Rozmaite tematy
Dodano: 14 września 2026

Za miesięcznikiem „W naszej Rodzinie”
W domu najlepiej…
Po wakacyjnych wyjazdach, po zwiedzaniu nowych miejsc, wielu z nas, gdy zasiada w wysłużonym fotelu, spogląda na półkę ze swoimi książkami, które cierpliwie na nas czekały, bierze do ręki dobrze znane przedmioty, krząta się po kuchni czy w majsterkowym zakątku, stwierdza: fajnie i ciekawie było, ale… w domu najlepiej.
Jednakże dom to nie tylko ta fizyczna budowla, czy kilkupokojowa przestrzeń. Domem możemy także nazwać nasze wnętrze, miejsce, gdzie nieustannie przebywamy, żyjemy. Rodzi się jednak pytanie, czy faktycznie przebywamy nieustannie u siebie, w głębi naszej istoty, serca i duszy. Tak wielu żyje jedynie na powierzchni, łapiąc motyle ulotnych zdarzeń, wyciągając nieustannie ręce do tego, co zewnętrzne, przemijające, nietrwałe. Co więcej, wielu nie jest w stanie funkcjonować bez nieustannego szumu radia, telewizji, muzyki. Wciąż musi coś brzmieć, powiedział mi niegdyś znajomy. Nie lubię ciszy…
A przecież jedynie w ciszy, jak w uspokojonej jeziornej wodzie, można zauważyć to, co jest głębiej, na dnie, co nas stanowi. Na dnie naszego serca, wiemy to doskonale, może być bardzo różnie. Przez przejrzysty błękit można ujrzeć pokój, harmonię, łagodność, miłość. Mogą się też jednak kotłować konflikty, niespójności, złość, gniew, żal, zadry czy zawiść. Na głębinach mogą być poblokowane przestrzenie, drzwi do szczelnie zamkniętych pomieszczeń, o których zawartości nawet sami nie mamy pojęcia.
Dobre kierownictwo duchowe jak i sprawny psycholog może pomóc dotrzeć do tych pogmatwanych przestrzeni, by ostatecznie zostały rozpoznane i uporządkowane. Gdy wewnętrzne pomieszczenia naszego serca są prześwietlone i przejrzyste, człowiek chętnie siada na progu własnego domu. Świadom, co jest za jego plecami ma kontakt z tym, co stanowi jego wewnętrzne bogactwo. Z progu własnego domu spotkanie z drugim człowiekiem ma szansę stać się głębokie i prawdziwe. W domu przecież najlepiej, nawet gdy wychodzi się na jego próg, by spotkać drugiego człowieka. Fundament uporządkowanego domu to jak ewangeliczna budowla na skale – oprze się wszelkim nawałnicom (Mt 7,25)
Jedynie żyjąc we własnym domu, tu i teraz, możemy doświadczyć Bożej łaski i prowadzenia. Choć minęło bardzo wiele lat, doskonale pamiętam wyrażenie o. Bronisława Mokrzyckiego, światłego duchowego mistrza, który interpretując Ćwiczenia Duchowe św. Ignacego z Loyoli stwierdził: „Łaska jest związana z wydarzeniami a nie z wyobrażeniami”. Ta krótka fraza była zaopatrzona rysunkiem, na którym widać siedzącego spokojnie człowieka ogarniętego snopem światła płynącego z góry. Kontur drugiego człowieka, który wybiega do przodu, jest zanurzony w niepokojących ciemnościach.
Tak, Bóg przychodzi do nas dzisiaj, teraz, tutaj, gdzie jesteśmy. Będąc obecni i uważni, otwarci na Jego działanie, żyjemy w snopie Jego światła – natchnień, łaski, obecności i ochrony. Wybiegając do przodu, tworząc wyobrażenia przyszłości, wydajemy samych siebie na niepokój i wchodzimy w ciemność. A jak wiadomo, ciemność i niepokój to przestrzeń złego ducha, który potrafi tak podbić nurtujący nas temat, iż mamy wrażenie tonięcia w odmętach zamieszania. A przecież jesteśmy synami światła a nie ciemności – „Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia. Nie jesteśmy synami nocy ani ciemności” (1Tes 5,5). Mamy to zagwarantowane niezmienną obietnicą Boga. Żyjmy więc nie na obrzeżach domu naszego serca, ale tu i teraz, w świetle rzucanym przez miłującego nas Boga. Dość ma dzień swojej troski. „Nie martwcie się więc o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie martwić się będzie” (Mt 6,34) Nie troszczcie się zbytnio – nadmiarowo i na wyrost, na zapas – podarowane nam jest „dzisiaj” do przeżycia w świetle Bożej obecności. Bo łaska związana jest z wydarzeniami naszego dziś, a nie z wyobrażeniami tego, co może przyjść jutro…
s. E.
