Przekraczając próg Karmelu nie kończymy wędrówki życia, jak myślą niektórzy, intensyfikuje się ona, gdyż wszystkie siły ukierunkowują się na jeden cel – zjednoczenie z Bogiem, który nas spotkał, zachwycił, zaprosił do głębszej przyjaźni z Sobą, by razem z Nim troszczyć się o dobro braci – docierać, mocą miłości, oddania i modlitwy, do wszystkich miejsc świata, zawierzać każde ludzkie serce, do którego częstokroć nie dotrze słowo, czy pomocna dłoń…

                                                  Widomie skryta[1]

 

Na krótko przed śmiercią s. Immakultaty Adamskiej ukazało się Jej świadectwo o wielkiej intelektualnej zażyłości i przyjaźni z św. Teresą Benedyktą od Krzyża – E. Stein. Ukazało się też moje świadectwo o przemożnym wpływie E. Stein na moje życie; na podejmowane w nim wybory, na zmianę światopoglądowej i naukowej opcji i na konkretne życiowe decyzje. Tej z kolei zażyłości i przyjaźni z E. Stein uczyła mnie s. Immakulata.

„By stać się prawdziwą, miłość zawsze musi być oddaniem się. W miłości osiąga się najwyższą pełnię życia”[2] – ta myśl, stanowiąca istotę tego świadectwa, wpisuje się w całościowe przesłanie płynące z pism i życia E. Stein. Jest też myślą wdrożoną w twórczość i życie s. Immakulaty. To przesłanie przyciągnęło też mnie do obu postaci i do Boga.

Różne były ich drogi prowadzące za karmelitańską kratę, łączyło natomiast to przesłanie i życie w miłości. Można się długo zastanawiać, co aż tak wielkiego zawiera się w miłości, że formuje ona nie tylko życie świeckich, ale pogłębia się wraz z przekraczaniem jej naturalnego i ludzkiego zarazem wymiaru. Prawda, pełnia, oddanie – te atrybuty miłości, wydobyte przez s. Immakulatę w dziele i drodze życia E. Stein, są istotowo związane z miłością jako najwyższą wartością, która łączy człowieka z człowiekiem, człowieka z Bogiem, a Boga z Jego stworzeniem. Można wręcz powiedzieć, że tak pojęta miłość przenika Boski plan stworzenia, jest fundamentem świata i życia. Można się też zastanawiać, czy ta często analizowana przez s. Immakulatę kwestia nie jest zbanalizowanym, po wielokroć powtarzanym ewangelicznym truizmem, zaczerpniętym z tekstów św. Jana.

Zapewne można by tak stwierdzić, gdyby oddzielić ją od tego paradoksalnego faktu, który zaistniał na początku naszej ery – ukrzyżowanie Chrystusa w pełnym oddaniu się za zbawienie ludzkości; gdyby oddzielić je też od drogi krzyża św. Edyty Stein świadomie podejmującej ofiarę całopalną za naród żydowski i od karmelitańskiej drogi życia s. Immakulaty służącej mądrym sercem i piórem tysiącom ludzi.

Można pokazać w filozoficznych i teologicznych rekonstrukcjach myślenia skrywanie się E. Stein za Teresą z Avila, za Elżbietą Turyńską, św. Janem od Krzyża; a także za św. Tomaszem z Akwinu czy Husserlem – by wymienić niektórych, wielkich duchem i myślą, stanowiących przedmiot jej intelektualnych i duchowych peregrynacji.

Skrywanie się s. Immakulaty za powyższymi świętymi , ale także za E. Stein jest zastanawiające, ponieważ nie będąc akademickim filozofem i teologiem mogła mówić od siebie – swoim pełnym głosem. „Nie jestem filozofem – powie – i dlatego nie ośmielę się zajmować własnego stanowiska wobec prezentowanej książki [Byt skończony a byt wieczny E. Stein]. Mogę jedynie powiedzieć, że często powracam do rozdziału siódmego, w którym omawiając wnętrze duszy autorka mówi o< ja > osobowym, które tylko tam < rozporządza i całą skupioną siłą duszy i może nią swobodnie dysponować>”.

To wyznanie s. Immakulaty odsłania nam zarówno jej pełen życzliwości i otwartości rys osobowy, jak i włączenie się od początku dojrzałego życia, tuż po studiach, w życie zakonne, a wraz z nim w etos powołania karmelitanki. E. Stein kroczy inną drogą. Jej osobowość od dziecka daleka jest od pokory, a filozofia, której się poświęca, i w której odnosi spektakularne sukcesy (doktorat suma cum laude) kształtuje w niej pewność siebie i intelektualną zarozumiałość, a nawet próżność. Różnice osobowe i odmienność dróg życiowych obu – tak ważnych dla mnie – postaci zostają zatarte i przemienione właśnie przez etos powołania karmelitanki. Dlatego zapewne s. Immakulata często cytowała znamienne słowa E. Stein i nimi podbudowywała swe duchowe rady: „Zmieniło się zupełnie moje ustosunkowanie do ludzi i siebie samej. Nie zależało mi, jak ongiś na tym, by zawsze mieć rację i w każdym przypadku <pokonać> przeciwnika. Pozostała mi wprawdzie bystrość w dostrzeganiu słabości drugich, jednak nie wykorzystywałam już jej, aby ranić bliźnich w najczulsze miejsca, lecz raczej starałam się ich oszczędzać. (…) Przekonałam się bowiem, że tylko wyjątkowo ludzie poprawiają się z błędów, gdy mówi się <słowa prawdy>; pomaga to jedynie wówczas, gdy sami na serio pragną być lepszymi i upoważniają nas do takiej krytyki” [3]. W tych słowach E. Stein, skrywa się właśnie s. Immakulata, ale i każda karmelitanka. Dlatego też nie dziwią jej sympatie do treści VII roz. Bytu skończonego i wiecznego E. Stein. Jest to bowiem rozdział poświęcony analizie osobowości człowieka i jego duszy, a ściślej jego drogi do siebie samego, do swej głębi, w której mieszka Bóg.

Filozoficzne dojście do głębi duszy człowieka E. Stein i karmelitańskie s. Immakulaty jest takie samo. W jego efekcie pokornieje i przemienia się E. Stein, zniknąć też musi kompleks filozofa s. Immakulaty. „Bo w najgłębszą głębię duszy zostaje się wciągniętym przez coś, co działa z większą siłą niż cały świat. I doświadcza się tam wdarcia nowego, potężnego, wyższego życia – życia nadprzyrodzonego, boskiego” [4]. Nie dziwi zatem, że E. Stein analizuje wnikliwie Twierdzę wewnętrzną Teresy z Avila, a s. Immakulata Twierdzę duchową E. Stein. Obie są w tych analizach „widomie skryte” jako karmelitanki i przedstawicielki filozofii mądrościowej, w którą wpisuje się zarówno karmelitańska reguła, jak i fenomenologia. Ich karmelitańskie zbliżanie się do siebie wiedzie przez świętość, która dla obu jest największym i najbardziej prawdziwym powołaniem człowieka.

  1. Stein na temat świętości wypowie się wprost pisząc o Katarzynie z Sieny, Brygidzie Szwedzkiej i Elżbiecie Turyńskiej, proroczo mówiąc o drodze, po której kroczą wybrani przez Boga, bowiem wiemy, że po stuleciach do tych współpatronek Europy dołączy i ona. „I tak przez setki lat – jak powie Stein – powtarza się historia. Trwające na cichej rozmowie z Bogiem dusze mu poświęcone wpływają na bieg wypadków w historii Kościoła, odnawiając oblicze ziemi”[5]. Komentując poglądy E. Stein na temat omawianych przez nią świętych, s. Immakulata napisze: „Życie świętych najlepiej odczytują święci, gdyż doskonale rozumieją działanie łaski w człowieku. Ci natomiast, którzy jej nie doświadczyli, stoją zakłopotani, a nawet zgorszeni ich pozornie szaloną i ekstrawagancką postawą, inspirowaną przecież przez ducha Świętego, który prowadzi każdego jego jedyną i niepowtarzalną drogą” [6].

Świętość człowieka, jego otwarcie się na nią jest czymś szczególnie tajemniczym . Dokonuje się ono nie bez łaski Boga, ale i dzięki wysiłkowi człowieka. Jeśli – jak uważa W. Stróżewski – „Świętość człowieka świętego przenika jego istnienie, jego zachowanie, jego czyny, promieniując niejako na wszystko, co stanowi jego bliższe, a nawet dalsze otoczenie”, to E. Stein i s. Immakulata taką świętością są przeniknięte. Być może słowa s. Immakulaty są prorocze w stosunku do niej samej, tak jak takimi stały się te wypowiedziane przez E. Stein.

             Rzeczywistość domaga się wartości, o tym jesteśmy coraz bardziej przekonani. Ale wartością, której realizacji domaga się niejako wszystko, rzeczywistość, byt – jest dobro. To ono według W. Stróżewskiego – dodaje nowego wymiaru rzeczywistości zastanej. Tak też – według niego – interpretowała transcendentalne dobro Edith Stein: „Pewien byt, o ile udziela doskonałości innemu bytowi, nazywamy dobrem”.

         Dobro transcendentalne jest tożsame z bytem, uzasadnia samą możliwość realizacji innych wartości, nadając obowiązywalność normom lub nawet ją nakazując. Dobro tak rozumiane było dla Stein równoznaczne z Miłością i Prawdą. Można powiedzieć, że przez „wcielanie” go w swe życie „chodziła w prawdzie”, że „trzymała za rękę Pana Boga”. Tak jej życie komentowała również s. Immakulata. Czy można w ten sposób powiedzieć o s. Immakulacie, „widomie skrytej” w dziele E. Stein, ale też siedzącej setki godzin w rozmównicy za kratą, podpierającej duchowymi radami słabe, błądzące dusze, pisząc tysiące listów i dziesiątki książek na pożytek wielu, uczestnicząc w życiu Karmelitańskiej wspólnoty? W Mądrej miłości omawiała Liturgię godzin E. Stein wskazując na wagę modlitewnego życia jako „cichej rozmowy z Panem”. Ostatnie jej chwile, 23.07.2007 poświęcone były ich czytaniom. Wstążeczka oddzielająca czytania z 23 na 24. 07. wskazuje na treść tej ostatniej rozmowy:

„Ciebie pragniemy wysławiać na wieki,

Boże jedyny w Trójcy Przenajświętszej;

Ciebie niech wielbi nasz duch mocną wiarą,

Usta zaś pieśnią. Amen”.

     Odnalezione śluby s. Immakulaty z 1955 roku, proroczo te ostatnie ziemskie Jej chwile zapowiadają:

„[…]ślubuję Trójcy Przenajświętszej, że będę starała się o sobie zapomnieć, a wszystkie moje wysiłki skieruję na to, aby życie moje przez Chrystusa z Nim i w Nim było jedną, nieustanną Mszą św.”

  1. Stein zjednoczenie z Trójcą Przenajświętszą uznała za największą filozoficzną mądrość (czemu dała wyraz w Bycie skończonym i wiecznym ) oraz finał doskonałego życia.
  2. Immakulata od początku dojrzałego życia podjęła wspinaczkę na Górę Karmel, na szczycie której, a więc w głębi duszy mieszka Pełnia Bóstwa. „Widomie skryta w przeczystym bursztynie”, by odwołać się do wiersza J.A. Morsztyna, Teraz jest droższa trumną i pogrzebem. Tak się jej wierna praca zapłaciła”.
  3. Stein i s. Immakulata – obie,   skrywające się za naśladowanymi postaciami, wzrastały w miłości dzięki karmelitańskiej regule; wzrastały w niej dla Boga i dla nas, i dla mnie dzięki rozmaitym splotom życiowych okoliczności, o których pisze w swym świadectwie. Obie naturalne w „chodzeniu w Świetle”, uczyły łączności tego co codzienne, z tym co nadprzyrodzone. Nasze rozważanie poświęcone ich życiu zakończyć możemy anegdotą dającą wiele do myślenia.
  4. Stein i s. Immakulata są bez wątpienia znakiem dla naszych czasów, które utraciły fundament dla sensownego życia, Stąd i dla wszystkich poszukujących go ponownie ich twórczość i promieniowanie osobowe stanowić mogą niezawodny drogowskaz. Myśli obu filozofek i karmelitanek, które zawarłam w tej wypowiedzi prowadziły mnie i nadal prowadzą w chwilach życiowo łatwych i tych, które są trudne, które obarczone są „krzyżem”. Na temat drogi człowieka, jej pokonywania, celu, ku któremu zmierza, nie mam nic więcej do powiedzenia. W ich słowach i życiu są „cudowne słowa poczęte z Ducha o mocy ognia”. „Ileż razy ten ogień wzruszył w moim sercu oczyszczający pożar, ile świateł rzucił na samo słowo”, które udało mi się napisać i wcielić w życie.

 

[1]Tytuł zaczerpnęłam z J.A. Morsztyn, Pszczoła w bursztynie, Wybór poezji, oprac. M. Bokczyszan, Warszawa 1963.

[2] S.Immakulata Adamska, Miłość św. Edyty Stein, A. Grzegorczyk, Mądrość płynąca z Wiedzy Krzyża, „Miłujcie się”, 2007, nr 3.

[3] E. Stein, Pisma, t.I, Wydawnictwo oo. Karmelitów Bosych, Kraków, s. 225.

[4] s. Immakulata Adamska, Błysk głębi, s. 230 i E. Stein, Byt skończony a byt wieczny, s. 444.

 

[5] E. Stein, Modlitwa Kościoła, w: Pisma, op. cit., op. cit., s. 148

[6] S. Immakulata Adamska, Miłosierdzie , ubóstwo, radość. Rzecz o Świętej Elżbieta Węgierskiej Księżnej Turyńskiej, Wydawnictwo TotalDruk, s. 123.