Mini czytelnia Mini czytelnia Mini czytelnia Mini czytelnia Mini czytelnia

Echo modlitwy i życia, czyli mini czytelnia karmelitańska, w której znaleźć można drobne okruchy słów, myśli, czy refleksji naszych sióstr, które udało się wyciągnąć z karmelitańskich szuflad. Niektóre teksty powstały jakby mimochodem, zrodziły się w sercu podczas modlitwy, zwyczajnej codziennej pracy, inne są echem głębszej refleksji, lektury Biblii, smakowania i wnikania w glebę codzienności. Będą tu zatem poezje, nowicjackie odkrycia pod tytułem: biały welon o…, biblijne migawki pisane słowem i obrazem, echo lektur, rozmaite tematy związane z wydarzeniami życia, czy inne jeszcze teksty… na tle zdjęć wykonanych przez nasze siostry. Tutaj też, w zakładce muzyka, zbierać będziemy to, co ukazało się na naszej stronie w dźwiękowej formie.

SŁOWO

O pracy

Biały welon o…

Dodano: 15 październik 2020

o pracy

Chcąc, nie chcąc – każdy jakoś zarabiać musi, co więcej nawet chcemy mieć dobrą prace i z satysfakcją realizować swoje zadania. Bóg w naszą naturę wpisał czynienie sobie ziemi poddanej – czyli pragnienie robienia czegoś sensownego i rozwijania się…

Przed wstąpieniem do Zakonu, by zarobić na chleb chwytałam się prac tzw. wakacyjnych; potem na studiach dorabiałam jako pomoc domowa i opiekunka dziecięca; następnie pracowałam jako przedszkolanka i nauczycielka w gimnazjum…

Miałam swoje marzenia – chciałam zostać wykładowcą, w tym celu zaczęłam studia doktoranckie… W pewnym momencie odkryłam powołanie i zweryfikowały się moje plany… W Karmelu raczej nie da się zrobić kariery naukowej. Co zatem robię?

Na rozmowie z siostrami zapytano mnie o moje umiejętności:

  • Czy umiesz szyć? – Nie.
  • Czy umiesz malować (chodzi o zdolności artystyczne, np. pisanie ikon)? – Nie.
  • Czy umiesz gotować? – Nie. (Umiem usmażyć schabowego – co tu się nie przyda i ugotować ziemniaka, ale nigdy nie gotowałam dla dużej ilości osób, a w klasztorze gotuje się codziennie na około 20 osób).
  • Czy umiesz śpiewać? – Nie! (Raz w życiu zaśpiewałam psalm w kościele – w moim przekonaniu pierwszy i ostatni).

Ogarnęła mnie zgroza – przeleciała mi przez głowę myśl, że się nie nadaje do Zakonu, by się jakoś poratować dodałam, że: Umiem sprzątać… (to jest jakiś atut!) 🙂

Pomimo braków i niskich kwalifikacji zostałam przyjęta – po pierwsze dlatego, że szeroko pojęte kompetencje to rzecz drugorzędna, ważniejsze jest czy masz powołanie, czy nie; po drugie wiele jest w człowieku talentów nieodkopanych, żyjąc w klasztorze odkrywamy w sobie rzeczy zaskakujące… Zaś siostry cierpliwie przyuczają do różnych prac.

Dziś moim „urzędem” jest szwalnia – czyli szycie szat liturgicznych. Gdy został mi przedzielony ten obowiązek padł na mnie blady strach. Nigdy nie siedziałam przy maszynie do szycia i sama z siebie bym nie usiadła…

…a dziś szyję i sprawia mi to wielką radość, która jest pomnażana przez świadomość, że to co robię bezpośrednio służy kultowi Bożemu. Śpiewam w czasie Mszy św. – choć zdarzy mi się zafałszować czy pomylić – ale wyrozumiałość sióstr jest ogromna (mamy próby śpiewu). I regularnie gotuje dla wspólnoty w czasie swoich kuchennych dyżurów – i dzięki Bogu zjadliwie.

W tzw. jutro, przy zmianie urzędów – przyjdzie mi się uczyć nowych rzeczy… i chcę podjąć wszystko z wiarą i miłością!

Praca w Karmelu jest prosta – dużo miejsca zajmują codzienne zwykłe obowiązki: pranie, gotowanie, sprzątanie, jak w każdym zwykłym domu – i każda czynność, jeżeli robiona jest z Bogiem i dla Boga ma wymiar chwalebny i zbawczy; może uczcić Boga i nieść pomoc duszom. A On sam stawia się do pracy pierwszy, przed nami, i już na nas czeka, by błogosławić dzieła naszych rąk!

 

„Przed każdym podejmowanym działaniem twoich rak, umysłu czy serca zwracaj się do Mnie, abym tchnął w nie Mego Ducha, aby wypełniało je Boże życie i aby służyło rozszerzaniu się Królestwa Bożego wszędzie, gdzie jesteś i gdzie sięga myśl twoja”.

(z „Słowo pouczenia” A. Lenczewska)

 

„Kiedy sądzicie, że jest cicho, Ja pracuje. Kiedy myślicie, że nic się nie dzieje, Ja pracuję. Kiedy uważacie, że niewiele zrobiono, Ja pracuję. Ja zawsze pracuję, uwierzcie w to”.

(z „Łagodny Duch” C. A. Ames)

s. T.

Jesteś

Karmelitańskie pisanki

Dodano: 01 październik 2020

jestes

Dar czy Dawca…?

Biblijne migawki

Dodano: 15 września 2020

Dary czy Dawca…?

Anno, czemu płaczesz? Czemu się twoje serce smuci?
Czyż ja nie znaczę dla ciebie więcej niż dziesięciu synów?  1 Sm 1, 8

dawca

Brak potrafi czasem ściągnąć, zogniskować całą naszą uwagę. Przestajemy widzieć to, co mamy, to, czym jesteśmy obdarowani, lecz zamykamy się w naszym bólu. Co więcej, spojrzenie skoncentrowane na naszym braku, niezrealizowanym oczekiwaniu, zamyka serce nie tylko na inne dary, ale częstokroć zamyka je na Tego, który jest Dawcą darów i Darem największym – na Boga, który w Jezusie obiecuje każdemu z nas:  Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi nie będzie łaknął, a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.  J 6,35

s. E.

Na łące

Poezje

Dodano: 1 września 2020

Na łące

Na rudej łące, rudy lis
Za rudym raz motylem gonił
I potknął się, bo rudy rydz
Przed słońcem swoją rudość chronił

Pod kapeluszem rudym też
Na baczność stał na jednej nodze
I nagle: trzask, bo rudy zwierz
Omal stratował go, niebożę

Jednak uprzejmość w świecie dzikim
Nierzadko całkiem też się zdarza
Rudzielec błysnął śmiechem lisim
Rydz zaś się zwykle nie obraża

Toteż w najlepszej komitywie
Pogwarkę se ucięli długą
Rudy zaś motyl z nieba spłynął
I spijał nektar trąbką rudą

s. R.

o welonie

Biały welon o…

Dodano: 1 sierpnia 2020

o welonie

W tym roku 2020 jeden z dwóch „białych welonów” z naszej wspólnoty został zamieniony na czarny. To znaczy, że kolejna kobieta na tym świecie złożyła profesję uroczystą – czyli ślubowała Bogu wyłączność i życie radami ewangelicznymi aż do śmierci. Takie wydarzenie w wymiarze duchowym wstrząsa niebem i ziemią 🙂

Mam nadzieję, że rychło Bóg powoła kolejne dziewczęta do naszej wspólnoty, by sztafeta „białych welonów” nie została przerwana…!

Dziś zdaje się coraz trudniej oderwać się i iść za wezwaniem, ale jestem pewna, że Bóg woła… i „100 krotnie” (tzn. nieskończenie więcej) odda tym, którzy oddadzą się Jemu. Rzecz w tym, że nie jest łatwo… Zwłaszcza na początku, ale dobrze mieć utkwione oczy w celu, by utrzymać kurs i nie dać się porwać burzom wewnętrznym i zewnętrznym, lecz w zaufaniu poddać oczyszczeniu, przez które przeprowadza sam Pan.

Welon to chyba najbardziej charakterystyczny element zakonnego stroju. Świadczy o osobie, która go nosi – to widzialny znak służebnicy Bożej. W naszym przypadku jego kolor też ma znaczenie…

Biały kojarzy się z młodością – czy wręcz dzieciństwem, to czas nowicjatu i okres ślubów czasowych. Czarny – z dojrzałością i dorosłością – noszą go profeski wieczyste, które po wielu latach formacji podejmują ostateczną decyzję, by przez poświęcone życie w Zakonie stać się Oblubienicą Najwyższego.

Welon dodaje, moim zdaniem, wdzięku i piękna kobiecie, albo inaczej – z jednej strony ma jej fizyczne wdzięki przysłonić, ale z drugiej wydobywa te duchowe.

Twarze otoczone welonem są jakby wyrazistsze, wyeksponowane – szczególnie oczy – zwierciadło duszy, to przez nie chce patrzeć Jezus…

Każde zgromadzenie ma swoją formę welonu, a każdy krój jakoś oddaje charyzmat danej wspólnoty… Nasze welony, są w większości skryte pod szkaplerzem – dla mnie to znak jeszcze głębszego ukrycia i wtulenia w Maryję 🙂 Jestem tu gdzie jestem, bo chcę się stawać do Niej podobną – prawdziwie być i kochać Boga i ludzi…

W kontekście ślubów wieczystych przypominają mi się słowa:

„Podstawą powołania powinno być gorące umiłowanie Boga, ukochanie Mnie ponad wszystko i wszystkich. Miłość, dla której pozostawia się wszystko, zapomina o sobie i przyjmuje każdy trud i cierpienie.

Idąc za głosem powołania nie trzeba spodziewać się ani pragnąć łatwiejszego życia, mniejszego cierpienia i trudu niż w świecie, komfortu psychicznego, czy fizycznego.

Odejście od świata do służby przy Mnie nie może być podyktowane chęcią ucieczki od trudu życia w świecie i zła, jakim świat jest wypełniony. Świat nie jest piekłem, a życie w kapłaństwie lub zakonie nie jest niebem. Niebo lub piekło każdy człowiek nosi w swoim sercu: Niebo, gdy dusza jest zatopiona we Mnie, piekło, gdy porzuca Mnie i żyje według reguł narzuconych przez świat. Niebem Ja jestem, a piekłem wszystko, co jest poza Mną.

I można żyjąc w świecie, żyć jednocześnie w Niebie Miłości albo żyjąc w zakonie czy kapłaństwie, tkwić w piekle oziębłości i umiłowania siebie.

Droga, na którą powołuję Moich Wybranych, zawsze jest drogą Moją i Maryi – tak samo trudną i bolesną, wymagająca zaparcia się siebie i wytrwałości…”

z: „Słowo pouczenia” A. Lenczewska

W ogrodzie

Poezje

Dodano: 15 lipca 2020

W ogrodzie

Spoczywasz na kamieniu

Mamo Niepokalana

Z otwartych dłoni Twoich

Łaska spływa na świat

Na głaz, co pod stopami

Jak serce skamieniałe

By zmiękł i stał się ciałem

Do nóg Twych padł, jak kwiat

s. R.

Oto jestem

Biblijne migawki

Dodano: 1 lipca 2020

Oto jestem – uczyń ze mną, co uznasz za słuszne

Czekam na pustynnych równinach, dopóki nie nadejdzie dla mnie słowo…(por.1 Sm 15, 28)

tak król Dawid, zdradzony przez bliskich i własnego syna, Absaloma, gdy musiał salwować się ucieczką, powiedział do kapłana odsyłając Arkę Przymierza do Jerozolimy. Nie zabezpieczał się zmuszając niejako Boga, by w znaku Arki podążał za nim na pustynię. Oddał swoje losy w ręce Boga przyjmując los wygnańca. Jeżeli Pan będzie mnie darzył życzliwością, to przywróci mnie, tak, że znów będę mógł zobaczyć Arkę razem z przybytkiem; jeżeli jednak powie: Nie znajduję w tobie upodobania – oto jestem – niech czyni ze mną co uzna za słuszne! (por.1 Sm 15, 26)

Wyznać – oto jestem – przyjąć wszystko, co mnie spotyka i cierpliwie trwać w każdej sytuacji,

to nie postawa zarezerwowana dla wielkich mężów wiary, świętych, ale możliwa dla każdego, kto nawet w zbolałym sercu strzeże zazdrośnie prawdy, że mój Bóg jest dobry, jest dobry zawsze i uczyni ze mną, tylko to, co uzna za słuszne, czyli najlepsze dla mnie.

Zatem w pokoju: czekam na pustynnych równinach, dopóki nie nadejdzie dla mnie słowo…(por.1 Sm 15, 28)

s. E.

Słowa są jak ziarna w żyznej glebie

Poezje

Dodano: 15 czerwca 2020

slowa-sa-jak-ziarna

Słowa są jak ziarna w żyznej glebie
Spoczywają w ciszy, długo dojrzewają
Rosną, nabierają mocy, a gdy trzeba
Rodzą się, wydają plon i umierają

Słowa są jak iskry pośród nocy
Drogę wskażą i zachwycą pięknem
Dla spragnionej duszy są jak rosa
Nieco zwilżą ją, nie sycąc zupełnie

Trzeba dużo milczeć, by słowo usłyszeć
Być jak łowca skarbów, poszukiwacz pereł
By dobre odnaleźć, wiele złych odrzucić
Wziąć jedno prawdziwe, miast fałszywych wielu

Słowo Boże, drogi Przyjacielu
Zechciej mówić w głębi serca mego
I przemieniaj tak, jak na weselu
Słów mych wodę, w wino Słowa Twego

s. R.

Pascha s. Marii Klary od Miłosierdzia Bożego – przejście ze wspólnoty otaczających ją sióstr w ramiona Ojca

Rozmaite tematy

Dodano: 01 czerwca 2020

Pascha s. Marii Klary od Miłosierdzia Bożego –
przejście ze wspólnoty otaczających ją sióstr w ramiona Ojca.

 

S. Maria Klara od Miłosierdzia Bożego – Sylwia Szpytko

Urodziła się 27.04.1973 r. w Wałbrzychu, jako pierworodna córka Tadeusza i Barbary. Ma o rok młodszą siostrę, Elżbietę i 21 lat młodszą, przyrodnią siostrę Elizę, z drugiego związku mamy. Rodzice rozwiedli się, obie córki wychował ojciec.

Pierwsze znaki powołania odczuła jako mała dziewczynka, gdy mama opowiadała jej o „zamkniętych siostrach, które całe życie się modlą”. W liceum wiedziała już, że chce, by Jezus był jej jedynym Oblubieńcem. Wtedy też, na Oazie, po raz pierwszy zetknęła się z pismami św. Jana od Krzyża, które bardzo ją pociągnęły.

Wstąpiła do Karmelu wrocławskiego po maturze, w roku 1992, tam spędziła 12 lat. Pierwszą profesję złożyła 8.grudnia 1994 r., a wieczystą 3 lata później. Do Bornego przybyła w 2004 roku, na 3 miesiące odpoczynku, które przedłużyły się do 1,5 roku. W 2006 poprosiła o przyjęcie do naszej wspólnoty. Przyjęłyśmy ją na 3 lata, po nich zaś na stałe. Kiedy pytałyśmy o motywację prośby o przeniesienie, powtarzała niezmiennie: „Tu jest mój dom”. Nie każda z nas rozumiała, co się kryje dla niej pod słowem „dom”, ale intuicyjnie czułyśmy, że jest to coś bardzo ważnego. W Bornem znalazła duchową matkę w św.p. s.Teresie (Kieniewicz), z którą bardzo się związała i miała w niej mocne oparcie.

Dała się poznać jako osoba o dużej wrażliwości na drugiego człowieka, pielęgnowała przyjaźnie i była im wierna do ostatnich chwil życia. Kilka dni przed śmiercią zaprosiła siostry, by przychodziły do niej, aby się pożegnać – każda osobiście.

Była bardzo sumienna, dokładna i obowiązkowa, zatem powierzano jej odpowiedzialne prace zarówno w klasztorze we Wrocławiu, jak i potem w Bornem Sulinowie. Była kilkakrotnie radną, kołową, ogrodniczką, infirmerką, ekonomką, zakrystianką, zajmowała się habitami, szyła i haftowała szaty liturgiczne. Kochała liturgię, pięknie śpiewała, zatem prowadziła śpiewy podczas oficjum i na mszy św. Była miłośniczką śpiewu gregoriańskiego. Pod koniec życia uczyła nas zasad tego śpiewu wedle metody z Solesmes. Przygotowywała też lekcje dla nowicjatu. Miała smykałkę do historii, prowadziła ciekawe lekcje z historii Kościoła. Czytała Ojców, a jej ulubionymi teologami byli Benedykt XVI i kard. Sarah. Najbliżsi mówili, że była „bardzo poukładana”. Jednak nie była sztywna, ani zasadnicza. Miała duży dystans do świata i do siebie, potrafiła ironizować i śmiać się z samej siebie. W Bornem bardzo jej się podobały kapituły. My bywałyśmy często nimi zmęczone, a s.Klara na to mawiała, że ceni sobie nasze „burze mózgów” i cieszy się, gdy każda siostra swobodnie wypowiada swoje zdanie na różne tematy. Lubiła też rekreacje, odprężało ją proste bycie ze wspólnotą. Kochała motyle, potrafiła nazwać wszystkie niemal gatunki, jakie wylęgają się w naszym lesie. Robiła im piękne zdjęcia, potrafiła czekać i zbliżyć się do tych płochliwych stworzeń na kilka centymetrów.

Choroba nowotworowa została odkryta 4 lata temu i szybko postępowała, zajmując kości, a potem inne organy. S.Klara nie poddawała się, walczyła podejmując kolejne chemie i operacje, a także pomagając sobie dietą. W końcówce życia znalazła oparcie w św. Hildegardzie, której wizja świata bardzo jej odpowiadała. Znalazła pokój w konsekwentnym, całościowym dążeniu do harmonii ze sobą, z innymi i z Bogiem. W ostatnich tygodniach życia odżywiała się głównie odrobiną orkiszu, mąki kasztanowej i kopru włoskiego. Śmiałyśmy się, że wszystkie prognozy lekarskie, które opiewały jej rychłą śmierć, zostały obalone przez hildegardową dietę. Na niej siostra czuła się dobrze, nie cierpiała na dodatkowe dolegliwości, płynące z zajętej przez nowotwór wątroby.

Dała nam świadectwo pięknego, powolnego, cierpliwego odchodzenia i oswajania się ze śmiercią. Kochała życie, nie chciała umierać, miała wiele planów i marzeń. Ale zawsze powtarzała jak refren: „Chcę tego, co Jezus chce, niech będzie jak On chce”. Odprawiałyśmy kilka nowenn o jej uzdrowienie, i niezmiennie, na pytanie, czy chce być uzdrowiona, odpowiadała – „Chcę, by było tak, jak Bóg chce”. Swoją chorobę ofiarowała za mamę, która od jej wieczystej profesji całkowicie zerwała z nią kontakt.

Gdy nadeszła ostatnia prosta, w marcu tego roku, przeżyła prawdziwą „żałobę po życiu”. Opłakiwała swoje skrócone przez chorobę życie. Potem wkroczyła w fazę pogodzenia i oswajania się z myślą, że śmierć realnie się zbliża. Z coraz większym pokojem i pogodą ducha, a nawet humorem przygotowywała się na ten moment, porządkując swoje rzeczy i żegnając się z bliskimi osobami. Jezus dał jej wielką pociechę spotkania z mamą. W marcu siostra napisała do niej pożegnalny list, pełen słów miłości i wyrozumiałości. Reakcja mamy była natychmiastowa – zadzwoniła do niej i rozmawiały pierwszy raz od 23 lat… Mama od początku choroby wiedziała, że życie Klary jest zagrożone, jednak nie potrafiła zdobyć się na spotkanie z nią. Wkrótce mama przyjechała i nastąpiło wymarzone pojednanie/ Mama była pełna skruchy i żalu za swoje zamknięcie na najstarszą córkę. Tato Klary natomiast okazywał jej zawsze wiele miłości i troski. Przez ostatni miesiąc jej życia mieszkał u nas, wykonując rozmaite prace jako elektryk, a także ogrodnik – tego fachu nauczył się od naszego pracownika, pana Andrzeja. Mógł też niemal co dzień choć przez chwilę rozmawiać z córką w rozmównicy. Siostra niemal do końca była samodzielna, uczestniczyła z nami we mszy św., codziennie chodziła na spacery – opierając się o którąś z nas. Dopiero w ostatnim dniu życia nie była w stanie przyjść na Eucharystię do chóru. Była bardzo osłabiona, wychudzona i odwodniona, organizm był już bardzo wyniszczony. Nawet wtedy wszakże zażądała, by „spacer” odbył się za sprawą otwartego na oścież okna w infirmerii. Siedziała na wózku i zachwycała się kwiatkami. Do końca żyła pełnią życia, na miarę swoich sił. W ostatnich miesiącach objawiła się z mocą jej autonomia. Tydzień przed śmiercią poprosiła nas, byśmy modliły się dla niej o dobrą śmierć. Czuła się wyczerpana chorowaniem.

Otrzymałyśmy wielką łaskę, mogąc być przy niej w chwili śmierci. Agonia zaczęła się ok. godz. 21 i trwała 6 godzin. Wtedy ogarnęły ją totalne bóle, bo dotąd dawało się lekami niemal całkowicie je uśmierzać. Przez cały ten czas towarzyszyła jej Nasza Matka z s.Agnieszką, s.Miriam i s.Barbarą, które były najbliżej niej w czasie choroby. Nasza Matka przeprowadzała ją na drugi brzeg podając jej wodę z Lourdes, która na pół godziny uśmierzyła bóle. Następnie pytała ją, czy ofiarowuje swoje cierpienie w konkretnych intencjach, na co s.Klara odpowiadała zdecydowanym „Tak”! Wezwała wspólnotę ok. 2.30 w nocy, 23. maja, bo chciała, „by siostry jej pomogły”. Gdy tylko zaczęłyśmy modlitwy przy jej łóżku, uspokoiła się i, ściskając krzyż, czekała na swój kres. Na chwilę przed śmiercią w jej oku pojawiła się łza. Widziała już Kogoś…? Jej śmierci towarzyszył wielki pokój, a nas ogarnęła radość. Odeszła w czasie odmawiania tajemnicy Wniebowzięcia, za pięć trzecia. Wierzymy, że Maryja zabrała ją prosto do Jezusa, do Nieba, jak tego bardzo pragnęła.

Pogrzeb s.Klary odbył się 26. maja 2020 r. Od 9.00 do 12.00 ciało w otwartej trumnie było wystawione w chórze zakonnym, blisko kraty. Każdy, kto chciał, mógł Siostrę pożegnać. O godz. 12.00 została odprawiona Eucharystia w naszej kaplicy przez 13 księży odzianych w białe ornaty – takie było życzenie Zmarłej. Przewodniczył jej biskup pomocniczy naszej diecezji, Krzysztof Zadarko, N.O. Jan Malicki przeczytał biogram Siostry, a o.Serafin Tyszko wygłosił płomienną, paschalną homilię. Obecni byli rodzice i obie siostry. Równolegle w kościele parafialnym była odprawiana Eucharystia w intencji s.Klary dla osób, które nie zmieściły się w kaplicy klasztoru (według przepisów epidemiologicznych mogło być u nas tylko 7 osób). Potem udaliśmy się procesyjnie na cmentarz klasztorny, także osoby, które doszły z kościoła parafialnego. Zdaje się, że zmieściliśmy się w liczbie 50 osób… Ceremonii pogrzebu przewodniczył Ojciec Prowincjał. Mimo łez i żalu, towarzyszyła nam Boża radość i odczuwalny przez wszystkich pokój. Usłyszałyśmy później od kilku osób, że pierwszy raz uczestniczyli w takim pogrzebie, byli nam bardzo wdzięczni. Wszyscy włączyli się w piękny śpiew s.Sary, Uczennicy Krzyża, która podczas spuszczania trumny do grobu mocnym głosem zaintonowała: „Ja nie umieram, ja wstępuję w życie!”

Klaro, wierzymy, że wstąpiłaś w Życie, które zawsze tak bardzo kochałaś.