Echo modlitwy i życia, czyli mini czytelnia karmelitańska, w której znaleźć można drobne okruchy słów, myśli, czy refleksji naszych sióstr, które udało się wyciągnąć z karmelitańskich szuflad. Niektóre teksty powstały jakby mimochodem, zrodziły się w sercu podczas modlitwy, zwyczajnej codziennej pracy, inne są echem głębszej refleksji, lektury Biblii, smakowania i wnikania w glebę codzienności. Będą tu zatem poezje, nowicjackie odkrycia pod tytułem: biały welon o…, biblijne migawki pisane słowem i obrazem, echo lektur, rozmaite tematy związane z wydarzeniami życia, czy inne jeszcze teksty… na tle zdjęć wykonanych przez nasze siostry. Tutaj też, w zakładce muzyka, zbierać będziemy to, co ukazało się na naszej stronie w dźwiękowej formie.

SŁOWO – Biały welon o…

O płaszczu

Biały welon o…

Dodano: 01 września 2021

o płaszczu

Biały, duży, ciężki płaszcz – to charakterystyczny element ubioru mniszki karmelitańskiej. Za każdym razem przed włożeniem całuję go (stricte mały wyhaftowany na nim krzyżyk). Ten gest i jego symbolikę wciąż odkrywam, chcę zrozumieć i właściwie duchowo przeżyć.

  • Owinięcie w białe płótno – od razu kojarzy mi się ze złożeniem do grobu zawiniętego w całun martwego ciała – i tak jest… Codziennie rano przychodzi mi coś w sobie pogrzebać i oddać wraz z eucharystyczną ofiarą Jezusa…
  • Ponadto, przywodzi mi na myśl starotestamentowych proroków, choćby Eliasza. Jego płaszcz był znakiem Bożego wybrania i atrybutem Bożej mocy, którą ów człowiek był obdarzony. Oto zostaję przyobleczona „w moc z wysoka”, bo „nie własną siłą człowiek zwycięża”…
  • I stają mi przed oczyma anawim Jahwe – ubodzy Pana. Ewangelia wspomina o ludziach, których całym mieniem był płaszcz, za dnia osłaniający od żaru słońca, a nocą od zimna i wilgoci. To minimum konieczne do życia, którego nie można było zabrać biedakowi. I ja, co dzień, w ubóstwie doświadczam opieki Boga i dostaje wszystko, co potrzebuje do życia, zwłaszcza Eucharystię.

Mniszka – profetyczny znak, niejako pogrzebana za życia, najuboższa z ludzi, bo Bóg wybiera to, co najmniejsze, słabe, ostatnie, nędzne. Za kratą, śmiem twierdzić, że znajdują się naprawdę ostatnie z ostatnich. Pan sam troszczy się o nas, osłania i podnosi, dając, jak uczniom na górze Tabor, poznanie swoich tajemnic i człowieczej nicości.

…I tak postrzega nas świat – jako stworzenia głupie i niepotrzebne, podobne do żebraków; odrzuca tak jak odrzucał proroków…

Ale to nie przekreśla świadectwa, które dajemy za każdym razem, gdy wkładamy płaszcze i idziemy do chóru celebrować Mszę świętą: „Żyje Bóg, przed którego obliczem stoję!”.

„Nic nie jest potrzebne, tylko Miłość Moja, która Cię chroni, karmi i ubogaca. W twoim ubóstwie jest bogactwo Moje, które twoim się staje. Raduj się nim i Miłością Moją tak, jak radowali się wielcy synowie Moi i święte córki Moje.

Zaufaj do końca i w Moje dłonie oddaj wszystko i każdy dzień, abyś doszła do zupełnego ogołocenia na ziemi i pełnego bogactwa w Niebie”.

z: „Słowo pouczenia” A. Lenczewska

O procesji rezurekcyjnej

Biały welon o…

Dodano: 01 kwietnia 2021

o procesji rezurekcyjnej

Chyba każdy dorosły katolik, chociaż raz w swoim życiu był na procesji rezurekcyjnej z radością czcząc Jezusa Zmartwychwstałego. Ja przez wiele lat przed wstąpieniem, dni Świętego Triduum przeżywałam w kościele oo. Dominikanów we Wrocławiu. Tam Liturgia była zawsze wspaniale przygotowana, za oprawę muzyczną odpowiadała doskonale wyćwiczona schola, nie brakowało różnorodnych instrumentów. Czułam głębokiego ducha wiary i wyjątkowy klimat ogromnej świątyni wypełnionej po brzegi ludźmi.

Dlatego dużym przeskokiem były dla mnie pierwsze Święta w Karmelu, w naszym małym chórze, gdy siedziałam tuż przy kracie, o kilka metrów oddalona od ołtarza… Poczułam się zaproszona do bardzo bliskiej, intensywnej obecności przy Jezusie. Porywa mnie Liturgia Wielkiego Tygodnia w Karmelu (a z ta garstką osób, które modlą się z nami w kaplicy tworzymy rodzinę :))

Dziś chcę opowiedzieć o naszej procesji rezurekcyjnej. Przyznam, że bardzo mnie zaskoczyła i urzekła borneńska tradycja. I jestem pewna, że nie ma tak w żadnym innym klasztorze 🙂

Otóż, gdy nadchodzi czas procesji, kapłan z Najświętszym Sakramentem wychodzi z kaplicy, za nim idą wierni, kierują się do naszej zakonnej bramy. Tam w dwóch rzędach stoją już siostry, w białych płaszczach i z pochodniami w ręku – jako najmłodsza wraz z drugą „białą” siostrą staje u boku kapłana oświetlając monstrancję – przyboczna straż Jezusa! I w należytym porządku wszyscy ze śpiewem na ustach idziemy do figury Maryi stającej na polance w naszym ogrodzie, gdzie brzmi z głębi serc uroczyste Salve Regina. Ponieważ jest to głęboka ciemna noc, drogę znaczą nam płomienie rozstawionych zniczy oraz pochodnie sióstr.

Gdy jeszcze nad nami świeci piękny ogromny księżyc i skrzą się gwiazdy – widok zapiera dech w piersiach, ponadto jest to moment szczególnego zjednoczenia nas (sióstr z chóru) i ludzi (z kaplicy) w radości i uwielbieniu Boga, który jest pomiędzy nami zwycięski i zmartwychwstały…!!! Śmiem twierdzić, że jest to mistyczne doświadczenie 🙂

Jezus pozostał z nami na zawsze!

ALLELUJA!

            „Miłość rozpala we Mnie pragnienie, by stać się pokarmem dla dusz, albowiem zostałem między ludźmi nie tylko po to, aby żyć z doskonałymi, ale aby podtrzymać słabych i żywić maluczkich. Ja przyczynie się do ich wzrostu i Ja ich umocnię. Ich dobre pragnienia będą Moja pociechą, ich nędza miejscem Mego wypoczynku”.

(z: Wezwanie do miłości. Zapiski objawień Pana Jezusa Józefie Menendez zakonnicy Najświętszego Serca Jezusa.)

 

s. T

 

 

O bibliotece

Biały welon o…

Dodano: 01 stycznia 2021

o bibliotece

Jak często potrzebujemy zjeść?

Czasem są to lekkie przekąski, innym razem obfite obiady czy wykwintne kolacje…

I w Karmelu szanujemy prawo natury – posilamy się trzy razy dziennie. Nasze Konstytucje ściśle określają ilość i miejsce spożywania posiłków, regulują kwestie postu…

Ponadto św. Teresa nakazała, aby jedzenie było pożywne i smacznie przyrządzone.

Niemniej od wieków Kościół wie, że jak ciało potrzebuje dobrej strawy, tak i duch ma swoje potrzeby. Niestety łatwo go zagłodzić, gdyż łaknienie duchowe bywa wręcz całkowicie wypchnięte ze świadomości. Dlatego Zakon zatroszczył się o nasze „duchowe żołądki” – w naszym planie dnia, mamy wyznaczoną aż godzinę na czytanie duchowe.

Przed wstąpieniem byłam molem książkowym, ale czytałam dużo tzw. lekkich pozycji, rozrywkowo.

Dzięki studiom teologicznym miałam dostęp do poważnych dzieł i zasmakowałam, jak ważne jest, by karmić swój umysł dobra lekturą teologiczną, czy konferencją. Niedawno słuchałam wykładu naukowego na temat wszechwiedzy Boga – po raz kolejny doświadczyłam rozbrojenia, (choć trochę) z ramek, w które wkładam Boga i wyjścia ze skostniałego sposobu myślenia o wszechświecie… Potrzebowałam do tego konkretnej dawki wysiłku intelektualnego i pomocy mądrzejszych ode mnie…

W naszym życiu podejmujemy tzw. formację permanentną, gdyż nie ma takiego momentu, w którym można powiedzieć „wiem, rozumiem, wystarczy”. Św. Teresa nakazała wszystkim przeoryszom, by troszczyły się o zapewnienie siostrom dostępu do dobrej lektury. I nasza biblioteka jest obficie zaopatrzona. Wciąż od dobrodziei dostajemy nowe pozycje – za co jestem bardzo wdzięczna!

Często dobry artykuł z katolickiego pisma, wykład, książka – to kanał, przez który mówi Bóg, to budulce mojej wiary, światło na ścieżce… Jezus niektórym mistykom wprost mówił:

„Idź do swej celki. Chcę bowiem żebyś pisała (…) pisz dla moich dusz:

(…) z miłości do dusz jestem więźniem Eucharystii. Pozostaje tam, aby ludzie mogli przyjść do Mnie z każdą przykrością i szukać pociechy w najczulszym z serc, u najlepszego Ojca i Przyjaciela, który ich nigdy nie opuszcza. Eucharystia jest pomysłem Miłości! A ta Miłość, która zużywa się i wyniszcza, nie znajduje wzajemności! Nie lękajcie się, przyjdźcie do Mnie. Gdybyście wiedzieli, jak Ja was miłuję!”

(z: Wezwanie do miłości. Zapiski objawień Pana Jezusa Józefie Menendez zakonnicy Najświętszego Serca Jezusa.)

s. T.      

O celi

Biały welon o…

Dodano: 1 grudnia 2019

o celi

Pojęcie cela wywołuje pejoratywne skojarzenia, kojarzy się z miejscem kary: zamkniętym i zakratowanym, małym i niewygodnym… i często z nieciekawym współlokatorem (czy współlokatorami). Ale dla mnicha…

Trochę czasu mi zajęło przyswajanie sobie pojęć właściwych dla zakonnego życia, jak na przykład: chór, infirmeria, lanżeria, refektarz, prowizeria… Jeszcze dziś zdarza mi się, gdy myślę o chórze – mówić kaplica.

Natomiast określenie „cela” wraz z rzeczywistością, która się pod nią kryje – szybko przylgnęło mi do serca. To mój wewnętrzny świat w tym klasztornym wszechświecie wyznaczonym przez klauzurowy mur. Jest miejscem samotności, intymności, wyłączności, spokoju, odpoczynku… a wszystko to w Bliskości.

Co więcej, w tej małej przestrzeni, gdzie znajduje się łóżko, biurko, mała półeczka, jest jeszcze tzw. „kącik modlitewny” – tam mam świeczkę, mały wizerunek Jezusa, klęcznik-stołeczek modlitewny… Tu czuję się jak dziecko w łonie matki, otulona, bezpieczna, spokojna… To mój azyl.

Oglądałam kiedyś film „War Room – Pokój walki. Siła modlitwy” (polecam!) – Główna bohaterka „kącik modlitewny” urządziła sobie w szafie (z racji, że to realia amerykańskie można powiedzieć, że w garderobie) i doświadczyła, tak jak i ja, jak wspaniale jest stworzyć w swoim domu, a co za tym idzie, i w swoim sercu, miejsce spotkań z Bogiem – „wejdź do swej izdebki i módl się w ukryciu”. Łatwiej wtedy zawalczyć o modlitwę, o skupienie, czas, wyciszenie.

Nieustannie zmaga się we mnie stary i nowy człowiek. Nowy tęskni do modlitwy, do tego, by dać się Bogu przytulić, a stary – chciałby robić cokolwiek innego, już wyrwa się do kolejnych zadań i obowiązków, ucieka myślą w przód lub w tył… A w celi, w tym centrum duszy, w tym „kąciku” zawsze jest On i czeka, wierny, obecny, czuły i mocny, uzdrawiający, uwalniający, obdarowujący… Mówi mi:

Jestem bowiem świadomy zamiarów, jakie zamyślam co do was – wyrocznia Pana – zamiarów pełnych pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość, jakiej oczekujecie. Będziecie Mnie wzywać, zanosząc do Mnie swe modlitwy, a Ja was wysłucham. Będziecie Mnie szukać i znajdziecie Mnie, albowiem będziecie Mnie szukać z całego serca. Ja zaś sprawię, że Mnie znajdziecie – wyrocznia Pana. (Jr 29, 11-14a)

Kiedy myślicie o życiu modlitwy, o obcowaniu ze Mną, myślcie, jak wejść do sanktuarium swej duszy, by tam się ze Mną spotkać. Nie macie do Mnie przychodzić, macie na stałe zamieszkać w celi swej duszy, gdzie stale mieszkam – wasz Bóg i Oblubieniec. Jestem przecież waszym Przyjacielem najwierniejszym, najczulszym, rozumiejącym was całkowicie. Więc dzielcie i współprzeżywajcie ze Mną wszystko, wchodźcie w każdej chwili, kiedy tylko możecie, do naszej celi, by się w jej ciszy Mnie poradzić, do Mnie przytulic, wielbić Mnie i mówić Mi słowa miłości i oddania, wtedy nic nie będzie „wasze” a wszystko „nasze”.

(z: „Słowo pouczenia” A. Lenczewskiej)

s. T.      

O pracy

Biały welon o…

Dodano: 15 październik 2020

o pracy

Chcąc, nie chcąc – każdy jakoś zarabiać musi, co więcej nawet chcemy mieć dobrą prace i z satysfakcją realizować swoje zadania. Bóg w naszą naturę wpisał czynienie sobie ziemi poddanej – czyli pragnienie robienia czegoś sensownego i rozwijania się…

Przed wstąpieniem do Zakonu, by zarobić na chleb chwytałam się prac tzw. wakacyjnych; potem na studiach dorabiałam jako pomoc domowa i opiekunka dziecięca; następnie pracowałam jako przedszkolanka i nauczycielka w gimnazjum…

Miałam swoje marzenia – chciałam zostać wykładowcą, w tym celu zaczęłam studia doktoranckie… W pewnym momencie odkryłam powołanie i zweryfikowały się moje plany… W Karmelu raczej nie da się zrobić kariery naukowej. Co zatem robię?

Na rozmowie z siostrami zapytano mnie o moje umiejętności:

  • Czy umiesz szyć? – Nie.
  • Czy umiesz malować (chodzi o zdolności artystyczne, np. pisanie ikon)? – Nie.
  • Czy umiesz gotować? – Nie. (Umiem usmażyć schabowego – co tu się nie przyda i ugotować ziemniaka, ale nigdy nie gotowałam dla dużej ilości osób, a w klasztorze gotuje się codziennie na około 20 osób).
  • Czy umiesz śpiewać? – Nie! (Raz w życiu zaśpiewałam psalm w kościele – w moim przekonaniu pierwszy i ostatni).

Ogarnęła mnie zgroza – przeleciała mi przez głowę myśl, że się nie nadaje do Zakonu, by się jakoś poratować dodałam, że: Umiem sprzątać… (to jest jakiś atut!) 🙂

Pomimo braków i niskich kwalifikacji zostałam przyjęta – po pierwsze dlatego, że szeroko pojęte kompetencje to rzecz drugorzędna, ważniejsze jest czy masz powołanie, czy nie; po drugie wiele jest w człowieku talentów nieodkopanych, żyjąc w klasztorze odkrywamy w sobie rzeczy zaskakujące… Zaś siostry cierpliwie przyuczają do różnych prac.

Dziś moim „urzędem” jest szwalnia – czyli szycie szat liturgicznych. Gdy został mi przedzielony ten obowiązek padł na mnie blady strach. Nigdy nie siedziałam przy maszynie do szycia i sama z siebie bym nie usiadła…

…a dziś szyję i sprawia mi to wielką radość, która jest pomnażana przez świadomość, że to co robię bezpośrednio służy kultowi Bożemu. Śpiewam w czasie Mszy św. – choć zdarzy mi się zafałszować czy pomylić – ale wyrozumiałość sióstr jest ogromna (mamy próby śpiewu). I regularnie gotuje dla wspólnoty w czasie swoich kuchennych dyżurów – i dzięki Bogu zjadliwie.

W tzw. jutro, przy zmianie urzędów – przyjdzie mi się uczyć nowych rzeczy… i chcę podjąć wszystko z wiarą i miłością!

Praca w Karmelu jest prosta – dużo miejsca zajmują codzienne zwykłe obowiązki: pranie, gotowanie, sprzątanie, jak w każdym zwykłym domu – i każda czynność, jeżeli robiona jest z Bogiem i dla Boga ma wymiar chwalebny i zbawczy; może uczcić Boga i nieść pomoc duszom. A On sam stawia się do pracy pierwszy, przed nami, i już na nas czeka, by błogosławić dzieła naszych rąk!

 

„Przed każdym podejmowanym działaniem twoich rak, umysłu czy serca zwracaj się do Mnie, abym tchnął w nie Mego Ducha, aby wypełniało je Boże życie i aby służyło rozszerzaniu się Królestwa Bożego wszędzie, gdzie jesteś i gdzie sięga myśl twoja”.

(z „Słowo pouczenia” A. Lenczewska)

 

„Kiedy sądzicie, że jest cicho, Ja pracuje. Kiedy myślicie, że nic się nie dzieje, Ja pracuję. Kiedy uważacie, że niewiele zrobiono, Ja pracuję. Ja zawsze pracuję, uwierzcie w to”.

(z „Łagodny Duch” C. A. Ames)

s. T.

o welonie

Biały welon o…

Dodano: 1 sierpnia 2020

o welonie

W tym roku 2020 jeden z dwóch „białych welonów” z naszej wspólnoty został zamieniony na czarny. To znaczy, że kolejna kobieta na tym świecie złożyła profesję uroczystą – czyli ślubowała Bogu wyłączność i życie radami ewangelicznymi aż do śmierci. Takie wydarzenie w wymiarze duchowym wstrząsa niebem i ziemią 🙂

Mam nadzieję, że rychło Bóg powoła kolejne dziewczęta do naszej wspólnoty, by sztafeta „białych welonów” nie została przerwana…!

Dziś zdaje się coraz trudniej oderwać się i iść za wezwaniem, ale jestem pewna, że Bóg woła… i „100 krotnie” (tzn. nieskończenie więcej) odda tym, którzy oddadzą się Jemu. Rzecz w tym, że nie jest łatwo… Zwłaszcza na początku, ale dobrze mieć utkwione oczy w celu, by utrzymać kurs i nie dać się porwać burzom wewnętrznym i zewnętrznym, lecz w zaufaniu poddać oczyszczeniu, przez które przeprowadza sam Pan.

Welon to chyba najbardziej charakterystyczny element zakonnego stroju. Świadczy o osobie, która go nosi – to widzialny znak służebnicy Bożej. W naszym przypadku jego kolor też ma znaczenie…

Biały kojarzy się z młodością – czy wręcz dzieciństwem, to czas nowicjatu i okres ślubów czasowych. Czarny – z dojrzałością i dorosłością – noszą go profeski wieczyste, które po wielu latach formacji podejmują ostateczną decyzję, by przez poświęcone życie w Zakonie stać się Oblubienicą Najwyższego.

Welon dodaje, moim zdaniem, wdzięku i piękna kobiecie, albo inaczej – z jednej strony ma jej fizyczne wdzięki przysłonić, ale z drugiej wydobywa te duchowe.

Twarze otoczone welonem są jakby wyrazistsze, wyeksponowane – szczególnie oczy – zwierciadło duszy, to przez nie chce patrzeć Jezus…

Każde zgromadzenie ma swoją formę welonu, a każdy krój jakoś oddaje charyzmat danej wspólnoty… Nasze welony, są w większości skryte pod szkaplerzem – dla mnie to znak jeszcze głębszego ukrycia i wtulenia w Maryję 🙂 Jestem tu gdzie jestem, bo chcę się stawać do Niej podobną – prawdziwie być i kochać Boga i ludzi…

W kontekście ślubów wieczystych przypominają mi się słowa:

„Podstawą powołania powinno być gorące umiłowanie Boga, ukochanie Mnie ponad wszystko i wszystkich. Miłość, dla której pozostawia się wszystko, zapomina o sobie i przyjmuje każdy trud i cierpienie.

Idąc za głosem powołania nie trzeba spodziewać się ani pragnąć łatwiejszego życia, mniejszego cierpienia i trudu niż w świecie, komfortu psychicznego, czy fizycznego.

Odejście od świata do służby przy Mnie nie może być podyktowane chęcią ucieczki od trudu życia w świecie i zła, jakim świat jest wypełniony. Świat nie jest piekłem, a życie w kapłaństwie lub zakonie nie jest niebem. Niebo lub piekło każdy człowiek nosi w swoim sercu: Niebo, gdy dusza jest zatopiona we Mnie, piekło, gdy porzuca Mnie i żyje według reguł narzuconych przez świat. Niebem Ja jestem, a piekłem wszystko, co jest poza Mną.

I można żyjąc w świecie, żyć jednocześnie w Niebie Miłości albo żyjąc w zakonie czy kapłaństwie, tkwić w piekle oziębłości i umiłowania siebie.

Droga, na którą powołuję Moich Wybranych, zawsze jest drogą Moją i Maryi – tak samo trudną i bolesną, wymagająca zaparcia się siebie i wytrwałości…”

z: „Słowo pouczenia” A. Lenczewska

o ogrodzie

Biały welon o…

Dodano: 1 maja 2020

o ogrodzie

Do każdego karmelitańskiego klasztoru, zgodnie z zaleceniem Naszej Świętej Matki Teresy, przylega ogród – większy lub mniejszy, ale konieczny do zachowania zdrowia duszy i ciała osób żyjących w ścisłej klauzurze. Nasz ogród, zdecydowanie większy, jest miejscem wytchnienia i inspiracji.
Mimo, że nasz teren jest bardzo piaszczysty, dzięki ludziom dobrej woli, nawieziono ziemi pod „grządki”, na których hodujemy rozmaite kwiaty, miedzy innymi do kaplicznych bukietów.

Do moich obowiązków należy, w ograniczonym zakresie, sadzenie i przycinanie, przede wszystkim zaś podlewanie i plewienie – niedawno mianowano mnie pomocniczką ogrodniczki! Przez te kilka lat, które spędziłam w Karmelu zdarzyły się sezony zlewane nieustannym deszczem, jak dwa lata temu, gdy pogodnych dni w lecie było bardzo mało, i takie, jak w zeszłym roku, gdy panował upał i zaledwie kilka razy padało.
W konsekwencji nasza praca nie przynosiła pożądanych efektów… Część kwiatów w ogóle nie wzeszła, choćby dlatego, że cebulki zgniły lub zostały zjedzone przez nornice. Innym razem młode pędy (kwiatostany) nie zdążyły się rozwinąć, bo ostro przypaliło je słońce… Jedyne, co zdaje się, że zawsze rośnie – to chwasty, co gorsze dziś wyrwane za kilka tygodni wschodzą na nowo…

I tak jest w naszym życiu duchowym, czasami wydaje się, że ta nasza praca wewnętrzna jest syzyfowa, a warunki zewnętrzne niesprzyjające, niemniej ją podejmujemy: regularnie wyrywamy chwasty naszych grzechów w spowiedzi, walczymy z wadami, choć co jakiś czas, „szorujemy po dnie” i czujemy, że „jest gorzej niż było”. Staramy się podlewać spragnioną duszę żywą wodą przez modlitwę, choć często „nie idzie” i raczej przypomina ona próbę „przeczekania” niż przylgnięcie do Boga.
Gdy przyjdzie myśl, że coś już się osiągnęło, jakiś poziom, etap, znowu pojawia się kąkol, albo zaleją takie doświadczenia, że grzęźniemy w błocie…
Ale mimo to, co roku coś wykiełkuje, wzejdzie i się rozwinie (i w wymiarze duchowym, i w wymiarze fizycznym) tak, że mam co wziąć w swoje dłonie i ułożyć pod tabernakulum. W ten sposób oddaje chwałę Bogu, oddaję Mu to, co sam mi dał – to owoc współpracy!

On panuje nad pogodą mojego życia, wie, po co ten trud i przeciwności; jakie ma plany, co do mnie i jaki będzie efekt końcowy – jakimi barwami i kształtami będę Go zachwycać w niebie. Dopóki jestem na ziemi kwiaty mej duszy będą wystawione na upał i deszcz, działanie szkodników (demonów nękających pokusą), zarastane przez chwasty (wad i słabości). Ale zawsze i w każdych warunkach mogę uwielbiać Boga. On patrzy na determinację i wierność, bo ostatecznie to On wszystkiego dokona… i stawi mnie przed sobą taką, jaką chce mnie mieć…

A Bóg wszelkiej łaski, Ten, który was powołał do wiecznej swojej chwały w Chrystusie, gdy trochę pocierpicie, sam was udoskonali, utwierdzi, umocni i ugruntuje. Jemu chwała i moc na wieki wieków! Amen.

1 P 5,10-1

s. T.

O obiedzie z Jezusem

Biały welon o…

Dodano: 1 kwietnia 2020

o obiedzie z Jezusem

Mój drogi Czytelniku: czy zdarzyło Ci się jeść obiad z Jezusem? Czy przy Twoim stole przygotowałeś Mu miejsce – położyłeś najlepszą zastawę, zapaliłeś świece? I czy potem czekałeś aż potrawy znikną z półmisków?

Przyznam szczerze, że aż do momentu wstąpienia do klasztoru nawet przez myśl mi coś takiego nie przeszło.

Oczywiście znany jest mi zwyczaj „wolnego miejsca” przy wigilijnym stole, ale nikt nigdy go nie zajął, nikogo „obcego” przy nim nie powitałam, (gdy dziś to wspominam odczuwam żal, że być może gdybym lepiej poznała swoje otoczenie – sąsiadów z kamienicy, z pewnością znalazłaby się osoba samotna, z którą mogłabym zasiąść do wieczerzy).

W Karmelu „nowicjat” – czyli najmłodsze członkinie wspólnoty, mają za zadanie w Niedzielę Palmową udekorować refektarz, gdyż w ten dzień przy stole prezydialnym (czyli tam gdzie zwyczajowo siedzi przeorysza wraz z podprzeoryszą) zasiada Jezus.

Pomysłowość sióstr, co roku zaskakuje – dominuje motyw pobytu Jezusa w domu rodzeństwa: Łazarza, Marty i Marii, czyli przyjaciół, u których Nasz Pan szukał pokrzepienia i życzliwości przed czekającą Go męką. To także antycypacja w Ostatniej Wieczerzy i zadatek uczty w Królestwie Niebieskim.

Zatem w tym dniu i u nas, u sióstr z Bornego Sulinowa, Jezus szuka czułego, obecnego serca, które chce przy Nim i z Nim być, w chwili, gdy oczekuje na swoją Paschę. Rozmyślając o tej tradycji – wzruszam się głęboko!

Z drugiej strony oczami naszego ciała nie widzimy Jezusa i obiad nie znika z talerzy – choć przyznam szczerze, że za pierwszym razem odczułam zawód, że tak się nie stało 🙂 Ale Bóg nie lubi sztuczek, nie jest magiczny – tu chodzi o doświadczenie wiary i by uzewnętrznić postawę serca. To pewien sposób na zmaterializowanie przyjaźni.

Tak się zastanawiam, czy gdyby jedzenie faktycznie zniknęło z talerzy – poczułabym się lepiej? Byłabym bardziej wierząca? …gdy zaglądam do ewangelii czytam, że wielu widziało cuda Jezusa, a i tak nie wierzyli, domagali się coraz więcej znaków (faryzeusze, albo uczeni w Piśmie), a Jezus ostatecznie zapłakał nad Jerozolimą, która nie rozpoznała czasu swojego nawiedzenia… Dziś sztuczki robi szatan, by przez nie wciągać ludzi w okultyzm.

Cudu zaś doświadczam na każdej Eucharystii i przy każdym tabernakulum – cudu sakramentalnej żywej i prawdziwej obecności Jezusa na ziemi.

Napisałam, że podany Jezusowi obiad nie znika, muszę dodać sprostowanie, jednak znika – jest zwyczaj, że przyrządzone dania podajemy pierwszemu przychodzącemu w tym dniu gościowi 🙂 a w nim jest Jezus!

Tymczasem On w naszym refektarzu pragnie żebyśmy zjedli razem obiad, bo potrzebuje mnie tak, jak potrzebował przyjaciół z Betanii… ucztujemy razem, bo czas Wielkiego Tygodnia to uobecnianie tamtego czasu sprzed dwóch tysięcy lat, niejako zjednoczenie dwóch czasów, a może wręcz czas poza czasem – Boże teraz

 

„Karmię się twoją miłością i umieram z pragnienia, gdy o Mnie nie pamiętasz. Przytul Mnie i ukochaj i opatruj Moje Rany i osłoń Mnie, gdyż w wielu duszach trwa Moja Droga Krzyżowa i Moje Konanie…”

(z „Słowo pouczenia” A. Lenczewska)

„Nie zapominaj o Mnie. Tęsknij za Mną, tak jak Ja tęsknię za tobą. Miłuj Mnie tak, jak Ja ciebie miłuję. Szukaj Mnie tak, jak Ja szukam ciebie. Widzisz, że nie opuszczam cię nigdy!”.

(z: Wezwanie do miłości. Zapiski objawień Pana Jezusa Józefie Menendez zakonnicy Najświętszego Serca Jezusa.)

s. T

o stalce

Biały welon o…

Dodano: 15 listopada 2019

o stalce

Pisałam już o „kąciku modlitewnym” w celi, teraz chciałabym wspomnieć o analogicznym miejscu w chórze (innymi słowy w naszej kaplicy), a określa je pojęcie stalka.
Stalka – to termin, którego przed wstąpieniem do Karmelu nie znałam, chyba mogę powiedzieć, że to „mebel” stanowiący punkt orientacyjny w chórze, który wyznacza przestrzeń dla mnie i mojej modlitwy osobistej i wspólnotowej. Każdej siostrze zostaje ona przydzielona od pierwszego dnia jej zakonnego życia.
Nasz chór nie posiada ławek, klęczników, krzeseł, ale w dwóch rzędach pod ścianami stoją omawiane drewniane siedziska. Zawierają w sobie, jak pufa, półkę, do której możemy schować brewiarz, śpiewnik czy inne podręczne „akcesoria modlitewne”. Na nich siedzimy lub przy nich klęczymy podczas modlitwy (bezpośrednio na podłodze), każda siostra przy „swojej”.

Stalka jest tak skonstruowana, aby móc siedzieć zależnie od potrzeby, albo przodem do tabernakulum (w trakcie Eucharystii), albo bokiem do kraty, a twarzami do siebie (w trakcie odmawiania oficjum). Jej funkcjonalność służy zjednoczeniu naszych serc i ust, które podczas wspólnej liturgii wysławiają Boga. To symbol, który uczy mnie, że w niebie będę we wspólnocie wielu ludzi wspólnie uwielbiających Boga, że Bóg słucha tych „dwóch i trzech” zebranych w Jego imię. I doświadczam tego, jak „ciągnie” mnie modlitwa osób, które są obok mnie… Nawet, gdy każda z nas modli się w ciszy, jesteśmy razem przed Bogiem, „bo nikt z nas nie jest samotną wyspą”, choć do samotności (rozumianej, jako wyłączność dla Boga) jesteśmy powołane…

Potrzebujemy siebie nawzajem, nikt w Kościele nie jest singlem.

Ponadto ten wyznaczony w chórze kawałek podłogi, jest antycypacją „mieszkania”, które Jezus przygotował dla mnie w niebie. Uświadamia mi, że Bóg stworzył mnie dla siebie, chce mnie mieć przy sobie, chce mnie słuchać, chce na mnie patrzeć i dziś uczy mnie bycia z Nim – czyli po prostu kontemplacji i komunii… Tutaj daje mi czas na dojrzewanie do spotkania z Nim twarzą w twarz…

Cieszę się, że każdy ma swoje miejsce w Kościele, tu na ziemi i w niebie: oby żadne z nich nie pozostało puste, opuszczone, odrzucone…

„Od spotkania ze Mną twarzą w twarz dzieli cię nie tyle odległość czasu, co odległość dojrzałości twojej, której czas pobytu na ziemi jest podporządkowany. W dojrzewaniu nie przekroczysz granicy, jaka została ci dana w zaistnieniu twoim. Możesz ją osiągnąć jedynie przez wypełnienie woli Mojej. Pełnia Miłości do jakiej cię uzdolniłem – oto wola Moja. Oto dojrzałość twoja, która wyznaczy kres wędrówki twojej poprzez życie na ziemi.
Stworzyłem ci warunki ułatwiające odosobnienie, aby wędrówka twoja skierowała się do wnętrza duszy, gdzie poznawać będziesz istotę istnienia twojego we Mnie”.

(z: „Słowo pouczenia” A. Lenczewskiej)

s. T.

o kracie

Biały welon o…

Dodano: 1 września 2019

o kracie

Zwykle to właśnie krata wzbudza najwięcej emocji u osób, które przychodzą do naszego klasztoru. Odbierana jest negatywnie. Gdy jeszcze przed wstąpieniem, czy już tu, w Karmelu, przyszło mi dyskutować z niektórymi osobami, które wręcz nie akceptują takiej formy życia, nie udało mi się podać żadnych zadowalających je argumentów przemawiających za jej sensownością (w Karmelu w Krakowie, nie dość, że kraty są podwójne, to jeszcze z kolcami!). I chyba się nie da… „Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Kto może pojąć, niech pojmuje!”. (Mt 19,11)

Ciągle odkrywam znaczenie i piękno tego znaku, i gdy kiedyś spotkałam się w naszej rozmównicy z grupą dzieci z oazy, które pytały: „po co?”, przyszło mi na myśl: „bo to jest nasza obrączka ślubna” (my nie nosimy obrączek tak jak siostry z innych zgromadzeń po ślubach wieczystych, czy małżonkowie).
Kto nosi obrączkę – ten wszystkim daje do zrozumienia, że jest „zajęty”, do kogoś „należy”, komuś jest wierny, kogoś kocha najbardziej… Dla nas i dla świata krata jest znakiem naszego całkowitego oddania Bogu i miłości, która pragnie być coraz większa i głębsza, aż przekroczy wszystkie kategorie i ramki, ograniczenia i ciasnoty, egoistyczne i hedonistyczne „ja”, aż obejmie wszystkich i wszystko oddając się całkowicie Jedynemu. Poza tym z naszej perspektywy – to nie my jesteśmy za kratą… 🙂
Choć jesteśmy zamknięte, jak Jezus w tabernakulum, to jednak naszym celem jest otwarcie i dostępność, tak jak On chce być dla wszystkich. Swoją modlitwą pragniemy dotrzeć do każdego miejsca na kuli ziemskiej i do każdej ludzkiej duszy, by nieść jej „Światło”.

„Twoje życie ma być w całości ofiarą, którą Ja się posłużę według Mojej woli. Nie zatrzymuj się na własnych odczuciach i tęsknotach. Należysz do Mnie i tylko we Mnie możesz odnaleźć cel i sens wszystkiego – całej twojej doczesności i wieczności.
Promienie Mojej Miłości nie mogą dotrzeć na ziemię, jeśli nie ma serc, które są bramą łączącą Niebo z ziemią. Przez ludzkie serca ratuję i zbawiam inne serca zranione śmiertelnie. Nie myśl o sobie, dziecko Moje – myśl o Mojej Krwi i braciach twoich. O radości zwycięstwa i o pokoju Nieba, które nadchodzi poprzez ciemności obecnego czasu. Módl się i błogosław zwłaszcza te dzieci Moje, które konają w szponach zła, aby dotarło do nich Światło ocalenia”.

(z: „Słowo pouczenia” A. Lenczewskiej)

s. T