Echo modlitwy i życia, czyli mini czytelnia karmelitańska, w której znaleźć można drobne okruchy słów, myśli, czy refleksji naszych sióstr, które udało się wyciągnąć z karmelitańskich szuflad. Niektóre teksty powstały jakby mimochodem, zrodziły się w sercu podczas modlitwy, zwyczajnej codziennej pracy, inne są echem głębszej refleksji, lektury Biblii, smakowania i wnikania w glebę codzienności. Będą tu zatem poezje, nowicjackie odkrycia pod tytułem: biały welon o…, biblijne migawki pisane słowem i obrazem, echo lektur, rozmaite tematy związane z wydarzeniami życia, czy inne jeszcze teksty… na tle zdjęć wykonanych przez nasze siostry. Tutaj też, w zakładce muzyka, zbierać będziemy to, co ukazało się na naszej stronie w dźwiękowej formie.

SŁOWO – Echo lektur

św. Hildegarda

Z moich lektur

Dodano: 15 maj 2022

św. Hildegarda z Bingen

 

Leczenie chorób duszy

_______________________________________________

z książki: dr Wighard Strehlow,
„Terapia Hildegardowa dla cierpiących na depresję, lęki, bezsenność lub stres.”

WADA

CNOTA

umiłowanie świata doczesnego

umiłowanie nieba

amor saeculi

amor caelestis

umiłowanie bogactwa materialnego

umiłowanie skarbów duchowych

bogactwo zewnętrzne

bogactwo wewnętrzne

miłość egoistyczna

miłość bezinteresowna

_______________________________________________

Słowa uzdrowienia
(cnota karci wadę)

Naprawdę wierzysz, że bogactwo materialne uszczęśliwia?

Nie szukasz prawdziwego i pięknego życia, które w swej świeżości i młodzieńczej sile nigdy nie przemija i nie umiera nawet w sędziwym wieku!

Ja jednak jestem fundamentem harmonijnego współistnienia; pozostaję w łączności z prawdziwą radością życia, która przenika wszechświat. Kocham prawdziwe życie i gardzę wszystkim, co je niszczy. Jestem zwierciadłem wszelkich duchowych sił. Żadna moc tego świata, żadne bogactwo i żaden człowiek nie może tak radykalnie zmienić Twojego życia i uczynić je szczęśliwym jak miłość, która kryje się w najgłębszych zakamarkach Twego serca i na największej wysokości wszechświata.

Patron płodnego milczenia

Z moich lektur

Dodano: 15 kwietnia 2022

O pięknych oczach Maryi, które widzą dalej i głębiej

Ksiądz Krzysztof Wons przez następujące po sobie stronice swojej Lectio divina o Maryi, całej Pięknej, ukazuje źródło Jej wewnętrznego piękna: wsłuchiwanie się i posłuszeństwo słowu Boga. To wierne słuchanie, dzień po dniu i rok po roku, doprowadza Ją do szczytu Golgoty, gdzie przyjdzie Jej trzymać na kolanach martwe ciało Jezusa. W sercu, w którym zawsze zachowywała i rozważała słowa Boże, powraca wspomnienie Bożych obietnic: będzie On wielki, będzie nazwany Synem Najwyższego, Pan Bóg da Mu tron Jego praojca Dawida… (Łk, 1,32) Teraz jednak widzi Jezusa zmaltretowanego, bezsilnego, bezwładnego i ostatecznie zabitego, a Jego jedynym tronem są Jej drżące kolana. A jednak, ponad zewnętrznymi faktami, Jej wyostrzony wzrok wiary jest w stanie odkryć, że słabość i bezradność Wcielonego Boga (ta z Betlejem i ta z Golgoty), to Jego droga do człowieka i do Ojca.

Maryja na Golgocie obejmuje ramionami martwe ciało Jezusa i nie przestaje wierzyć, że On jest Synem Najwyższego Boga, jak powiedział anioł Gabriel (Łk 1, 32). Pieści na drżących kolanach zmarłego Jezusa, jakby pieściła niemowlę. Rozumie i godzi się, że Bóg właśnie tak się objawia i tak zbawia świat: na drodze słabości i kruchości.*

Ile jeszcze drogi trzeba przejść, by nauczyć się patrzeć na słabość i kruchość – tak własną jak i cudzą – jak Maryja. Oswoić się z nią, przestać się gorszyć czy zżymać, co więcej: nie tylko zgodzić się, ale i pokochać. Przeniknąć zasłonę wiary, zobaczyć prawdę Jezusa: bezbronnego, ufnego i oddanego tak w Betlejem jak i na Kalwarii, i ruszyć w tę samą drogę. Na własnych, słabych przecież siłach, trudno tu polegać, ale : Kiedy Maryja zaczyna nas czegoś uczyć, nigdy nie kończy jedynie na słowach.*

 

s. E.

______________________________________________________________

*Krzysztof Wons SDS, Cała Piękna Maryja, Wydawnictwo Salwator, Kraków 2017, s. 160. 50.

O cierpliwym i niecierpliwym cierpieniu…

Z moich lektur

Dodano: 15 marzec 2022

O cierpliwym i niecierpliwym cierpieniu…

Chociaż o cierpieniu napisano wiele słów, często tym ostatnim jest słowo: tajemnica. Nie można go bowiem zrozumieć do końca, ogarnąć, niełatwo oswoić, czy wręcz polubić. Umyka czysto ludzkiej logice, nie poddaje się perswazji, wydaje się nieczułe na nasze łzy i prowadzi nas drogami, których sami zwykle byśmy nie wybrali. Jak nieśmiały przyjaciel uchyla z wolna swej tajemnicy tym, którzy dłużej z nim już wędrują, lub tym, którzy je kontemplują na obliczu Jezusa. To wiara i miłość rodzą zaufanie, że Bóg z tymi, którzy Go miłują współdziała we wszystkim dla ich dobra (Rz 8, 28). Więc i w cierpieniu, także tym szczególnie trudnym, natrętnym, upokarzającym, nieodstępującym nas na krok, jest ukryty Bóg z całą obfitością swoich bogactw i darów. Kiedy moje oczy zaczną to przeczuwać i widzieć…? – nie wiem – teraz jedynie proszę za autorką poniższego wiersza – …bym cierpliwiej cierpiał – jeszczem nie uwielbił Boga.

Jeśli, niecierpliwy, pozwolisz, by ręce

twe krzyż upuściły, w tym świecie już więcej

nie znajdziesz go, ani też w przyszłym;

tu i tylko tu dane ci jest cierpieć dla Boga. (…)

 

Gdyby dziś zdjął z ciebie ten twój krzyż,

mówiąc – Skończone – ten twój ciężki krzyż,

od którego się uwolnić chcesz, śląc modły,

czyż nie nadszedłby cię jakiś żal namiętny,

czy nie myślisz, że byś wyrzekł: „Już, tak szybko?

Pozwól mi go jeszcze ponieść jakiś czas,

bym cierpliwiej cierpiał – jeszczem nie uwielbił Boga”.*

s. E.

______________________________________________________________

* Wiersz: Harriet Eleanor Hamilgton – King w: Fulton J. Sheen, Siedem grzechów głównych, Wydawnictwo W drodze, Poznań 2018, s.106.

O nocy oddania rodzącej życie

Z moich lektur

Dodano: 15 grudnia 2021

O nocy oddania rodzącej życie

Noc jest naszą diecezją a cisza naszą posługą wyznaje Thomas Merton w wierszu o Janie Chrzcicielu ukrytym w łonie Elżbiety. Tak pisze o wszystkich żyjących w zaciszu klauzury – jakby w łonie Boga – ukrytych przed światem, ale wydanych za świat.

O Janie znad Jordanu, o działalności i życiu Chrzciciela, wiele można powiedzieć i sporo wyczytać w samej Ewangelii. Merton wspomina natomiast czas jego zupełnego ukrycia, o którym malowniczo opowiada w trafnych obrazach. W tym ukryciu, podobnym ukryciu trapisty, karmelity, kartuza, w tym pozornym bezruchu odkrywa wiele aspektów. Bo ciemność łona Elżbiety, to przecież noc duchowa mnichów, cisza, to atmosfera klasztornych krużganków. Pozdrowienie Maryi natomiast, to dzwon wzywający na spotkanie z Jezusem. A radość i ekstaza Jana na głos Maryi przynoszącej Jezusa, to… skuteczne apostolstwo tak Jana jak i tysięcy ukrytych za murami klasztorów mniszek i mnichów.

Bo czymże innym jest zasadnicze zadanie naszego życia, jak nie stanie na czatach świata, by usłyszeć przychodzącego Pana, zaprowadzić Go do braci, a modlitwą ułatwić braciom drogę do Jezusa. Cóż wielkiego trzeba czynić w naszej samotni? Nic innego jak nieustanne być z Jezusem, trwać w Nim, radować się Jego obecnością, coraz ściślej jednoczyć się z Nim w wierze i miłości – to, jak mówi Merton, jest istotą skutecznego apostolstwa:

Twoja ekstaza jest apostolatem,

W którym kopanie to contemplata tradere1

Twoja radość jest powołaniem

Ukrytych dzieci Matki Kościoła –

 

Przeczytajmy jednakże dłuższy fragment tego wiersza, który malowniczo opowiada o zasadzonych w nocy kontemplacji – wartownikach na granicy świata

(…)

Jej pozdrowienie

Dzwoni w kamiennej dolinie jak dzwon kartuzji:

A nienarodzony święty Jan

Budzi się w ciele swej matki,

porusza się na odgłosy odkrycia.

Śpiewaj w swojej celi, mały anachoreto!

Jak Ją dojrzałeś w ślepych ciemnościach?

Jaka tajemnicza sylaba

Obudziła twoją młodą wiarę do szalonej prawdy,

Że nienarodzone dziecko może być skąpane

w Duchu Bożym!

O, płonąca radości!

Jakie morza życia zasadził ten głos!

Jakim nowym zmysłem

Twe mądre serce otrzymało Jej sakrament

I poznało, że kryje Ona w sobie Chrystusa?

Nie potrzebujesz wymowy, dzikie dziecko,

Radujące się ze swego dziedzictwa;

Twoja ekstaza jest apostolatem,

W którym kopanie to contemplata tradere2

Twoja radość jest powołaniem

Ukrytych dzieci Matki Kościoła –

Tych, które ich śluby pochowały w krużganku czy pustelni;

Milczącego trapisty, szarego, granitowego kartuza,

Cichego karmelity, bosej klaryski

Zasadzonych w nocy kontemplacji,

Zapieczętowanych w ciemności i oczekujących na narodziny.

Noc jest naszą diecezją, a cisza naszą posługą:

Ubóstwo naszym miłosierdziem, a bezsilność

naszym niemym kazaniem.

Poza zasięgiem wzroku lub dźwięku mieszkamy

w powietrzu,

Próbując zdobyć świat w niepojętym doświadczeniu,

Oczekując na pierwsze, odległe bębny

Chrystusa Zwycięzcy,

Zasadzeni jak wartownicy na granicy świata. *

 

1 „To, co poznałeś, przekaż innym”.

2 „To, co poznałeś, przekaż innym”.

Ukryte w wartowni modlitwy, rozjaśnionej obecnością Jezusa wśród nas; w wartowni umieszczonej w dawnych koszarach, w pobliżu olbrzymiego poligonu ćwiczebnego, który przypomina, że życie to też zmaganie, walka, do której trzeba przywdziać pancerz sprawiedliwości, hełm zbawienia i miecz ducha, to jest Słowo Boże, a nade wszystko tarczę wiary – z tej wartowni głosimy – Pan jest blisko, szukajcie wpierw Królestwa Bożego, a wszystko inne będzie wam dodane…

s.E.

____________________________________________________________

*Abp Fulton J. Sheen, Maryja pierwsza miłość świata, Wydawnictwo Esprit, Kraków 2018, s. 52 – 54.

*T. Merton, The Quickening od St. John the Baptist („Pospieszenie św. Jana Chrzciciela”), w: The Tears of the Blind Lions.

Po co światu mnich? – Czy klasztor to dom?

Z moich lektur

Dodano: 15 listopada 2021

Klasztor nie jest domem, choć mówi się czasem wstępującym do zakonu: To jest teraz twój dom. Ale to nieprawda. *

Zaskakujące zdanie pada z ust o. Michała, mieszkającego w wielkim, wielowiekowym opactwie w Prowansji, które wygląda nie tylko jak dom, ale jak olbrzymia twierdza. Zatem, klasztor jest czy nie jest domem, a jeśli jest, to w jakim znaczeniu? – dopytują prowadzący rozmowę. Posłuchajmy i my:

Pytanie: Ale w klasztorach często pojawia się napis: Tu mieszka Pan Bóg, czyli to jest taki dom Boga!

Odpowiedź: U nas też jest taki napis, zaświadczam. Ale zobaczcie, znaczy on tyle, że to nie jest nasz dom, tylko Jego. Mamy się więc dostosować do Jego zwyczajów, Jego myśli, Jego wizji, choć przynosimy ze sobą bagaż wychowania, estetyki i tego wszystkiego, co nam środowisko wpoiło. Jednocześnie to nie ma być dom, dlatego, że Jezus chce uczynić wszystko nowym. To nowa wspólnota, nowy Izrael, w którym Mistrz każe opuścić ojca i matkę nie dlatego, żeby ich nie kochać czy nienawidzić, tylko żeby stworzyć coś nowego. To inna duchowość. Nie mamy się zasiedzieć, tylko – jak wskazuje tytuł waszego miesięcznika – być w drodze. Mamy namioty w drodze do prawdziwego domu. Nie warto więc urządzać sobie jakichś gniazdek i gromadzić mebli, bo to wszystko przeminie.*

Zaskoczyła mnie niegdyś moja kilkunastoletnia bratanica, gdy jadąc ze mną samochodem, zauważywszy, że z wielką uwagą przyglądam się każdemu napotkanemu kościołowi i robię znak krzyża, stwierdziła, Ciocia, ty masz dobrze, bo w każdej miejscowości masz dom. Na moje zdziwione spojrzenie dopowiedziała, Bo jeśli kościoły należą do Jezusa, a ty jesteś jego żoną, to są one także twoje… To prawda, każdy kościół to nasz dom, nie tylko nas zakonników, ale wszystkich wierzących w Boga. Bardzo głęboko i prawdziwie nasz, choć przecież inaczej niż rodzinne domy, czy mieszkania. Jak mówi o. Michał, to Bóg wyznacza tu prawa i reguły funkcjonowania i On jest najważniejszy, jest Gospodarzem. Z drugiej strony ten Boży dom przypomina nam, że otaczająca nas rzeczywistość jest przemijająca, krucha, nietrwała, a dopiero, gdy znajdziemy się w pełni w Bogu, odnajdziemy nasz dom na wieczność, zamieszkamy w Sercu Jezusa. Ta intuicja towarzyszyła także św. Teresie od Jezusa, mającej dystans do tego, co ją otaczało. Powtarzała, że życie ziemskie to jedynie jedna noc spędzona w kiepskiej gospodzie. Umiała oczywiście doceniać i cieszyć się dobrami, jakie Bóg hojnie rozsiewa na drogach życia, ale nie zapominała, że doczesne życie, to tylko wędrówka do życia w pełni. A zamieszkamy w domu nie ręką ludzką zbudowanym i trwałym na wieki, gdy przebywając w Jego domu (kościele, klasztorze) przyjmować będziemy Jego reguły, prawa, zasady i damy się kierować Jego woli.

 

s.E.

_______________________________________________

*Michał Zioło OCSO, Po co światu mnich? Wydawnictwo W drodze, Poznań 2018, s. 136.

Po co światu mnich? – Co ja tu robię, czyli o pracy…

Z moich lektur

Dodano: 15 października 2021

Kolejnym tematem rozmów z o. Michałem, trapistą, jest praca. Pytanie to często pada w rozmowach także z nami, a gdzieś z tyłu tkwi przeświadczenie – wy pewnie nic nie robicie. I wielkie jest zdziwienie, gdy się okazuje, że przysłowiowy etat, osiem godzin, to faktycznie modlitwa, która nie ustaje, lecz zmienia formę, także w pozostałych godzinach poświęconych pracy ręcznej.

Tak, w Karmelu preferowana jest praca ręczna, bo tak chciała św. Teresa: zająć jedynie ręce pracą, by serce i umysł były wolne dla Boga. Zatem, poza snem, posiłkami i godziną dla siebie, są jeszcze godziny prostej fizycznej pracy: gotowanie, sprzątanie domu, pranie, praca w ogrodzie, szycie, haftowanie itp. Ale to w Karmelu, a miało być o trapistach i ich zwykle dużo cięższej pracy biorąc pod uwagę wielkie pola, jakie posiada opactwo, choćby te lawendowe w Prowansji – oddaję zatem głos o. Michałowi:

Jeśli ktoś wyobraża sobie mnichów zatopionych przez cały dzień w ciszy, modlitwie i skupieniu, jest w dużym błędzie. Praca – ciężka, fizyczna – jest nieodłącznym elementem ich codzienności. Pracują nie tylko po to, by się utrzymać. Pracują też po to, by, jak pisał w regule św. Benedykt, nie siedzieć bezczynnie. Pracują więc starsi i młodzi, ci, którzy sił mają już coraz mniej, i ci, którzy są w sile wieku. Wyplatają kosze z wikliny, robią nalewki, sprzątają, grabią liście. Ot, proza życia. Nikt tu nie pyta, kim byłeś kiedyś. Sławnym duszpasterzem, wybitnym rekolekcjonistą, pisarzem, elektrykiem, lekarzem. Dziś jesteś mnichem. Bierzesz miotłę do ręki i zamiatasz. *

s.E.

_______________________________________________

*Michał Zioło OCSO, Po co światu mnich? Wydawnictwo W drodze, Poznań 2018, s. 85.

Po co światu mnich? – o pasie do habitu

Z moich lektur

Dodano: 15 września 2021

W rozmowach z o. Michałem nie brakło pytań o strój trapistów – biały habit z brązowym szkaplerzem, kukulla. Ale ja przytoczę fragment o drobnym, aczkolwiek ważnym elemencie stroju mniszego – o pasie. Trapiści bowiem opasują habit skórzanym pasem (karmelitanki zresztą też…).

Pas wiąże nas – rozproszonych, biegających jak kot z pęcherzem – w porządny snop zboża, jakby chciał powiedzieć: Ciekawe, ile dobrego ziarna wyleci na sądzie Bożym z tej słomy twojego zapału. Pas symbolizuje gotowość do służby, a Bóg lubi, kiedy Mu służymy w drugim człowieku, dzieląc się z nim tym, co mamy. Skóra, czyli coś martwego, opasuje nasze biodra, nerki – to wiadomość, że nasz dar powinien być czysty w intencjach, wyzbyty pożądania, interesowności, chęci zniewolenia drugiego.

Ale pas to także żołnierz, walka, chwała, zwycięstwo. Nie wiem, czy zwróciliście na to uwagę, ale ten pas nie ma żadnego żelaznego elementu. To oznacza zrezygnowanie z przemocy w kontakcie z ludźmi, którzy mogą być agresywni wobec nas. Nie wolno reagować agresją na agresję, lepiej się wycofać, stracić dobre imię, przegrać. (…) Nasz pas ma skórzane guzy na dwóch cingulach i dwie dziury – znajdują się one w zasadniczej części pasa zwanej „balteus”, to termin znany legionistom – przez które przewleka się te cingula z guzami. Jak widzicie, wszystko się na mnie dobrze trzyma. Ile jest w tym dalekowzroczności, delikatności, bo ci, którzy ten strój wymyślili, wiedzieli, że będę tył i potrzebował nieco większego okręgu, stąd porządne odstępy między guzami i bardzo długie cingula, zwisające u mojego boku. *

s.E.

_______________________________________________

*Michał Zioło OCSO, Po co światu mnich? Wydawnictwo W drodze, Poznań 2018, s. 62.

Po co światu mnich? – JAKI JEST SENS BYCIA TUTAJ…?

Z moich lektur

Dodano: 15 sierpnia 2021

JAKI JEST SENS BYCIA TUTAJ…?

Spotkanie z mnichem, rozmowa o rozmaitych szczegółach życia wciąga, pytanie rodzi pytanie, ale dobrze, że pada też pytanie całościowe, o rzeczy najważniejsze, o istotę, o sens.

Słowem: Jaki jest sens bycia tutaj? – pytają prowadzący wywiad.

Ojciec Michał odpowiada bez zastanowienia, bez cienia wątpliwości:
– Ofiarowanie Panu Jezusowi tego, co się ma najdroższe…

Dla Ojca Michała jest to oczywiste, ale może jednak nie dla wszystkich, więc posłuchajmy dopowiedzenia.

Zatem ofiarowanie czego?

Siebie, swojej miłości. Przecież nie mam Mu nic innego do dania, czego On by nie miał. Mogę Mu więc jedynie dać swoją wolę, którą powierzę w Jego ręce. W imię relacji z Bogiem rezygnuję z możliwości decydowania o sobie. Nie powiem na przykład: Słuchajcie, zabieram was do świetnej restauracji niedaleko klasztoru, ja stawiam. Mogę was tylko przyjąć miodem do herbaty, który przysłano mi z Polski, i ciastkami z supermarketu. *

s.E.

_______________________________________________

*Michał Zioło OCSO, Po co światu mnich? Wydawnictwo W drodze, Poznań 2018, s. 57.

Po co światu mnich? – kryzys nowicjacki

Z moich lektur

Dodano: 15 lipca 2021

O kryzysach, tych pierwszych, nowicjackich wybrałam słów kilka z opowieści o. Michała, bo to takie powszechne doświadczenie i nie tylko u trapistów, karmelitanek czy kartuzów, ale z pewnością dotyczy ono każdego – w jakimkolwiek życiu zakonnym czy świeckim rozpoczyna wędrowanie. Oczywiście, rzeczony kryzys będzie miał różną scenerię i elementy, ale… w istocie o to samo chodzi: by pozwolić na przebicie różowego balonu własnych wyobrażeń i z wolna dojrzewać…

Życie mnicha zaczyna się w momencie, kiedy ma pierwszy kryzys. Najczęściej dzieje się to po sześciu – siedmiu miesiącach – kontynuuje mnisze opowieści o.Michał – I jak się ten kryzys objawia? Znaki są klasyczne i łatwo rozpoznawalne dla wspólnoty. Na początku nowicjusz jest takim przemądrzałym meteorologiem – każdemu mówi dzień dobry, jest uśmiechnięty, usłużny, uważa, że to, co otrzymuje i przeżywa, nie jest jeszcze dostatecznie mocne.

Wyobrażał sobie, że ci trapiści to jakaś masakra duchowa i fizyczna, a oni dają mu jeść, pozwalają się wyspać, nie robią wymówek, kiedy nie wstanie na poranną liturgię, są mili i łagodni. Więc on podejrzewa, że go oszukują, że coś przed nim ukrywają. On chce być jak stary żołnierz – wstawać przed innymi żołnierzami, kłaść się później, spełniać wszystko na sto procent. A stary żołnierz wie, że tego się nie da spełnić. Że kiedy jest okazja, to trzeba zjeść albo się przespać w marszu i kontynuować życie pod regułą. Stary żołnierz wie, że nie ze wszystkimi braćmi będzie się przyjaźnił. Że jest brat buldog, który warknie, brak koń, który kopnie, brat owca, który pójdzie za tobą, chociaż nie ma takiej potrzeby. Są różne typy. (…) W pewnym momencie gaśnie tak zwana łaska zaślepienia (…) zostaje ona nowicjuszowi odebrana. Dlaczego? Dlatego, że on musi zrobić pierwszy krok wyrzucenia siebie z siebie – żeby przyjąć coś, co Pan Bóg chce mu dać, na warunkach Pana Boga, a nie na warunkach tego człowieka, który przyszedł. (…) On dalej chce mieć na nosie różowe okulary, w których przyszedł, ale Pan Bóg mu je zdejmuje, zatrzymując to, co się nazywa doznawaniem przyjemności duchowej. To jeszcze nie jest noc ciemna, to nie jest oschłość. To po prostu takie pierwsze zatrzymanie jego energii, jego przeżywania i jego doznań. (…) Jego żołądek musi się przestawić na strawę duchową, a on jeszcze trawi to, co przyniósł ze świata. Kryzys jest po to, żeby zostać lub odejść… *

Oczywiście o tym kryzysie i spadaniu z nosa różowych okularów o. Michał napisał dużo więcej, szczegółowiej i ze sporą dawką poczucia humoru – bo jakżeby się nie pośmiać pod nosem tu i tam, gdy zwyczajne życie (bo gdzieżby gorliwi współbracia!) przebija taki nadmuchany, różowiutki balonik zadowolenia z siebie 😊 – ale to dla głębiej zainteresowanych, potencjalnych nowicjuszy i do odnalezienia w samej książce…

s.E.

_______________________________________________

*Michał Zioło OCSO, Po co światu mnich? Wydawnictwo W drodze, Poznań 2018, s. 19-23.

Po co światu mnich? – asceza

Z moich lektur

Dodano: 1 czerwca 2021

Więc jak to jest z tą ascezą u mnichów? – pyta prowadzący rozmowę. Zatem dziś kolejny fragment, który rozpoczyna się rozmową na temat jedzenia, postów, bo to dość interesujące, na czym polegają te mnisze posty, co można jeść, a czego nie, ile, gdzie, kiedy itp. W odpowiedzi o. Michał opowiada o urokach i cieniach trapistowskiego stołu, na koniec jednak mówi: Ale wierzcie mi, skromne jedzenie nie stanowi największego umartwienia. – A co nim jest, rodzi się pytanie?

Największą ascezą jest wspólnota, czyli akceptacja kogoś, kogo ja nie wybrałem, tylko przyszedł sam, bo go albo Pan Bóg, albo diabeł przysłał, i trzeba go znosić. To właśnie słowo Benedykta: znosić drugiego, jego chorobę, charakter. Nie walczyć, tylko to znosić. To dopiero batalia. Na przykład w stallach brat stojący na modlitwie obok ciebie, powiedzmy lewoskrzydłowy, mocno fałszuje, a prawoskrzydłowy je czosnek. Wszystko woła o dubeltówkę, gwintówkę! Ale nie mogę tego zrobić. I to jest asceza. A nie makaron z marchewką.*

Lekko i zgrabnie powiedziane, ale w mniszej codzienności trudem braterskiego życia jest nie tylko czosnek czy fałszowanie w chórze (choć i te drobiazgi powtarzane każdego dnia mogą umęczyć jak kamyk w bucie), czy szurająca różańcem na modlitwie siostra, która wyprowadzała z równowagi św. Tereskę. Inny jest zawsze inny i to częstokroć uwiera. Ponoć nawet aniołowie, gdyby byli na ziemi, to by sobie zawadzali – wyobraźcie sobie te wielkie skrzydła na zakonnych korytarzach, w kuchni, pralni…

s.E.
_______________________________________________
*Michał Zioło OCSO, Po co światu mnich? Wydawnictwo W drodze, Poznań 2018, s. 41