Mini czytelnia Mini czytelnia Mini czytelnia Mini czytelnia Mini czytelnia

Echo modlitwy i życia, czyli mini czytelnia karmelitańska, w której znaleźć można drobne okruchy słów, myśli, czy refleksji naszych sióstr, które udało się wyciągnąć z karmelitańskich szuflad. Niektóre teksty powstały jakby mimochodem, zrodziły się w sercu podczas modlitwy, zwyczajnej codziennej pracy, inne są echem głębszej refleksji, lektury Biblii, smakowania i wnikania w glebę codzienności. Będą tu zatem poezje, nowicjackie odkrycia pod tytułem: biały welon o…, biblijne migawki pisane słowem i obrazem, echo lektur, rozmaite tematy związane z wydarzeniami życia, czy inne jeszcze teksty… na tle zdjęć wykonanych przez nasze siostry. Tutaj też, w zakładce muzyka, zbierać będziemy to, co ukazało się na naszej stronie w dźwiękowej formie.

SŁOWO – Biały welon o…

O pracy

Biały welon o…

Dodano: 15 październik 2020

o pracy

Chcąc, nie chcąc – każdy jakoś zarabiać musi, co więcej nawet chcemy mieć dobrą prace i z satysfakcją realizować swoje zadania. Bóg w naszą naturę wpisał czynienie sobie ziemi poddanej – czyli pragnienie robienia czegoś sensownego i rozwijania się…

Przed wstąpieniem do Zakonu, by zarobić na chleb chwytałam się prac tzw. wakacyjnych; potem na studiach dorabiałam jako pomoc domowa i opiekunka dziecięca; następnie pracowałam jako przedszkolanka i nauczycielka w gimnazjum…

Miałam swoje marzenia – chciałam zostać wykładowcą, w tym celu zaczęłam studia doktoranckie… W pewnym momencie odkryłam powołanie i zweryfikowały się moje plany… W Karmelu raczej nie da się zrobić kariery naukowej. Co zatem robię?

Na rozmowie z siostrami zapytano mnie o moje umiejętności:

  • Czy umiesz szyć? – Nie.
  • Czy umiesz malować (chodzi o zdolności artystyczne, np. pisanie ikon)? – Nie.
  • Czy umiesz gotować? – Nie. (Umiem usmażyć schabowego – co tu się nie przyda i ugotować ziemniaka, ale nigdy nie gotowałam dla dużej ilości osób, a w klasztorze gotuje się codziennie na około 20 osób).
  • Czy umiesz śpiewać? – Nie! (Raz w życiu zaśpiewałam psalm w kościele – w moim przekonaniu pierwszy i ostatni).

Ogarnęła mnie zgroza – przeleciała mi przez głowę myśl, że się nie nadaje do Zakonu, by się jakoś poratować dodałam, że: Umiem sprzątać… (to jest jakiś atut!) 🙂

Pomimo braków i niskich kwalifikacji zostałam przyjęta – po pierwsze dlatego, że szeroko pojęte kompetencje to rzecz drugorzędna, ważniejsze jest czy masz powołanie, czy nie; po drugie wiele jest w człowieku talentów nieodkopanych, żyjąc w klasztorze odkrywamy w sobie rzeczy zaskakujące… Zaś siostry cierpliwie przyuczają do różnych prac.

Dziś moim „urzędem” jest szwalnia – czyli szycie szat liturgicznych. Gdy został mi przedzielony ten obowiązek padł na mnie blady strach. Nigdy nie siedziałam przy maszynie do szycia i sama z siebie bym nie usiadła…

…a dziś szyję i sprawia mi to wielką radość, która jest pomnażana przez świadomość, że to co robię bezpośrednio służy kultowi Bożemu. Śpiewam w czasie Mszy św. – choć zdarzy mi się zafałszować czy pomylić – ale wyrozumiałość sióstr jest ogromna (mamy próby śpiewu). I regularnie gotuje dla wspólnoty w czasie swoich kuchennych dyżurów – i dzięki Bogu zjadliwie.

W tzw. jutro, przy zmianie urzędów – przyjdzie mi się uczyć nowych rzeczy… i chcę podjąć wszystko z wiarą i miłością!

Praca w Karmelu jest prosta – dużo miejsca zajmują codzienne zwykłe obowiązki: pranie, gotowanie, sprzątanie, jak w każdym zwykłym domu – i każda czynność, jeżeli robiona jest z Bogiem i dla Boga ma wymiar chwalebny i zbawczy; może uczcić Boga i nieść pomoc duszom. A On sam stawia się do pracy pierwszy, przed nami, i już na nas czeka, by błogosławić dzieła naszych rąk!

 

„Przed każdym podejmowanym działaniem twoich rak, umysłu czy serca zwracaj się do Mnie, abym tchnął w nie Mego Ducha, aby wypełniało je Boże życie i aby służyło rozszerzaniu się Królestwa Bożego wszędzie, gdzie jesteś i gdzie sięga myśl twoja”.

(z „Słowo pouczenia” A. Lenczewska)

 

„Kiedy sądzicie, że jest cicho, Ja pracuje. Kiedy myślicie, że nic się nie dzieje, Ja pracuję. Kiedy uważacie, że niewiele zrobiono, Ja pracuję. Ja zawsze pracuję, uwierzcie w to”.

(z „Łagodny Duch” C. A. Ames)

s. T.

o welonie

Biały welon o…

Dodano: 1 sierpnia 2020

o welonie

W tym roku 2020 jeden z dwóch „białych welonów” z naszej wspólnoty został zamieniony na czarny. To znaczy, że kolejna kobieta na tym świecie złożyła profesję uroczystą – czyli ślubowała Bogu wyłączność i życie radami ewangelicznymi aż do śmierci. Takie wydarzenie w wymiarze duchowym wstrząsa niebem i ziemią 🙂

Mam nadzieję, że rychło Bóg powoła kolejne dziewczęta do naszej wspólnoty, by sztafeta „białych welonów” nie została przerwana…!

Dziś zdaje się coraz trudniej oderwać się i iść za wezwaniem, ale jestem pewna, że Bóg woła… i „100 krotnie” (tzn. nieskończenie więcej) odda tym, którzy oddadzą się Jemu. Rzecz w tym, że nie jest łatwo… Zwłaszcza na początku, ale dobrze mieć utkwione oczy w celu, by utrzymać kurs i nie dać się porwać burzom wewnętrznym i zewnętrznym, lecz w zaufaniu poddać oczyszczeniu, przez które przeprowadza sam Pan.

Welon to chyba najbardziej charakterystyczny element zakonnego stroju. Świadczy o osobie, która go nosi – to widzialny znak służebnicy Bożej. W naszym przypadku jego kolor też ma znaczenie…

Biały kojarzy się z młodością – czy wręcz dzieciństwem, to czas nowicjatu i okres ślubów czasowych. Czarny – z dojrzałością i dorosłością – noszą go profeski wieczyste, które po wielu latach formacji podejmują ostateczną decyzję, by przez poświęcone życie w Zakonie stać się Oblubienicą Najwyższego.

Welon dodaje, moim zdaniem, wdzięku i piękna kobiecie, albo inaczej – z jednej strony ma jej fizyczne wdzięki przysłonić, ale z drugiej wydobywa te duchowe.

Twarze otoczone welonem są jakby wyrazistsze, wyeksponowane – szczególnie oczy – zwierciadło duszy, to przez nie chce patrzeć Jezus…

Każde zgromadzenie ma swoją formę welonu, a każdy krój jakoś oddaje charyzmat danej wspólnoty… Nasze welony, są w większości skryte pod szkaplerzem – dla mnie to znak jeszcze głębszego ukrycia i wtulenia w Maryję 🙂 Jestem tu gdzie jestem, bo chcę się stawać do Niej podobną – prawdziwie być i kochać Boga i ludzi…

W kontekście ślubów wieczystych przypominają mi się słowa:

„Podstawą powołania powinno być gorące umiłowanie Boga, ukochanie Mnie ponad wszystko i wszystkich. Miłość, dla której pozostawia się wszystko, zapomina o sobie i przyjmuje każdy trud i cierpienie.

Idąc za głosem powołania nie trzeba spodziewać się ani pragnąć łatwiejszego życia, mniejszego cierpienia i trudu niż w świecie, komfortu psychicznego, czy fizycznego.

Odejście od świata do służby przy Mnie nie może być podyktowane chęcią ucieczki od trudu życia w świecie i zła, jakim świat jest wypełniony. Świat nie jest piekłem, a życie w kapłaństwie lub zakonie nie jest niebem. Niebo lub piekło każdy człowiek nosi w swoim sercu: Niebo, gdy dusza jest zatopiona we Mnie, piekło, gdy porzuca Mnie i żyje według reguł narzuconych przez świat. Niebem Ja jestem, a piekłem wszystko, co jest poza Mną.

I można żyjąc w świecie, żyć jednocześnie w Niebie Miłości albo żyjąc w zakonie czy kapłaństwie, tkwić w piekle oziębłości i umiłowania siebie.

Droga, na którą powołuję Moich Wybranych, zawsze jest drogą Moją i Maryi – tak samo trudną i bolesną, wymagająca zaparcia się siebie i wytrwałości…”

z: „Słowo pouczenia” A. Lenczewska

o ogrodzie

Biały welon o…

Dodano: 1 maja 2020

o ogrodzie

Do każdego karmelitańskiego klasztoru, zgodnie z zaleceniem Naszej Świętej Matki Teresy, przylega ogród – większy lub mniejszy, ale konieczny do zachowania zdrowia duszy i ciała osób żyjących w ścisłej klauzurze. Nasz ogród, zdecydowanie większy, jest miejscem wytchnienia i inspiracji.
Mimo, że nasz teren jest bardzo piaszczysty, dzięki ludziom dobrej woli, nawieziono ziemi pod „grządki”, na których hodujemy rozmaite kwiaty, miedzy innymi do kaplicznych bukietów.

Do moich obowiązków należy, w ograniczonym zakresie, sadzenie i przycinanie, przede wszystkim zaś podlewanie i plewienie – niedawno mianowano mnie pomocniczką ogrodniczki! Przez te kilka lat, które spędziłam w Karmelu zdarzyły się sezony zlewane nieustannym deszczem, jak dwa lata temu, gdy pogodnych dni w lecie było bardzo mało, i takie, jak w zeszłym roku, gdy panował upał i zaledwie kilka razy padało.
W konsekwencji nasza praca nie przynosiła pożądanych efektów… Część kwiatów w ogóle nie wzeszła, choćby dlatego, że cebulki zgniły lub zostały zjedzone przez nornice. Innym razem młode pędy (kwiatostany) nie zdążyły się rozwinąć, bo ostro przypaliło je słońce… Jedyne, co zdaje się, że zawsze rośnie – to chwasty, co gorsze dziś wyrwane za kilka tygodni wschodzą na nowo…

I tak jest w naszym życiu duchowym, czasami wydaje się, że ta nasza praca wewnętrzna jest syzyfowa, a warunki zewnętrzne niesprzyjające, niemniej ją podejmujemy: regularnie wyrywamy chwasty naszych grzechów w spowiedzi, walczymy z wadami, choć co jakiś czas, „szorujemy po dnie” i czujemy, że „jest gorzej niż było”. Staramy się podlewać spragnioną duszę żywą wodą przez modlitwę, choć często „nie idzie” i raczej przypomina ona próbę „przeczekania” niż przylgnięcie do Boga.
Gdy przyjdzie myśl, że coś już się osiągnęło, jakiś poziom, etap, znowu pojawia się kąkol, albo zaleją takie doświadczenia, że grzęźniemy w błocie…
Ale mimo to, co roku coś wykiełkuje, wzejdzie i się rozwinie (i w wymiarze duchowym, i w wymiarze fizycznym) tak, że mam co wziąć w swoje dłonie i ułożyć pod tabernakulum. W ten sposób oddaje chwałę Bogu, oddaję Mu to, co sam mi dał – to owoc współpracy!

On panuje nad pogodą mojego życia, wie, po co ten trud i przeciwności; jakie ma plany, co do mnie i jaki będzie efekt końcowy – jakimi barwami i kształtami będę Go zachwycać w niebie. Dopóki jestem na ziemi kwiaty mej duszy będą wystawione na upał i deszcz, działanie szkodników (demonów nękających pokusą), zarastane przez chwasty (wad i słabości). Ale zawsze i w każdych warunkach mogę uwielbiać Boga. On patrzy na determinację i wierność, bo ostatecznie to On wszystkiego dokona… i stawi mnie przed sobą taką, jaką chce mnie mieć…

A Bóg wszelkiej łaski, Ten, który was powołał do wiecznej swojej chwały w Chrystusie, gdy trochę pocierpicie, sam was udoskonali, utwierdzi, umocni i ugruntuje. Jemu chwała i moc na wieki wieków! Amen.

1 P 5,10-1

s. T.

O obiedzie z Jezusem

Biały welon o…

Dodano: 1 kwietnia 2020

o obiedzie z Jezusem

Mój drogi Czytelniku: czy zdarzyło Ci się jeść obiad z Jezusem? Czy przy Twoim stole przygotowałeś Mu miejsce – położyłeś najlepszą zastawę, zapaliłeś świece? I czy potem czekałeś aż potrawy znikną z półmisków?

Przyznam szczerze, że aż do momentu wstąpienia do klasztoru nawet przez myśl mi coś takiego nie przeszło.

Oczywiście znany jest mi zwyczaj „wolnego miejsca” przy wigilijnym stole, ale nikt nigdy go nie zajął, nikogo „obcego” przy nim nie powitałam, (gdy dziś to wspominam odczuwam żal, że być może gdybym lepiej poznała swoje otoczenie – sąsiadów z kamienicy, z pewnością znalazłaby się osoba samotna, z którą mogłabym zasiąść do wieczerzy).

W Karmelu „nowicjat” – czyli najmłodsze członkinie wspólnoty, mają za zadanie w Niedzielę Palmową udekorować refektarz, gdyż w ten dzień przy stole prezydialnym (czyli tam gdzie zwyczajowo siedzi przeorysza wraz z podprzeoryszą) zasiada Jezus.

Pomysłowość sióstr, co roku zaskakuje – dominuje motyw pobytu Jezusa w domu rodzeństwa: Łazarza, Marty i Marii, czyli przyjaciół, u których Nasz Pan szukał pokrzepienia i życzliwości przed czekającą Go męką. To także antycypacja w Ostatniej Wieczerzy i zadatek uczty w Królestwie Niebieskim.

Zatem w tym dniu i u nas, u sióstr z Bornego Sulinowa, Jezus szuka czułego, obecnego serca, które chce przy Nim i z Nim być, w chwili, gdy oczekuje na swoją Paschę. Rozmyślając o tej tradycji – wzruszam się głęboko!

Z drugiej strony oczami naszego ciała nie widzimy Jezusa i obiad nie znika z talerzy – choć przyznam szczerze, że za pierwszym razem odczułam zawód, że tak się nie stało 🙂 Ale Bóg nie lubi sztuczek, nie jest magiczny – tu chodzi o doświadczenie wiary i by uzewnętrznić postawę serca. To pewien sposób na zmaterializowanie przyjaźni.

Tak się zastanawiam, czy gdyby jedzenie faktycznie zniknęło z talerzy – poczułabym się lepiej? Byłabym bardziej wierząca? …gdy zaglądam do ewangelii czytam, że wielu widziało cuda Jezusa, a i tak nie wierzyli, domagali się coraz więcej znaków (faryzeusze, albo uczeni w Piśmie), a Jezus ostatecznie zapłakał nad Jerozolimą, która nie rozpoznała czasu swojego nawiedzenia… Dziś sztuczki robi szatan, by przez nie wciągać ludzi w okultyzm.

Cudu zaś doświadczam na każdej Eucharystii i przy każdym tabernakulum – cudu sakramentalnej żywej i prawdziwej obecności Jezusa na ziemi.

Napisałam, że podany Jezusowi obiad nie znika, muszę dodać sprostowanie, jednak znika – jest zwyczaj, że przyrządzone dania podajemy pierwszemu przychodzącemu w tym dniu gościowi 🙂 a w nim jest Jezus!

Tymczasem On w naszym refektarzu pragnie żebyśmy zjedli razem obiad, bo potrzebuje mnie tak, jak potrzebował przyjaciół z Betanii… ucztujemy razem, bo czas Wielkiego Tygodnia to uobecnianie tamtego czasu sprzed dwóch tysięcy lat, niejako zjednoczenie dwóch czasów, a może wręcz czas poza czasem – Boże teraz

 

„Karmię się twoją miłością i umieram z pragnienia, gdy o Mnie nie pamiętasz. Przytul Mnie i ukochaj i opatruj Moje Rany i osłoń Mnie, gdyż w wielu duszach trwa Moja Droga Krzyżowa i Moje Konanie…”

(z „Słowo pouczenia” A. Lenczewska)

„Nie zapominaj o Mnie. Tęsknij za Mną, tak jak Ja tęsknię za tobą. Miłuj Mnie tak, jak Ja ciebie miłuję. Szukaj Mnie tak, jak Ja szukam ciebie. Widzisz, że nie opuszczam cię nigdy!”.

(z: Wezwanie do miłości. Zapiski objawień Pana Jezusa Józefie Menendez zakonnicy Najświętszego Serca Jezusa.)

s. T

o stalce

Biały welon o…

Dodano: 15 listopada 2019

o stalce

Pisałam już o „kąciku modlitewnym” w celi, teraz chciałabym wspomnieć o analogicznym miejscu w chórze (innymi słowy w naszej kaplicy), a określa je pojęcie stalka.
Stalka – to termin, którego przed wstąpieniem do Karmelu nie znałam, chyba mogę powiedzieć, że to „mebel” stanowiący punkt orientacyjny w chórze, który wyznacza przestrzeń dla mnie i mojej modlitwy osobistej i wspólnotowej. Każdej siostrze zostaje ona przydzielona od pierwszego dnia jej zakonnego życia.
Nasz chór nie posiada ławek, klęczników, krzeseł, ale w dwóch rzędach pod ścianami stoją omawiane drewniane siedziska. Zawierają w sobie, jak pufa, półkę, do której możemy schować brewiarz, śpiewnik czy inne podręczne „akcesoria modlitewne”. Na nich siedzimy lub przy nich klęczymy podczas modlitwy (bezpośrednio na podłodze), każda siostra przy „swojej”.

Stalka jest tak skonstruowana, aby móc siedzieć zależnie od potrzeby, albo przodem do tabernakulum (w trakcie Eucharystii), albo bokiem do kraty, a twarzami do siebie (w trakcie odmawiania oficjum). Jej funkcjonalność służy zjednoczeniu naszych serc i ust, które podczas wspólnej liturgii wysławiają Boga. To symbol, który uczy mnie, że w niebie będę we wspólnocie wielu ludzi wspólnie uwielbiających Boga, że Bóg słucha tych „dwóch i trzech” zebranych w Jego imię. I doświadczam tego, jak „ciągnie” mnie modlitwa osób, które są obok mnie… Nawet, gdy każda z nas modli się w ciszy, jesteśmy razem przed Bogiem, „bo nikt z nas nie jest samotną wyspą”, choć do samotności (rozumianej, jako wyłączność dla Boga) jesteśmy powołane…

Potrzebujemy siebie nawzajem, nikt w Kościele nie jest singlem.

Ponadto ten wyznaczony w chórze kawałek podłogi, jest antycypacją „mieszkania”, które Jezus przygotował dla mnie w niebie. Uświadamia mi, że Bóg stworzył mnie dla siebie, chce mnie mieć przy sobie, chce mnie słuchać, chce na mnie patrzeć i dziś uczy mnie bycia z Nim – czyli po prostu kontemplacji i komunii… Tutaj daje mi czas na dojrzewanie do spotkania z Nim twarzą w twarz…

Cieszę się, że każdy ma swoje miejsce w Kościele, tu na ziemi i w niebie: oby żadne z nich nie pozostało puste, opuszczone, odrzucone…

„Od spotkania ze Mną twarzą w twarz dzieli cię nie tyle odległość czasu, co odległość dojrzałości twojej, której czas pobytu na ziemi jest podporządkowany. W dojrzewaniu nie przekroczysz granicy, jaka została ci dana w zaistnieniu twoim. Możesz ją osiągnąć jedynie przez wypełnienie woli Mojej. Pełnia Miłości do jakiej cię uzdolniłem – oto wola Moja. Oto dojrzałość twoja, która wyznaczy kres wędrówki twojej poprzez życie na ziemi.
Stworzyłem ci warunki ułatwiające odosobnienie, aby wędrówka twoja skierowała się do wnętrza duszy, gdzie poznawać będziesz istotę istnienia twojego we Mnie”.

(z: „Słowo pouczenia” A. Lenczewskiej)

s. T.

o kracie

Biały welon o…

Dodano: 1 września 2019

o kracie

Zwykle to właśnie krata wzbudza najwięcej emocji u osób, które przychodzą do naszego klasztoru. Odbierana jest negatywnie. Gdy jeszcze przed wstąpieniem, czy już tu, w Karmelu, przyszło mi dyskutować z niektórymi osobami, które wręcz nie akceptują takiej formy życia, nie udało mi się podać żadnych zadowalających je argumentów przemawiających za jej sensownością (w Karmelu w Krakowie, nie dość, że kraty są podwójne, to jeszcze z kolcami!). I chyba się nie da… „Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Kto może pojąć, niech pojmuje!”. (Mt 19,11)

Ciągle odkrywam znaczenie i piękno tego znaku, i gdy kiedyś spotkałam się w naszej rozmównicy z grupą dzieci z oazy, które pytały: „po co?”, przyszło mi na myśl: „bo to jest nasza obrączka ślubna” (my nie nosimy obrączek tak jak siostry z innych zgromadzeń po ślubach wieczystych, czy małżonkowie).
Kto nosi obrączkę – ten wszystkim daje do zrozumienia, że jest „zajęty”, do kogoś „należy”, komuś jest wierny, kogoś kocha najbardziej… Dla nas i dla świata krata jest znakiem naszego całkowitego oddania Bogu i miłości, która pragnie być coraz większa i głębsza, aż przekroczy wszystkie kategorie i ramki, ograniczenia i ciasnoty, egoistyczne i hedonistyczne „ja”, aż obejmie wszystkich i wszystko oddając się całkowicie Jedynemu. Poza tym z naszej perspektywy – to nie my jesteśmy za kratą… 🙂
Choć jesteśmy zamknięte, jak Jezus w tabernakulum, to jednak naszym celem jest otwarcie i dostępność, tak jak On chce być dla wszystkich. Swoją modlitwą pragniemy dotrzeć do każdego miejsca na kuli ziemskiej i do każdej ludzkiej duszy, by nieść jej „Światło”.

„Twoje życie ma być w całości ofiarą, którą Ja się posłużę według Mojej woli. Nie zatrzymuj się na własnych odczuciach i tęsknotach. Należysz do Mnie i tylko we Mnie możesz odnaleźć cel i sens wszystkiego – całej twojej doczesności i wieczności.
Promienie Mojej Miłości nie mogą dotrzeć na ziemię, jeśli nie ma serc, które są bramą łączącą Niebo z ziemią. Przez ludzkie serca ratuję i zbawiam inne serca zranione śmiertelnie. Nie myśl o sobie, dziecko Moje – myśl o Mojej Krwi i braciach twoich. O radości zwycięstwa i o pokoju Nieba, które nadchodzi poprzez ciemności obecnego czasu. Módl się i błogosław zwłaszcza te dzieci Moje, które konają w szponach zła, aby dotarło do nich Światło ocalenia”.

(z: „Słowo pouczenia” A. Lenczewskiej)

s. T

o przyklasztornym lesie

Biały welon o…

Dodano: 15 czerwca 2019

o przyklasztornym lesie

Do naszego klasztoru przynależy objęty murem klauzurowym spory kawałek lasu.

Gdy go zobaczyłam pierwszy raz zachwycił mnie i wciąż pozostaję pod jego urokiem, a ilość dzikich zwierząt, pośród których zamieszkałam zadziwiła: wiewiórki, kuny, łasice, lisy, borsuki. Siostry zaobserwowały i rozpoznały ponad 50 gatunków ptaków – ja rozróżniam kilka (pierwszy raz spotkałam z bliska dzięcioły czarne i zielone), nietoperze (zdarza się, że wpadają do domu przez otwarte okno), w tym roku pojawiła się sowa i pohukuje na pobliskiej sośnie.

Kontakt z przyrodą i jej dźwiękami oraz z ciszą, jaka panuje wokół naszego klasztoru niewątpliwie pomaga nam w dążeniu do osiągnięcia wyciszenia i pokoju wewnętrznego, o które wcale nie jest tak łatwo. Gdy wokół panuje milczenie odkrywam, jak wielki hałas jest we mnie…

Las z każdym dniem się zmienia, pory roku barwią go szeroką paletą kolorów, zimą, gdy spadnie śnieg i iskrzy się w słońcu – tworzy baśniowy krajobraz! Również każdy miesiąc ma swój zapach. W bezchmurne noce z naszego nowicjackiego tarasu mogę podziwiać rozgwieżdżone niebo. Zwracam uwagę na księżyc, który w różnych swych fazach ma inny rozmiar i kolor… Nieustannie zaskakują mnie wschody i zachody słońca, gdy całe niebo płonie w odcieniach różu i czerwieni…

Zaczynam coraz lepiej wyczuwać puls życia, który bije wokół mnie oraz ogrom, wszechmoc i piękno Jego Stwórcy… Kontakt z naturą rozszerza serce i umysł… oczyszcza i odświeża duszę… uczy kontemplacji – to jest patrzenia i bycia, czyli życia…,
życia dla…,
życia wobec…,
życia z…,
w zachwycie i wdzięczności…
To taki trening przed tym, co nas czeka w niebie… 🙂

Głupi już z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga:
z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest,
patrząc na dzieła nie poznali Twórcy.
Bo z wielkości i piękna stworzeń
poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę
Mdr 13,1-5

s. T.

O figurze

Biały welon o…

Dodano: 15 marca 2019

o figurze

W ubiegłym roku doszedł do moich obowiązków jeszcze jeden, malutki – troska o stojącą na naszym cmentarzu figurę św. Józefa.

Przyznam szczerze, że św. Józef jest mi szczególnie bliski. Pewnego dnia poprosiłam, by był mi ojcem – dosłownie Go zaadoptowałam 🙂 (stwierdziłam, że skoro mógł zaadoptować Jezusa, to między mną a Nim może zaistnieć podobne wydarzenie).

I powstała między nami szczególna więź duchowa. Podnosi mnie – podprowadza do Boga Ojca. Spełnia tę rolę zwłaszcza wobec tych, którzy nie mają dobrego doświadczenia z ojcami ziemskimi…

Jest szczególnym patronem Karmelu i myślę, że przyczynił się do mojego powołania 🙂

Mamy w klasztorze kilka Jego figur, dwie przedstawiają Go z Boskim Dzieciątkiem w ramionach. Przez całe swoje życie zajęty był Jezusem.

Dziś idę po józefowych śladach…

„Dziecko Moje, nie zważaj na to, co dzieje się wokół ciebie. Mną bądź zajęta podczas każdej czynności. Pozwól, aby Mój Duch nieustannie wielbił Boga Ojca w twej duszy. Twoja dusza jest ołtarzem, na którym Ja składam uwielbienie Ojcu.

Każde twoje cierpienie, trud jest ofiarą składaną przeze Mnie za zbawienie świata.

Chętnie przyjmuj to, co trudne i bolesne. Pozwól, aby ołtarz ofiarny twojej duszy nie był pusty. Niech płonie na nim ogień miłości i niech unosi się woń ofiary”. 

(cytat z: Alicja Lenczewska „Świadectwo”)

s. T.

Wszystkich Świętych Karmelitańskich

Biały welon o…

Dodano: 15 października 2018

o naszych Świętych

Niedawno w naszym przedchórzu zawisnął ogromny relikwiarz w kształcie herbu Karmelu. Moim zadaniem było przygotowanie małych relikwii poszczególnych świętych, które do tej pory przechowywane były w zakrystii. Do każdej przykleiłam metalowy element tak, by wykorzystując siłę pola magnetycznego, trzymały się odpowiedniego, wyrzeźbionego w drewnie miejsca, w kształcie liścia (dominuje motyw winnej latorośli), w którym to zostały umieszczone magnesy.

Odtąd cieszą się nieustanną czcią, mobilizują i pociągają „w górę” całą Wspólnotę!

14 listopada obchodzimy liturgiczne wspomnienie wszystkich świętych naszego Zakonu.

Gdy co dzień patrzę na relikwie gigantów takich jak: św. Teresa od Jezusa, św. Jan od Krzyża, św. Teresa od Dzieciątka Jezus, św. Miriam od Jezusa Ukrzyżowanego, św. Elżbieta od Trójcy Świętej – to trochę truchleję… wydają się oni tacy doskonali i niedostępni, a tymczasem dotykam ich, są tak blisko mnie: i poprzez tą materialną obecność i przez więzi duchowe. Przełamują mój opór i pokusę zniechęcenia ☺

Przekonują, że i dla mnie jest droga na Górę Karmel, tak jak i oni jestem wszczepiona w winną latorośl i w ramionach Jezusa, jak w windzie mam wznieść się ku niebu, gdzie czeka przygotowane miejsce. I ja jestem twierdzą, w której mieszka Bóg… Jego niebem na ziemi.

Święci to ludzie z krwi i kości, którzy nie chcą przytłoczyć, lecz wspomóc, przecierają szlak, dzielą się wysłużonymi darami…

Dlatego za każdym razem, gdy przechodzę obok naszego relikwiarza, wzdycham w głębi serca o pomoc… i wiem, że jestem wysłuchiwana!

W naszym Zakonie jest tradycją, że 14 listopada, nowicjat przygotowuje zakładki, na których umieszczone są imiona i krótka notka na temat wybranych karmelitańskich świętych. Każda siostra losuje patrona na następny rok. Jego imię naklejamy na drzwiach cel, aby nie zapomnieć, kto zechciał być szczególnym towarzyszem w kolejnych chwilach naszego mniszego życia. W tym roku postanowiłyśmy, aby oprócz tych najbardziej znanych przywołać również tych naszych błogosławionych i świętych, których w oficjum nie wspominamy, a którzy są naszymi orędownikami w Niebie. Z radością i fascynacją same zanurzyłyśmy się w historie takich postaci, jak na przykład:

  • Bł. Noniusz Alwarez Pereiry

urodził się 28 czerwca 1360 r. koło Lizbony w Portugalii jako nieślubny syn Álvaro Gonçalvesa Pereiry, wielkiego mistrza jednej z gałęzi Zakonu Szpitalnego św. Jana Jerozolimskiego (dziś Zakon Maltański). Jako 13-latek trafił na dwór króla Ferdynanda Portugalskiego z zamiarem zrobienia kariery wojskowej. Od najmłodszych lat zaczytywał się w opowieściach rycerskich, zwłaszcza legendach Okrągłego Stołu i króla Artura. W wieku 17 lat ożenił się i miał troje dzieci.

Po dziesięciu latach małżeństwa zmarła jego żona, Noniusz nie ożenił się po raz drugi, ale jeszcze bardziej pogłębił w sobie wiarę. Wyrzekł się części swych dóbr rodowych i prowadził życie częściowo pokutnicze. W wieku 63 lat, wyrzekł się dworskiego świata i wstąpił do założonego przez siebie klasztoru karmelitów w Lizbonie. Został tam zwykłym bratem, przyjmując imię Noniusza od Świętej Maryi Panny. Zasłynął, jako mąż modlitwy i umartwienia oraz szczególnej miłości do Matki Bożej. Pełnił też liczne dzieła miłosierdzia, szczególną troską otaczając osierocone dzieci.

  • Bł. Baptysta Spagnoli

w 17 roku życia złożył profesję zakonną. Pełnił wiele posług w zakonie, nie zaniedbując przy tym pracy literackiej. Napisał ponad 50 tysięcy wersów łacińskich. Wypełniał także wiele powierzonych mu przez papieży misji dyplomatycznych. Wsławił się wielką miłością Kościoła, którego reformie całkowicie się poświęcił. Sześciokrotnie był wikariuszem generalnym swojej kongregacji, a w 1513 r. został wybrany przełożonym generalnym całego Zakonu. Wykorzystywał swoją znajomość z uczonymi do tego, by przyprowadzić ich do Chrystusa. Zmarł przeżywszy 69 lat w Mantui. Beatyfikowany został w 1885 r.

Powiedział:

W czytaniu Pisma świętego znajdziesz wielkie i cudowne lekarstwo przeciw bólom ciała i utrapieniom ducha; i z całą pewnością żadne przemówienie, choćby było najbardziej cenione i błyszczało najwspanialszą wymową, nie może na równi łagodzić trosk, oraz bardziej pocieszać strapionych umysłów.

  • Bł. Maria Kandyda od Eucharystii

urodziła się 16 stycznia 1884 roku w Catanzaro w Kalabrii, na południu Włoch. Była dziesiątym dzieckiem spośród dwanaściorga rodzeństwa. Cierpliwie czekała, prawie dwadzieścia lat na to, aby zobaczyć realizujące się powołanie. W tej walce, która trwała aż do momentu wstąpienia do Karmelu w Ragusie, w wieku 35 lat., była wspierana przez szczególny kult Eucharystii. Widziała w niej tajemnicę sakramentalnej obecności Boga w świecie, konkretny dowód Jego nieskończonej miłości do człowieka. Wytrwała w powołaniu także dzięki nabożeństwu do Serca Jezusowego, praktyce komunii duchowej i pobożności maryjnej. Maryja stała się dla niej prawdziwym wzorem życia Eucharystią, bo Ona nosiła w swym łonie Syna Bożego, którego ustawicznie rodzi w sercach wierzących.

W klasztorze długie godziny spędzała na adoracji Najświętszego Sakramentu, zwłaszcza w każdy czwartek między godziną 23 a 24.

Powiedziała:

„Działasz we mnie. Czyż nie odczuwam Cię często w moim sercu?… Podczas gdy wszystko jest ciemnością i oschłością, w moim sercu dokonuje się coś boskiego. To On. A ja sądziłam, że jestem sama… Ty, Boże światło, przenikając mnie czystością, podniosłeś mnie do siebie. Tam jest nowe powietrze, mimo że żyję na tej ziemi; tam jest świętość”.

  • Bł. Maria Guggiari Echeverría

Maria Felicja Guggiari Echeverría, urodzona w Villarrica del Espíritu Santo w południowym Paragwaju 12 stycznia 1925 r., w wieku szesnastu lat wstąpiła do Akcji Katolickiej i bardzo się zaangażowała na polu religijnym, poświęcając Panu Bogu swoją młodość. Była lubianą katechetką, animatorką religijną w środowiskach akademickich, oraz opiekunką chorych i starców. Zaprzyjaźniła się bardzo z kierownikiem Akcji Katolickiej, którym był Ángel Sauá Llanes. Zastanawiali się, czy nie założyć rodziny. Prosząc o światło Ducha świętego wybrali jednak inna drogę. Ángel wstąpił do seminarium duchownego, a Maria Felicja przekroczyła próg klauzury klasztoru karmelitanek bosych w Asunción, przyjmując imię zakonne: siostra Maria Felicja od Jezusa Sakramentalnego.

Zmarła tam w opinii świętości zaledwie cztery lata później, 28 kwietnia 1959 r. Nazywana jest zdrobniale „Chiquitungą”, tzn. „Maleńką”: najpierw tak w dzieciństwie nazywał ją jej ojciec, a potem określenie to przylgnęło do niej ze względu na jej pokorę, prostotę i uniżoność. Benedykt XVI zatwierdził heroiczność jej cnót. 23 czerwca 2018 r. odbyła się w Asunción jej beatyfikacja. Relikwie błogosławionej spoczywają w klasztorze w Asunción.

Powiedziała:

„Niech moje życie zatonie w nieskończonym morzu Jezusowej miłości”.

Każdy z nas jest powołany do dołączenia do tej listy ☺

A na naszym relikwiarzu są jeszcze wolne miejsca…

s. T.

O kropielnicy

Biały welon o…

Dodano: 15 października 2018

o kropielnicy

Kropielnice są niemalże wszędzie: przy wejściu do chóru – to oczywiste, ale również przy drzwiach każdej celi i pracowni, w nowicjacie, w refektarzu i kredensie, na sali rekreacyjnej i w pustelniach…

Co za tym idzie, przechodząc przez niemal każde drzwi, każdy próg, towarzyszy nam gest znaku krzyża czyniony ręką zanurzoną w wodzie święconej. (Do moich obowiązków należy pilnowanie, by w odpowiednim miejscu zawsze stała duża butelka z woda święconą, by siostry mogły z niej czerpać i uzupełniać wszystkie kropielnice).

Z początku dziwiłam się częstotliwości tego gestu.

Ale to nie tylko gest! To akt wiary, potężna bron przeciwko szatanowi, objęcie ciała i duszy przez Tego, który zawisł za mnie na krzyżu.

By nie zaniedbywać i zmobilizować się do gorliwszego i bardziej świadomego czynienia tego aktu pomyślałam sobie, że każdy znak krzyża będę robić za dusze w czyśćcu cierpiące, które są tam właśnie dlatego, że w życiu za mało się żegnały lub niedbale…

I jakiś czas później, jakby na potwierdzenie moich intuicji przeczytałam słowa św. Charbela (w tradycji łacińskiej trochę inaczej wygląda sprawa odpustów):

„Jeśli na przykład przeżegnasz się dwadzieścia razy podczas dnia, otrzymasz wiele odpustów, a jeśli oddajesz je za spokój jednej duszy lub wielu dusz cierpiących w czyśćcu, głęboko ulżysz im w bólu i sam otrzymasz obfitą nagrodę, za swój czyn! Czy cokolwiek cię to kosztuje? Oczywiście, że nie!”

(cytat z: o.Hanna Skandar OLM „Kwiatki świętego Charbela”)

s.T.