Echo modlitwy i życia, czyli mini czytelnia karmelitańska, w której znaleźć można drobne okruchy słów, myśli, czy refleksji naszych sióstr, które udało się wyciągnąć z karmelitańskich szuflad. Niektóre teksty powstały jakby mimochodem, zrodziły się w sercu podczas modlitwy, zwyczajnej codziennej pracy, inne są echem głębszej refleksji, lektury Biblii, smakowania i wnikania w glebę codzienności. Będą tu zatem poezje, nowicjackie odkrycia pod tytułem: biały welon o…, biblijne migawki pisane słowem i obrazem, echo lektur, rozmaite tematy związane z wydarzeniami życia, czy inne jeszcze teksty… na tle zdjęć wykonanych przez nasze siostry. Tutaj też, w zakładce muzyka, zbierać będziemy to, co ukazało się na naszej stronie w dźwiękowej formie.

SŁOWO – Rozmaite tematy

Za miesięcznikiem „W naszej rodzinie”: Gdzie jest mój punkt oparcia?

Rozmaite tematy

Dodano: 06 stycznia 2023

Za miesięcznikiem „W naszej rodzinie”

Gdzie jest mój punkt oparcia?

 

Kołyszą się nocą zimową

Płatki śniegowe nad głową

Mama Niemowlę kołysze

A ja kołysankę Mu piszę

 

Fragmentem wiersza z tomiku Przez słów zasłonę ukaż mi siebie autorstwa mojej karmelitańskiej współsiostry, Renaty, rozpoczęłam tę refleksję, boć to przecież świąteczny czas, gdy kolędy rozbrzmiewają zewsząd a także sami chętnie je nucimy. Niektóre z nich mają głęboko teologiczne przesłanie i słowa w poetycki sposób opowiadające o tajemnicy Wcielenia: Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan niebiosów obnażony…; Pan z nieba i z łona Ojca przychodzi…

Inne nawiązują do atmosfery towarzyszącej narodzeniu każdego dziecka: zachwytu, czułości, ciepła, miłości. Inne jeszcze opowiadają o betlejemskiej grocie, jej surowości, ubóstwie, spotkaniach u stóp Nowonarodzonego. Przytoczony wiersz jest swoistą kolędą-kołysanką w urokliwy sposób opowiadającą o kołyszących się w powietrzu śniegowych płatkach, liściach na wietrze, ptaku, który złapawszy przyjazny mu prąd powietrza łagodnie kołysze się w przestworzach…

Kołysze się księżyc na niebie

I liść się kołysze na drzewie

I okręt co płynie po morzu

Kołysze się jak ptak w przestworzu

 

 

Kołysze się zboże na polu

Co chlebem się stanie na stole

I ja Ciebie Jezu kołyszę,

By słowo Twe w sercu usłyszeć

Urokliwa jest ta poetycka opowieść o kołysaniu. Z pewnością i nam nasuwają się kolejne, łagodne obrazy. Choćby kołyszących się wysokich, przebarwionych traw na bieszczadzkich połoninach, gałązek płaczącej brzozy czy wierzby, które poruszają się jakby czesane niewidzialną dłonią, liści osiki, które przy najlżejszym podmuchu wiatru tańczą na swoich długich łodyżkach…

Istnieje jednak wielka różnica między dwoma, z pozoru podobnymi wyrazami: kołysać się i chwiać się. Sam ruch może się wydawać podobny, ale znaczenie jest zgoła inne. Kołysanie się przywodzi nam na myśl łagodne skojarzenia: od dziecka tulonego w ramionach matki, poprzez rozliczne obrazy za świata przyrody, po tańczącą na parkiecie parę w rytm spokojnej muzyki.

Chwiejny natomiast jest krok małego dziecka, które próbuje robić dopiero pierwsze kroki, czy też osoby starszej z trudem utrzymującej równowagę. Jednakże chwiejne bywają też poglądy, stanowiska, opinie, zdania, postawy czy decyzje. Chwiejny, kruchy, niestały i nietrwały jest ze swej natury świat, który znamy, w którym żyjemy. Jak pisał bp Robert Barron w swej doskonałej książce Ziarna Słowa: …zgodnie z biblijnym przekonaniem „Nie mamy tutaj trwałego miasta” (Hbr 13,14). Ten świat jest dobry, naprawdę bardzo dobry, ale jest także równocześnie chwilowy, ulotny, przemijający. Psalmista mówi nam, że nasze życie jest „jak westchnienie” (Ps 90,9).

Oprócz tej, wpisanej w naturę naszego świata ulotności i przemijalności, jest także inna jego kruchość czy wręcz chwiejność. To ta wynikająca z ludzkich decyzji, działań i poczynań. Decyzje, które zapadają w głębi ludzkiego serca i sumienia zamieniają się w czyn. Gdy zakres działań jest niewielki, jak własne biurko, mieszkanie, najbliżsi, także konsekwencje są proporcjonalnie nieduże. Inaczej sprawa się ma, gdy decyzje, a w konsekwencji działania jednostek, wpływają na losy narodów i świata, by przywołać chociażby toczącą się za naszą granicą brutalną wojnę i okupację wolnego przecież narodu. Chwieje się nasz świat, któremu w różnych jego zakątkach zagrażają wojny, czy już tam trwają. Chwieje się, bo prowadzący je sięgają po coraz groźniejsze narzędzia. Chwieje się, bo ekonomia, gospodarka, polityka raczej nie są poddane prawu miłości, ale ludzkiemu nienasyconemu egoizmowi. Chwieje się wielki świat, bo maleńki człowiek, jego mieszkaniec, stracił punkt oparcia, trwały punkt odniesienia, jakim jest własne, dobrze uformowane sumienie, nawrócone serce, a dał wolną rękę egoizmowi, pysze, zachłanności, żądzy władzy, prestiżu, znaczenia… Na ludzkich decyzjach i działaniach, poczynając od tych najdrobniejszych, budowany jest pokój świata.

Doskonale konkluduje swój wiersz s. Renata wskazując, gdzie chwiejny i niepewny świat może znaleźć stałość i oparcie: w maleńkim, kołysanym pełną czułości i miłości kolędą, Dzieciątku. W Księciu Pokoju – Jezusie.

 

Świat stary zaś, cały się chwieje

Wraz z ludźmi, co zmienni jak trawa

I tylko ten Bóg, co w kołysce

Stałą miłością nas zbawia

 

s. E

Za miesięcznikiem „W naszej rodzinie” Czy tajemnice radosne są radosne…?

Rozmaite tematy

Dodano: 15 grudnia 2022

Za miesięcznikiem „W naszej rodzinie”

Czy tajemnice radosne są radosne…?

Grudzień – to dla nas wierzących nade wszystko Adwent. Czas wyciszenia, zatrzymania, oczekiwania. W Karmelu jest zwyczaj, że miesięczny dzień skupienia przeżywamy w obecności Dzieciątka Jezus ukrytego jeszcze w łonie Maryi, a konkretnie, wtulonego w piernacik, którym wyłożony jest okrągły koszyczek zasłonięty z góry półprzeźroczystym tiulem. Łatwo wtedy wejść w serce Maryi, która ma pewność, że Jezus jest, rozwija się w jej łonie, ale jest jeszcze ukryty, tak w swoim maleńkim i kruchym człowieczeństwie, a tym bardziej w swoim niepojętym bóstwie, o którym tak dziwne i niewyobrażalne rzeczy mówił Anioł. Sen to był, czy jawa?….

W Adwencie najczęściej rozważamy radosne tajemnice różańca, wspominając w modlitwie Zwiastowanie, Nawiedzenie, Narodzenie Jezusa, Ofiarowanie… Wokół nas, mimo szybciej zapadającego zmroku i rzadkiego ostatnio śniegowego puchu, widać także radość i kolor. Witryny sklepów, fasady budynków, wolno stojące drzewka – rozświetlone, kolorowe, radosne. A już w samych sklepach półki pełne są kolorowych, świątecznych produktów.

Ale czy tajemnice radosne są faktycznie radosne?

Zwiastowanie Anioła było nie tylko niespodziewane, zaskakujące, onieśmielające, ale niosło w sobie treść, która wywracała do góry nogami plany Maryi na przyszłość. Stawiało też Maryję w bardzo niezręczniej sytuacji, szczególnie wtedy, gdy jej ciąża stawała się widoczna i rodziła rozmaite, nieprzychylne, osądzające czy przynajmniej pełne zaskoczenia i niedowierzania względem niej myśli – i to nie tylko w głowach osób obcych, ale i tych bliskich, takich jak rodzice, Józef. Także wyprawa do kuzynki Elżbiety to wysiłek, trud, niepewność. Choć komentatorzy różnie obliczają odległość Nazaretu od Ain-Karin, nie była to tylko sąsiedzka wizyta na chwilę pogawędki. Maryja szła długo, pozostała u Elżbiety do czasu rozwiązania i znów pieszo wracała około150 km przez górzysty teren Judy, będąc już w trzecim miesiącu ciąży. Narodzenie Jezusa, a nade wszystko czas je poprzedzający, też nie należały do łatwych. Najpierw długa droga do Betlejem, bo właśnie wtedy zarządzono powszechny spis ludności. Droga, sama w sobie mozolna i uciążliwa, musiała być wyjątkowo trudna dla kobiety w tak zaawansowanej ciąży. Potem długie poszukiwanie miejsca na nocleg, odmowy i zgrzyt bezdusznie zamykających się drzwi. Wreszcie, surowa grota poza miastem, taka, po naszemu, obórka ze słomą, zwierzętami.

Czy te wszystkie wydarzenia mieszczą się w kategoriach radości, tego, co po ludzku określamy jako radość. Ile osób nazwałoby ten czas radosnym, gdy nam radość kojarzy się z czymś łatwym, przyjemnym, beztroskim, pogodnym?

W wydarzeniach, które rozważamy w radosnej części różańca jest dużo niepewności, trudu, zmagań, upokorzenia, bólu. Tak to wygląda, gdy patrzymy z ludzkiej jedynie strony.

Jednak światło, które rozbłysło i oświeciło pasterzy z Betlejem, światło, które wyrwało ich z nocnego spoczynku, które dało siłę, by ruszyć jego śladem, które dało mądrość rozpoznania w Niemowlęciu leżącym na sianie Kogoś wielkiego, Światło, które ugięło ich kolana – to Światło ma na imię Emmanuel. To światło to obecność Boga wśród nas. Boga, który rozdarł zasłonę (a tak wołano już od czasów Starego Testamentu – por. Iz 63,19) i nie tylko zesłał łaskę na ziemię, ale sam przyszedł w swoim Synu, by rozbić namiot wśród nas (por. J 1,14). To światło sprawia, że wydarzenia rozważane w pierwszej części różańca stają się radosne, bo są przeniknięte obecnością Emmanuela – Boga z nami, wśród nas i w nas. To światło Bożej Obecności nadaje nowy koloryt rzeczom. Wcielenie Syna otwiera nową erę. Otwiera nam niebo. Jest wypełnieniem wieków oczekiwań. W tym świetle wszelkie trudy tracą swój ciężar, który zmienia się jakościowo: jarzmo staje się słodkie a brzemię lekkie (Mt 11,30).

I tylko dlatego, że Bóg jest z nami, napełnia nas sobą, czuwa i prowadzi, nadaje wszystkiemu sens i wyprowadza dobro ze wszystkiego, każde wydarzenie w naszym życiu może nabrać nowej, głębszej, radosnej – mimo trudu – barwy. To Boża Obecność sprawia, że chrześcijanin nie traci głębokiej radości i pokoju serca nawet pośród trudu, bólu i zmagań codzienności. Bo jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam (Rz 8,31), czy jak mawiała święta Teresa z Avila:

Nie trwóż się, nie drżyj,
Wśród życia dróg,
Tu wszystko przemija,
Trwa tylko Bóg!
Cierpliwość przetrwa dni ziemskich znój.
Kto Boga posiadł, ma szczęścia zdrój:
Bóg sam wystarcza.

S. E.

Jubileusz 25-lecia Klasztoru 14.08.2022 r.

Rozmaite tematy

Jubileusz 25-lecia naszego Klasztoru w Bornem Sulinowie 14.08.2022 r.

Dodano: 15 sierpień 2022

SŁOWA Z HOMILII

KS. BP. EDWARDA DAJCZAKA:

 

Modlitwa wstawiennicza oznacza modlitwę za tych, którzy się nie modlą, wołanie zamiast nich, wołanie za tego, który sam nigdy do Boga nie zawoła. Wiemy na pewno, że większość mieszkańców diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej na niedzielną Mszę do kościoła nie trafia. Ilu z nich ugina kolana, wie jedynie Bóg. Jest to miejsce, gdzie modlitwa jest oddechem, bez którego nie da się żyć…

Ci, którzy dzielili świat, żyli w tym budynku i w tym mieście przez całe lata. To jest niezwykłe, ale to też istotny znak na ziemi. Gdyby przed laty ktoś powiedział żołnierzom Wermachtu albo Armii Radzieckiej, że po nich będzie tu klasztor karmelitanek, że tutaj zamiast uczenia zabijania będzie budowanie pokoju i miłości, powiedzieliby, że to mrzonki. Stało się coś, co wydawało się niewyobrażalne…

————————————————————————————————————————

Relacja z Uroczystości na stronie GOŚCIA NIEDZIELNEGO:

 

Mniszki pojawiły się w Bornem Sulinowie rok po wyjściu wojsk radzieckich. Po trzech latach prac budowlanych 14 sierpnia 1997 r. dziewięć sióstr rozpoczęło regularne życie zakonne w nowym Karmelu.

Najpierw była tu baza wojsk Wermachtu, w czasie II wojny światowej zamieniona na obóz jeniecki, przez który przeszło ok. 50 tys. żołnierzy różnej narodowości. Potem, gdy powstała tu baza Armii Czerwonej, miejscowość na dziesięciolecia zniknęła z map. Opatrzność zdecydowała, że miasto, z którego człowiek chciał usunąć duchowość, mniszki ofiarowujące życie Bogu wybrały na swój dom.

zobacz więcej:

ŚLUBY WIECZYSTE S. Teresy 16.07.2022 r.

Rozmaite tematy

Dodano: 01 sierpień 2022

ŚLUBY WIECZYSTE S. TERESY  OD MARYI – MIŁUJĄCEJ OBECNOŚCI 16.07.2022 r.

SŁOWA Z HOMILII

KS. BP. EDWARDA DAJCZAKA:

 

Za chwilę siostra odda siebie Jezusowi na zawsze, bez żadnego „ale”. To słowo, które staje się zagrożeniem również dla ludzi, którzy mówią o sobie, że są ludźmi wiary. „Ale” to jeden z naszych największych wrogów. Jest w nas taka dziwna mentalność, że zawsze w zanadrzu mamy kompromis; wypowiadamy słowa, które nie zawsze do końca są na serio. Malutkie słówko „ale” to nasz największy wróg.
Maryja z miłością największą wypowiada swoje „fiat”. W Jej łonie nie ma miejsca na „ale” – tam jest miejsce tylko „dla”. Maryja dała się całkowicie wciągnąć w tajemnicę Boga. To najpiękniejsze życzenie, które chcemy złożyć także siostrze Teresie.

Niech siostra stanie się najpełniej matką, przyjmując Jezusa, żeby potem wydawać Go innym, rodzić dla ludzi. W ciszy Karmelu musi być zmaganie o ludzi, którzy nie znajdują drogi do Jezusa, którzy Go nie spotkali. Tu też trzeba rodzić ludzi do wiary. Nic większego nie będzie mogła siostra zrobić na tym świecie.

————————————————————————————–

ŚW. TERESA OD JEZUSA

Rozważania o PIEŚNI NAD PIEŚNIAMI

 

O, córki moje, sowicie Bóg się wypłaca, a macie Pana i Oblubieńca, którego uwadze nic nie ujdzie, żeby miał nie zrozumieć i nie dostrzec! Zatem nie zaniedbujcie czynić dla Jego miłości wszystkiego, co w waszej mocy, choćby to były drobne sprawy. Jego Majestat wam odpłaci; On baczy tylko na miłość, z jaką to czynicie.

O, córki moje, w wielkim stanie żyjemy; nikt – chyba my same – nie zabronimy nam zwracać się w tych słowach do naszego Oblubieńca („pocałuj pocałowaniem ust swoich”), bo sameśmy Go sobie za Oblubieńca wzięły, kiedy złożyłyśmy śluby!

Córki moje, skoro Pan was przywiódł do tego stanu, niewiele wam brakuje, byście otrzymały przyjaźń i pokój, o które prosi Oblubienica; nie przestawajcie błagać o nie usilnie, ze łzami nieustającymi i pragnieniem.

O, potężna miłości Boga! Jak nic nie wydaje się niemożliwe dla tego, kto miłuje! O szczęśliwa dusza, która zyskała ów pokój swego Boga, tak że panuje nad wszelkimi trudami i niebezpieczeństwami świata i żadnego się nie lęka, służąc tak dobremu Oblubieńcowi i Panu…

…raczej podoba się Jego Majestatowi, by boskie dzieła błyszczały w ludziach słabych, gdyż w takich jest więcej miejsca, aby objawiała się Jego moc i wypełniało Jego pragnienie udzielania nam łask.

Nie skarżmy się z powodu lęku ani nie zniechęcajmy w obliczu słabości naszej natury i wątłości wysiłków, lecz próbujmy umocnić siebie pokorą i zrozumieć jasno, że sami niewiele zdolni jesteśmy uczynić i jeżeli Bóg nas nie wesprze, niczym jesteśmy; i pamiętajmy, by nie ufać żadną miarą własnym siłom, lecz pokładać ufność w Jego miłosierdziu, gdyż dopóki do tego nie dojdziemy, będzie tylko słabość.

Panie, nie proszę Cię o nic innego w tym życiu, jak tylko byś mnie pocałował „pocałowaniem ust swoich”, i to w taki sposób, by wola moja, Panie mego życia, nawet gdybym się chciała odłączyć od tej przyjaźni i tego zjednoczenia, poddana zawsze była Twojej woli i by żadna rzecz nie przeszkadzała mi powtarzać w prawdzie, Boże mój i chwało moja, że „lepsze są piersi twe nad wino”.

Córki moje! Zbudźmy się już, na miłość Pana, z tego snu i zważmy, że nie chowa On dla nas na tamto życie nagrody za miłowanie Go; już w tym rozpoczyna zapłatę. O mój Jezu, kto zdoła wytłumaczyć, ile zyskujemy, rzucając się w ramiona tego Pana naszego i zawierając z Jego Majestatem przymierze, tak że „ja miłemu memu, a mnie miły mój” i On nad moimi sprawami, a ja nad Jego!

Skoro do mnie przychodzisz, skąd moja wątpliwość, czy będę mogła gorliwie Ci służyć? Od tej pory, Panie, chcę o sobie zapomnieć i baczyć tylko na to, jak mogę służyć Tobie, i nie mieć innej woli jak tylko zgodną z Twoją. Ale moje pragnienie nie ma mocy; mocny jesteś Ty, Boże mój. Ja mogę tylko postanowić Ci służyć, więc od tej chwili postanawiam, obracając to w uczynki.

 

Przedsionek nieba – książka

Rozmaite tematy

Dodano: 15 stycznia 2022

Przedsionek nieba – powieść s. Joanny

Napisałam powieść… Taką o zwykłej dziewczynie, która odkrywa powołanie do zakonu. I pokazuję drogę, jaką przebywa, by do niego wstąpić. Ponoć dobrze się czyta, sporo ciekawych anegdot tam wplotłam. Ilustracje wewnątrz Moniki Urbaniak, rodzonej siostry naszej siostry Teresy.

A okładka będzie, jak na zdjęciu obok…

Poniżej kilka fragmentów:

***

Zaspana Aleksandra wyciągnęła rękę, by pacnąć dzwoniący wniebogłosy niebieski budzik ze słoneczkiem, pamiątkę z deszczowych wakacji w Kołobrzegu, i zrzuciła go na podłogę. Budzik umilkł. No tak, znów wypadły baterie. Leniwie otworzyła oczy i spojrzała w okno. Eee, nie ma śladu śniegu! – pomyślała z irytacją. Zapowiadał się kolejny listopadowy dzień tej zimy: szary, pochmurny, przytłaczający. Jeszcze nie wiedziała, że ten oto ponury dzień Opatrzność wybrała, aby rozstrzygnęły się jej losy. (…)

***

W małej rozmównicy na pierwszym piętrze klasztoru św. Józefa Ola rozmawiała przez kratę ze świeżo upieczoną postulantką. Ania ubrana była w czarną sukienkę do połowy łydki z białym kołnierzykiem, a na głowie miała prosty, czarny welonik. Z oczu i twarzy tryskała radość. Ola nie musiała pytać, czy dobrze jej tutaj, odpowiedź biła po oczach. Opowiedziała jej już zakopiańską przygodę, teraz chciała się dowiedzieć, co u Ani.

– No i jak tam jest, po drugiej stronie lustra? – Zapytała tęsknie.

– Jest to inny świat, wiesz, nie sądziłam, że aż tak bardzo… Czuję się jak w przedsionku nieba… – Ania na chwilę zamilkła, szukając słów. – Wszystko podporządkowane jest modlitwie, cały plan dnia kręci się wokół czasu przeznaczonego na nią. A dużo tego! Żyje się od dzwonka do dzwonka, przez to dzień mija bardzo szybko, ani się obejrzysz! – Spojrzała na Olę z ożywieniem. – Jestem taka szczęśliwa, że mieszkam z Jezusem pod jednym dachem! Czasem nie mogę zasnąć, tak mi bije serce z radości, bo za ścianą jest On! Mieszkam na parterze, obok chóru… Nie mogę się też doczekać, kiedy do nas dołączysz… (…)

***

Życzymy przyjemnej lektury!

Książka do nabycia z końcem stycznia 2022, w Wydawnictwie AA w Krakowie:

https://www.aa.com.pl/przedsionek-nieba-powiesc-karmelitanska-s-joanna-kucharska-ocd/

Lub na naszej stronie www:

http://karmelborne.pl/pracownia-haftu-i-rekodziela/shop/ksiazki/przedsionek-nieba-powiesc-karmelitanska/

s. Joanna

BIOGRAM S. M. JOLANTY OD MIŁOŚCI UKRZYŻOWANEJ

Rozmaite tematy

Dodano: 01 lipca 2021

BIOGRAM śp. s. MARII JOLANTY

OD MIŁOŚCI UKRZYŻOWANEJ

Śp. Siostra Maria Jolanta od Miłości Ukrzyżowanej

(Jolanta Borzestowska)

 

urodziła się w Gdańsku 27.12.1976 roku.

Do Zakonu NMP z Góry Karmel wstąpiła 15.10.2000 r.

Pierwszą Profesję zakonną złożyła 7.06.2003 r.,

a Profesję Wieczystą 24.06.2006 r.

W Zakonie przeżyła prawie 21 lat.

Po maturze podjęła z wielką pasją studia

na Wydziale Chemii na Politechnice Gdańskiej. Wybrała kierunek: biotechnologia leków.

W ramach pracy magisterskiej zajęła się badaniami nad lekiem na nowotwór…

Przed chorobą pełniła w klasztorze posługę

mistrzyni nowicjatu. Długi czas zajmowała się szyciem szat

liturgicznych, a w ostatnim czasie haftowała. Obdarowana

wieloma umiejętnościami praktycznymi i plastycznymi

służyła nimi wspólnocie.

Starała się wszystko tracić ze względu na Jezusa,

a najważniejszym przesłaniem i mottem jej życia były słowa

z Psalmu 100: „Jesteśmy Jego własnością”.

Z nowotworem zmagała się dwa lata. Na początku maja b.r. okazało się, że ma zaawansowane przerzuty.

Zmarła po pięciu tygodniach walki z bólem 14. 06. 2021r.

w przeddzień swoich imienin.

Umierała pełna pokoju i ufności, świadomie i z radością idąc na spotkanie ze swoim Oblubieńcem.

Z serca dziękujemy Drogim Księżom, Siostrom, Przyjaciołom i Bliskim

za modlitwę i obecność, także tę duchową,

w dniu pogrzebu naszej Siostry Jolanty.

Z modlitwą i wdzięcznością – siostry karmelitanki bose

KORONKA DO ŚW. JÓZEFA PATRONA ŻYCIA DUCHOWEGO

Rozmaite tematy

Dodano: 19 marca 2021

swjozef

KORONKA DO ŚW. JÓZEFA PATRONA ŻYCIA DUCHOWEGO

Nazaret to codzienność, praca, zwyczajność, troski i radości, ale wszystko przeżywane w obecności Jezusa i Maryi. Tak właśnie żył św. Józef i takiego życia chce nas uczyć. Zapraszamy do wspólnej Koronki poświęcając każdy dzień innemu aspektowi Józefowej codzienności i zapraszając Go w te właśnie przestrzenie naszego życia: natchnień i spotkań z Bogiem, życia modlitwy i pracy, rodziny i bliskich, słabości i choroby, wytrwałości w podjętych zobowiązaniach, aż po bezpieczną śmierć w ramionach Jezusa, Maryi i Józefa.

Niedziela – Tajemnica 1. Zwiastowanie św. Józefowi

„Józefie, Synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, Twej Małżonki…” (Mt 1,20b)


Poniedziałek – Tajemnica 2. Zaślubiny Maryi i Józefa

„Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański, wziął swą Małżonkę do siebie…” (Mt 1,24)


Wtorek – Tajemnica 3. Narodziny Jezusa

„Pasterze udali się do Betlejem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę leżące w żłobie…” (Łk 2,16)


Środa – Tajemnica 4. Ojcostwo Józefa

„Jezus był, jak mniemano, synem Józefa…” (Łk 3,23b)


Czwartek – Tajemnica 5. Św. Józef – człowiek ciężkiej pracy

„Skąd u Niego ta mądrość i cuda, czyż nie jest On synem cieśli?…” (Mt 13,54b – 55a)


Piątek – Tajemnica 6. Św. Józef Opiekun Rodziny i Kościoła

„Józef wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę, i udał się do Egiptu…” (Mt 2,14)


Sobota – Tajemnica 7. Św. Józef do końca oddany Bogu aż po śmierć

„Sługo dobry i wierny, wejdź do radości Twego Pana…” (Mt 25,21)


Święty Józefie – módl się za nami!

Koronka do św. Józefa z różańcem – do nabycia – tutaj

Wywiad

Rozmaite tematy

Dodano: 15 lutego 2021

Tym razem w naszej czytelni mniej słowa pisanego a więcej mówionego. Poniżej zamieszczamy rozmowę, która została wytransmitowana za pośrednictwem koszalińskiego Radio Plus w programie:

W rytmie życia z s. M. Elżbietą, karmelitanką z Bornego Sulinowa

„Marzyła o podróżach po świecie, potem o misjach, a wylądowała w klasztorze klauzurowym w mieście, które przez prawie 50 lat nie widniało na mapie Polski.

S. Maria Elżbieta od Trójcy Świętej z karmelu w Bornem Sulinowie była naszym gościem w programie „W rytmie życia”.

Rozmawiałyśmy o życiu w klauzurze, sile modlitwy i znaczeniu ciszy. Było też o kursie na prawo jazdy w Wiecznym Mieście”.

Wraz z Redaktor Alicją Górską – zapraszamy na to spotkanie.

Część 1

Część 2

Część 3

Część 4

Część 5

Część 6

Pascha s. Marii Klary od Miłosierdzia Bożego – przejście ze wspólnoty otaczających ją sióstr w ramiona Ojca

Rozmaite tematy

Dodano: 01 czerwca 2020

Pascha s. Marii Klary od Miłosierdzia Bożego –
przejście ze wspólnoty otaczających ją sióstr w ramiona Ojca.

 

S. Maria Klara od Miłosierdzia Bożego – Sylwia Szpytko

Urodziła się 27.04.1973 r. w Wałbrzychu, jako pierworodna córka Tadeusza i Barbary. Ma o rok młodszą siostrę, Elżbietę i 21 lat młodszą, przyrodnią siostrę Elizę, z drugiego związku mamy. Rodzice rozwiedli się, obie córki wychował ojciec.

Pierwsze znaki powołania odczuła jako mała dziewczynka, gdy mama opowiadała jej o „zamkniętych siostrach, które całe życie się modlą”. W liceum wiedziała już, że chce, by Jezus był jej jedynym Oblubieńcem. Wtedy też, na Oazie, po raz pierwszy zetknęła się z pismami św. Jana od Krzyża, które bardzo ją pociągnęły.

Wstąpiła do Karmelu wrocławskiego po maturze, w roku 1992, tam spędziła 12 lat. Pierwszą profesję złożyła 8.grudnia 1994 r., a wieczystą 3 lata później. Do Bornego przybyła w 2004 roku, na 3 miesiące odpoczynku, które przedłużyły się do 1,5 roku. W 2006 poprosiła o przyjęcie do naszej wspólnoty. Przyjęłyśmy ją na 3 lata, po nich zaś na stałe. Kiedy pytałyśmy o motywację prośby o przeniesienie, powtarzała niezmiennie: „Tu jest mój dom”. Nie każda z nas rozumiała, co się kryje dla niej pod słowem „dom”, ale intuicyjnie czułyśmy, że jest to coś bardzo ważnego. W Bornem znalazła duchową matkę w św.p. s.Teresie (Kieniewicz), z którą bardzo się związała i miała w niej mocne oparcie.

Dała się poznać jako osoba o dużej wrażliwości na drugiego człowieka, pielęgnowała przyjaźnie i była im wierna do ostatnich chwil życia. Kilka dni przed śmiercią zaprosiła siostry, by przychodziły do niej, aby się pożegnać – każda osobiście.

Była bardzo sumienna, dokładna i obowiązkowa, zatem powierzano jej odpowiedzialne prace zarówno w klasztorze we Wrocławiu, jak i potem w Bornem Sulinowie. Była kilkakrotnie radną, kołową, ogrodniczką, infirmerką, ekonomką, zakrystianką, zajmowała się habitami, szyła i haftowała szaty liturgiczne. Kochała liturgię, pięknie śpiewała, zatem prowadziła śpiewy podczas oficjum i na mszy św. Była miłośniczką śpiewu gregoriańskiego. Pod koniec życia uczyła nas zasad tego śpiewu wedle metody z Solesmes. Przygotowywała też lekcje dla nowicjatu. Miała smykałkę do historii, prowadziła ciekawe lekcje z historii Kościoła. Czytała Ojców, a jej ulubionymi teologami byli Benedykt XVI i kard. Sarah. Najbliżsi mówili, że była „bardzo poukładana”. Jednak nie była sztywna, ani zasadnicza. Miała duży dystans do świata i do siebie, potrafiła ironizować i śmiać się z samej siebie. W Bornem bardzo jej się podobały kapituły. My bywałyśmy często nimi zmęczone, a s.Klara na to mawiała, że ceni sobie nasze „burze mózgów” i cieszy się, gdy każda siostra swobodnie wypowiada swoje zdanie na różne tematy. Lubiła też rekreacje, odprężało ją proste bycie ze wspólnotą. Kochała motyle, potrafiła nazwać wszystkie niemal gatunki, jakie wylęgają się w naszym lesie. Robiła im piękne zdjęcia, potrafiła czekać i zbliżyć się do tych płochliwych stworzeń na kilka centymetrów.

Choroba nowotworowa została odkryta 4 lata temu i szybko postępowała, zajmując kości, a potem inne organy. S.Klara nie poddawała się, walczyła podejmując kolejne chemie i operacje, a także pomagając sobie dietą. W końcówce życia znalazła oparcie w św. Hildegardzie, której wizja świata bardzo jej odpowiadała. Znalazła pokój w konsekwentnym, całościowym dążeniu do harmonii ze sobą, z innymi i z Bogiem. W ostatnich tygodniach życia odżywiała się głównie odrobiną orkiszu, mąki kasztanowej i kopru włoskiego. Śmiałyśmy się, że wszystkie prognozy lekarskie, które opiewały jej rychłą śmierć, zostały obalone przez hildegardową dietę. Na niej siostra czuła się dobrze, nie cierpiała na dodatkowe dolegliwości, płynące z zajętej przez nowotwór wątroby.

Dała nam świadectwo pięknego, powolnego, cierpliwego odchodzenia i oswajania się ze śmiercią. Kochała życie, nie chciała umierać, miała wiele planów i marzeń. Ale zawsze powtarzała jak refren: „Chcę tego, co Jezus chce, niech będzie jak On chce”. Odprawiałyśmy kilka nowenn o jej uzdrowienie, i niezmiennie, na pytanie, czy chce być uzdrowiona, odpowiadała – „Chcę, by było tak, jak Bóg chce”. Swoją chorobę ofiarowała za mamę, która od jej wieczystej profesji całkowicie zerwała z nią kontakt.

Gdy nadeszła ostatnia prosta, w marcu tego roku, przeżyła prawdziwą „żałobę po życiu”. Opłakiwała swoje skrócone przez chorobę życie. Potem wkroczyła w fazę pogodzenia i oswajania się z myślą, że śmierć realnie się zbliża. Z coraz większym pokojem i pogodą ducha, a nawet humorem przygotowywała się na ten moment, porządkując swoje rzeczy i żegnając się z bliskimi osobami. Jezus dał jej wielką pociechę spotkania z mamą. W marcu siostra napisała do niej pożegnalny list, pełen słów miłości i wyrozumiałości. Reakcja mamy była natychmiastowa – zadzwoniła do niej i rozmawiały pierwszy raz od 23 lat… Mama od początku choroby wiedziała, że życie Klary jest zagrożone, jednak nie potrafiła zdobyć się na spotkanie z nią. Wkrótce mama przyjechała i nastąpiło wymarzone pojednanie/ Mama była pełna skruchy i żalu za swoje zamknięcie na najstarszą córkę. Tato Klary natomiast okazywał jej zawsze wiele miłości i troski. Przez ostatni miesiąc jej życia mieszkał u nas, wykonując rozmaite prace jako elektryk, a także ogrodnik – tego fachu nauczył się od naszego pracownika, pana Andrzeja. Mógł też niemal co dzień choć przez chwilę rozmawiać z córką w rozmównicy. Siostra niemal do końca była samodzielna, uczestniczyła z nami we mszy św., codziennie chodziła na spacery – opierając się o którąś z nas. Dopiero w ostatnim dniu życia nie była w stanie przyjść na Eucharystię do chóru. Była bardzo osłabiona, wychudzona i odwodniona, organizm był już bardzo wyniszczony. Nawet wtedy wszakże zażądała, by „spacer” odbył się za sprawą otwartego na oścież okna w infirmerii. Siedziała na wózku i zachwycała się kwiatkami. Do końca żyła pełnią życia, na miarę swoich sił. W ostatnich miesiącach objawiła się z mocą jej autonomia. Tydzień przed śmiercią poprosiła nas, byśmy modliły się dla niej o dobrą śmierć. Czuła się wyczerpana chorowaniem.

Otrzymałyśmy wielką łaskę, mogąc być przy niej w chwili śmierci. Agonia zaczęła się ok. godz. 21 i trwała 6 godzin. Wtedy ogarnęły ją totalne bóle, bo dotąd dawało się lekami niemal całkowicie je uśmierzać. Przez cały ten czas towarzyszyła jej Nasza Matka z s.Agnieszką, s.Miriam i s.Barbarą, które były najbliżej niej w czasie choroby. Nasza Matka przeprowadzała ją na drugi brzeg podając jej wodę z Lourdes, która na pół godziny uśmierzyła bóle. Następnie pytała ją, czy ofiarowuje swoje cierpienie w konkretnych intencjach, na co s.Klara odpowiadała zdecydowanym „Tak”! Wezwała wspólnotę ok. 2.30 w nocy, 23. maja, bo chciała, „by siostry jej pomogły”. Gdy tylko zaczęłyśmy modlitwy przy jej łóżku, uspokoiła się i, ściskając krzyż, czekała na swój kres. Na chwilę przed śmiercią w jej oku pojawiła się łza. Widziała już Kogoś…? Jej śmierci towarzyszył wielki pokój, a nas ogarnęła radość. Odeszła w czasie odmawiania tajemnicy Wniebowzięcia, za pięć trzecia. Wierzymy, że Maryja zabrała ją prosto do Jezusa, do Nieba, jak tego bardzo pragnęła.

Pogrzeb s.Klary odbył się 26. maja 2020 r. Od 9.00 do 12.00 ciało w otwartej trumnie było wystawione w chórze zakonnym, blisko kraty. Każdy, kto chciał, mógł Siostrę pożegnać. O godz. 12.00 została odprawiona Eucharystia w naszej kaplicy przez 13 księży odzianych w białe ornaty – takie było życzenie Zmarłej. Przewodniczył jej biskup pomocniczy naszej diecezji, Krzysztof Zadarko, N.O. Jan Malicki przeczytał biogram Siostry, a o.Serafin Tyszko wygłosił płomienną, paschalną homilię. Obecni byli rodzice i obie siostry. Równolegle w kościele parafialnym była odprawiana Eucharystia w intencji s.Klary dla osób, które nie zmieściły się w kaplicy klasztoru (według przepisów epidemiologicznych mogło być u nas tylko 7 osób). Potem udaliśmy się procesyjnie na cmentarz klasztorny, także osoby, które doszły z kościoła parafialnego. Zdaje się, że zmieściliśmy się w liczbie 50 osób… Ceremonii pogrzebu przewodniczył Ojciec Prowincjał. Mimo łez i żalu, towarzyszyła nam Boża radość i odczuwalny przez wszystkich pokój. Usłyszałyśmy później od kilku osób, że pierwszy raz uczestniczyli w takim pogrzebie, byli nam bardzo wdzięczni. Wszyscy włączyli się w piękny śpiew s.Sary, Uczennicy Krzyża, która podczas spuszczania trumny do grobu mocnym głosem zaintonowała: „Ja nie umieram, ja wstępuję w życie!”

Klaro, wierzymy, że wstąpiłaś w Życie, które zawsze tak bardzo kochałaś.

Zza krat Karmelu

Rozmaite tematy

Dodano: 06 kwietnia 2020

Zza krat Karmelu

Niewiele wiem o tym, jak wygląda codzienne życie w czas pandemii koronawirusa. Jak uciążliwe są ograniczenia w wychodzeniu z domu i załatwianiu koniecznych spraw. Jak niewygodne są maseczki, choć je szyjemy, jak męczące używanie rękawiczek, czy nieustanna dezynfekcja. Jak trudne jest stałe przebywanie w domu. Jak głęboko drąży serca i umysły niepokój o zdrowie własne i bliskich, o pracę i płacę, słowem – o przyszłość…

Niewiele wiem o tym, co to dla was znaczy, gdyż karmelitanka bosa i tak nie wychodzi z domu na zakupy, jest pozbawiona (chyba, że jest przeoryszą) wielu egzystencjalnych trosk, no i nieustannie przebywa w domu – klasztorze, dodatkowo odgrodzona murem i kratami. Może tylko z tą różnicą, że w większej przestrzeni i w milczeniu, co może jedynie złagodzić ewentualne starcia, jakie w tym czasie przymusowej kwarantanny pewnie zdarzają się w rodzinach.

Wiem jednak, co znaczy pragnąć zdrowia i pokoju serca dla bliskich nam osób i tych dalszych. Wiem, co znaczy głęboko przeżywać los tych, co odchodzą, może niepojednani z Bogiem, w samotności, w lęku i udręce. Wiem, co znaczy współodczuwać.

Ale wiem jeszcze jedno: że nasze serca i całe nasze życie jest ukryte w dłoni i sercu Boga. Że On troszczy się z miłością o każdego z nas bez wyjątku. Że nigdy nie pozwoli, aby w nasze życie uderzył ślepy i nierozumny przypadek, bo On naszą historię pisze własną krwią, którą za nas wylał. To dlatego mogę być spokojna w czas ogólnego zagrożenia, które czyha nie wiadomo z której strony i zdaje się tym bardziej niepokoić im bardziej jest niewidoczne. Mogę i możemy być spokojni, bo wiemy, kto nad nami czuwa i to, że nic nie umyka Jego troskliwej i czułej uwadze.

A ten czas, tak inny, wymagający i budzący rozmaite obawy, o dziś i o jutro, to równocześnie Boże zaproszenie: do intensywniejszego z Nim kontaktu, bo przecież czasu nam teraz nie brakuje; do refleksji nad swoim życiem, kierunkiem w jakim zmierzało nim nas zatrzymał koronawirus; do odważnego stanięcia w obliczu ewentualnej własnej śmierci z pytaniem – gdzie jest mój skarb, co nim jest, gdzie jest moje serce, czym zajęte, czy jestem gotów, w słabości ale i zaufaniu, stanąć przed Bogiem, gdyby śmierć przyszła właśnie teraz…; do modlitwy za siebie i bliskich, a szczególnie za zakażonych, chorych i pomagających im; także do modlitwy za umierających, bo teraz z odchodzeniem wiążą się dodatkowe cierpienia (zaskoczenie, bo wirus tak intensywnie i niespodziewanie atakuje, samotność, brak obecności i wsparcia bliskich, intensywniejszy lęk i przerażenie tych, którym daleko do Boga…).

To ich mamy naszą serdeczną modlitwą składać w ręce Boga upraszając Jego miłosierdzia. Tak, czas pandemii to czas swoistych rekolekcji – przy zamkniętych kościołach, bez sakramentalnej Komunii, ale z tym żywiej obecnym Jezusem w naszej codzienności, tym rychlej odpowiadającym na nasze tęskne, może zalęknione czy niepewne, ale szczere wołania serca.

Niech się nie trwoży wasze serce i się nie lęka (J 14,1) – mówi Jezus – wasze życie, cenny dar jaki wam ofiarowałem, jest przeze Mnie strzeżony, bo przecież nawet włosy na waszej głowie są policzone (Mt 10,30), więc cokolwiek miałoby was spotkać nie będzie złośliwym i bezrozumnym przypadkiem, ale będzie tym co najlepsze dla was, na terazwierzycie Mi? (por. J 14,1)

s. E