouczenia” A. Lenczewskiej)

s. T.      

O modlitwie agnostyka i Bogu obecnym niczym światło poranka

Z moich lektur

Dodano: 15 listopada 2020

Przypominam sobie jeszcze wieczorną modlitwę przed zaśnięciem. Było to tak uspokajające, gdy matka i ojciec jeszcze raz przychodzili do mego łóżka i modlili się ze mną – do Ciebie, dobrego Boga. Byłeś mi tak bliski jak moja kołdra i moje pluszowe zabawki. Należałeś do inwentarza mojego małego życia, mimo że nie myślałem o Tobie osobiście w jakiś szczególny sposób. To robili przecież dorośli, niejako Twoi sojusznicy, którzy mnie strzegli. A gdy wieczorem modliłem się z matką i ojcem wypowiadając słowa modlitwy: „Strzeż mnie, Panie”, to było to dla mnie tak oczywiste, jak pocałunek rodziców na dobranoc. *

Czytając powyższy fragment można oczyma wyobraźni widzieć starszą już osobę wspominającą minione życie mocno oparte na fundamencie wiary. Nic podobnego. Autorem powyższego tekstu jest ukryty pod pseudonimem Theo Kern niemiecki dziennikarz deklarujący się jako agnostyk. W swojej książce: Ostatnie rozmowy agnostyka z Bogiem zachęcony przez znajomego księdza zapisuje swoje wadzenie się z Najwyższym. W swoich rozmowach nie jest ani uładzony czy ugrzeczniony, wręcz przeciwnie – rzuca Bogu w twarz swoje zarzuty, mnoży pytania, wykazuje Boże „błędy” w zaplanowaniu, urządzeniu i kierowaniu światem. Oczywiście, zastanawia się, czy nie rozmawia jedynie z własną wyobraźnią, bo przecież jako agnostyk, nie wie, czy Bóg tak naprawdę istnieje, czy nie… Czemu z tych kilkunastu rozdziałów, które autor napisał u kresu życia, umęczony nowotworem (zmarł w dwa tygodnie po napisaniu ostatniego rozdziału, a książka, opracowana przez przyjaciela księdza, została wydana już po jego śmierci) wybrałam wspomnienia z dzieciństwa, a nie z bardziej dojrzałego wieku…?

Może właśnie dlatego, że uderzające i znaczące jest, że człowiek, który już od młodości mienił się agnostykiem, mocno sprzeczał się z Bogiem i jego wyznawcami w swych licznych artykułach, pod koniec życia rozmawia właśnie z Nim. Dopuszcza możliwość Jego istnienia, a w miarę pisania nie potrafi ukryć tęsknoty za tym, by tak właśnie było. Lęk przed śmiercią i niebytem rodzi w nim pragnienie, by wtulić się bezpiecznie, jak w dzieciństwie, w czyjeś ramiona – czy Bóg tak nas właśnie przyjmuje na granicy życia? – zastanawia się.

Myślę, że te spotkania z Bogiem u początku jego życia, gdy Bóg był tak naturalny, oczywisty, tak bliski jak moja kołdra i moje pluszowe zabawki, odcisnęły głęboki ślad, który choć mógł wydawać się zupełnie zatarty przez późniejszą niewiarę i doświadczenia życia, przetrwał aż do jego kresu. Słyszymy jak wielu mówi: dziecko jeszcze nic nie rozumie, po co je uczyć modlitwy, po co zabierać do Kościoła, dorośnie to się zdeklaruje, wybierze. Ale jakiego wyboru miałby dokonać młody człowiek zanurzony wyłącznie w rzeczywistości laickiego jedynie świata? Między czym ma wybierać, gdy brak mu poznania tej drugiej strony: Boga, wiary, pokoju płynącego z życia w łasce? Jak może mieć upodobanie w smaku chleba, którego nigdy nie jadł, a nawet nie widział pachnącego w koszach piekarni…?

Owszem, dziecko nie rozumie, ale chłonie całym sobą, a ufność złożoną w rodzicach w sposób naturalny przenosi na Boga. Pisze nasz agnostyk: nie myślałem o Tobie osobiście w jakiś szczególny sposób. To robili przecież dorośli, niejako Twoi sojusznicy, którzy mnie strzegli. Kto doczytał aż dotąd może zechce jeszcze usłyszeć kilka słów o porannej modlitwie, gdzie w kontekście tejże padają słowa: modlitwa oczywista, obecny Bóg, uspokajające doświadczenie, poczucie pewności…

Modlitwa poranna była równie oczywista. Wstać bez Ciebie? Rzecz nie do pomyślenia. Byliśmy po prostu przygotowani na to, że jesteś obecny na początku dnia na podobieństwo światła poranka. To ujęcie w jasno określone ramy dnia dzięki Twej obecności było niewiarygodnie uspokajające. Ranki i wieczory z kochanym Bogiem – to rzeczywiście obdarzało poczuciem pewności. *

s.E.

___________________________________________________________

*Theo Kern, Ostatnie rozmowy agnostyka z Bogiem, Wydawnictwo WAM, Kraków 2012, s. 23.

Listopadowy wiersz

Poezje

Dodano: 01 listopada 2019

Listopadowy wiersz

Kładzie się cieniem na pięknie świata
Jak na jedwabiu parciana łata
Na życiu śmierci rana

Ten, który umarł zna ból rozstania
I gorycz śmierci, mękę konania
Zna radość zmartwychwstania

I tylko wiara groby zamknięte
Otworzy świętym i tym mniej świętym
Śmierć już jest pokonana

Ból, co rozrywa, dławi, łez morze
Boże umarły, żyjący Boże
Na Sercu Twoim złożę

I gąbką czasu łzami zroszoną
Ocieraj, Panie, znużone skronie
Nim się ku ziemi skłonią

s. R.

O pracy

Biały welon o…

Dodano: 15 październik 2020

o pracy

Chcąc, nie chcąc – każdy jakoś zarabiać musi, co więcej nawet chcemy mieć dobrą prace i z satysfakcją realizować swoje zadania. Bóg w naszą naturę wpisał czynienie sobie ziemi poddanej – czyli pragnienie robienia czegoś sensownego i rozwijania się…

Przed wstąpieniem do Zakonu, by zarobić na chleb chwytałam się prac tzw. wakacyjnych; potem na studiach dorabiałam jako pomoc domowa i opiekunka dziecięca; następnie pracowałam jako przedszkolanka i nauczycielka w gimnazjum…

Miałam swoje marzenia – chciałam zostać wykładowcą, w tym celu zaczęłam studia doktoranckie… W pewnym momencie odkryłam powołanie i zweryfikowały się moje plany… W Karmelu raczej nie da się zrobić kariery naukowej. Co zatem robię?

Na rozmowie z siostrami zapytano mnie o moje umiejętności:

  • Czy umiesz szyć? – Nie.
  • Czy umiesz malować (chodzi o zdolności artystyczne, np. pisanie ikon)? – Nie.
  • Czy umiesz gotować? – Nie. (Umiem usmażyć schabowego – co tu się nie przyda i ugotować ziemniaka, ale nigdy nie gotowałam dla dużej ilości osób, a w klasztorze gotuje się codziennie na około 20 osób).
  • Czy umiesz śpiewać? – Nie! (Raz w życiu zaśpiewałam psalm w kościele – w moim przekonaniu pierwszy i ostatni).

Ogarnęła mnie zgroza – przeleciała mi przez głowę myśl, że się nie nadaje do Zakonu, by się jakoś poratować dodałam, że: Umiem sprzątać… (to jest jakiś atut!) 🙂

Pomimo braków i niskich kwalifikacji zostałam przyjęta – po pierwsze dlatego, że szeroko pojęte kompetencje to rzecz drugorzędna, ważniejsze jest czy masz powołanie, czy nie; po drugie wiele jest w człowieku talentów nieodkopanych, żyjąc w klasztorze odkrywamy w sobie rzeczy zaskakujące… Zaś siostry cierpliwie przyuczają do różnych prac.

Dziś moim „urzędem” jest szwalnia – czyli szycie szat liturgicznych. Gdy został mi przedzielony ten obowiązek padł na mnie blady strach. Nigdy nie siedziałam przy maszynie do szycia i sama z siebie bym nie usiadła…

…a dziś szyję i sprawia mi to wielką radość, która jest pomnażana przez świadomość, że to co robię bezpośrednio służy kultowi Bożemu. Śpiewam w czasie Mszy św. – choć zdarzy mi się zafałszować czy pomylić – ale wyrozumiałość sióstr jest ogromna (mamy próby śpiewu). I regularnie gotuje dla wspólnoty w czasie swoich kuchennych dyżurów – i dzięki Bogu zjadliwie.

W tzw. jutro, przy zmianie urzędów – przyjdzie mi się uczyć nowych rzeczy… i chcę podjąć wszystko z wiarą i miłością!

Praca w Karmelu jest prosta – dużo miejsca zajmują codzienne zwykłe obowiązki: pranie, gotowanie, sprzątanie, jak w każdym zwykłym domu – i każda czynność, jeżeli robiona jest z Bogiem i dla Boga ma wymiar chwalebny i zbawczy; może uczcić Boga i nieść pomoc duszom. A On sam stawia się do pracy pierwszy, przed nami, i już na nas czeka, by błogosławić dzieła naszych rąk!

 

„Przed każdym podejmowanym działaniem twoich rak, umysłu czy serca zwracaj się do Mnie, abym tchnął w nie Mego Ducha, aby wypełniało je Boże życie i aby służyło rozszerzaniu się Królestwa Bożego wszędzie, gdzie jesteś i gdzie sięga myśl twoja”.

(z „Słowo pouczenia” A. Lenczewska)

 

„Kiedy sądzicie, że jest cicho, Ja pracuje. Kiedy myślicie, że nic się nie dzieje, Ja pracuję. Kiedy uważacie, że niewiele zrobiono, Ja pracuję. Ja zawsze pracuję, uwierzcie w to”.

(z „Łagodny Duch” C. A. Ames)

s. T.

Jesteś

Karmelitańskie pisanki

Dodano: 01 październik 2020

jestes

Dar czy Dawca…?

Biblijne migawki

Dodano: 15 września 2020

Dary czy Dawca…?

Anno, czemu płaczesz? Czemu się twoje serce smuci?
Czyż ja nie znaczę dla ciebie więcej niż dziesięciu synów?  1 Sm 1, 8

dawca

Brak potrafi czasem ściągnąć, zogniskować całą naszą uwagę. Przestajemy widzieć to, co mamy, to, czym jesteśmy obdarowani, lecz zamykamy się w naszym bólu. Co więcej, spojrzenie skoncentrowane na naszym braku, niezrealizowanym oczekiwaniu, zamyka serce nie tylko na inne dary, ale częstokroć zamyka je na Tego, który jest Dawcą darów i Darem największym – na Boga, który w Jezusie obiecuje każdemu z nas:  Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi nie będzie łaknął, a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.  J 6,35

s. E.

Na łące

Poezje

Dodano: 1 września 2020

Na łące

Na rudej łące, rudy lis
Za rudym raz motylem gonił
I potknął się, bo rudy rydz
Przed słońcem swoją rudość chronił

Pod kapeluszem rudym też
Na baczność stał na jednej nodze
I nagle: trzask, bo rudy zwierz
Omal stratował go, niebożę

Jednak uprzejmość w świecie dzikim
Nierzadko całkiem też się zdarza
Rudzielec błysnął śmiechem lisim
Rydz zaś się zwykle nie obraża

Toteż w najlepszej komitywie
Pogwarkę se ucięli długą
Rudy zaś motyl z nieba spłynął
I spijał nektar trąbką rudą

s. R.