Z moich lektur

Dodano: 01 października 2019

…niczym roślina, która pnie się po ciemku ku górze –
– czyli o modlitwie niewierzących

Zatrzymał moją uwagę fragment książki Irénée Hausherr, który Henri Caffarel umieścił w swoich Listach o modlitwie:

„Tylko istoty obdarzone rozumem mogą się modlić, czyż jednak psalmista nie mówi o «pisklętach kruka, które wołają do Boga»? «Poezja!» – mógłby odpowiedzieć św. Tomasz z dużą dozą pogardy oschłego logika. Udzielił jednak znacznie głębszej odpowiedzi. Tak, komentuje, pisklęta kruka modlą się po swojemu, z powodu «naturalnego pragnienia, za którego sprawą wszystkie rzeczy dążą do Bożej dobroci». Wszystkie rzeczy dążą do Boga i w tym sensie można powiedzieć, że wszystkie rzeczy się modlą. Różnica w modlitwie między istotami rozumnymi a istotami pozbawionymi rozumu wynika jedynie ze świadomości zdolnej do refleksji oraz z wolności. Pragnienie Boga, głuche i uśpione w istotach niższych, a w nas charakteryzujące się świadomością i wolą, to jeden i ten sam, konieczny ruch, który wszystkie rzeczy łącznie, a zarazem każdą z nich osobno, unosi ku ich pierwszemu źródłu, będącemu jednocześnie ich celem ostatecznym.

W porządku naturalnym jest to najgłębsza przyczyna naszej modlitwy: czy tego chcemy, czy nie, samo nasze istnienie jest modlitwą. Zależni od Boga przez wzgląd na nasze korzenie, wyciągając się ku Niemu niczym roślina, która pnie się po ciemku ku górze, wiedziona istotną potrzebą, by napotkać promień słońca, stale się modlimy, niejako nieświadomie, dopóki nasz głód Boga nie zostanie zaspokojony na miarę jego intensywności – a świadoma modlitwa jest tylko uzmysłowieniem sobie przez rozum i potwierdzeniem przez wolę tego głębokiego dążenia”.

Zatrzymał mnie ten fragment, bo potwierdził i nazwał ten wewnętrzny dynamizm, jaki zauważam przy spotkaniach z moimi niewierzącymi przyjaciółmi. Skoro odkrywają, a czasem boleśnie doświadczają, tęsknoty i pustki na głębinach serca, dążą do pełni życia, do szczęścia, któremu, ja to wiem, na imię Bóg, mogę tym ich tęsknotom i pragnieniom nadać kierunek, zaadresować precyzyjniej niż ich szukanie po omacku na to pozwala. Mogę ich tęsknotą wołać do Boga – niczym roślina, która pnie się po ciemku ku górze…

Czy nie zarzuci mi ktoś, gdy przeczyta te słowa, że panoszę się nieproszona w przestrzeni ich serca…? Miłość mnie usprawiedliwia, daje cierpliwość i nadzieję, że któregoś dnia to niewyrażone pragnienie stanie się wyrażone, gdy odkryte zostanie sekretne znaczenie tego przyciągania i w ich sercach zabrzmią słowa: „Ty jesteś moim umiłowanym dzieckiem. Czekam na ciebie. Pragnę Cię. Zdaj się na to prawo ciężkości, a wpadniesz w moje ramiona”.

(Henri Caffarel, Nowe listy o modlitwie, Wydawnictwo Promic, Warszawa 2015, s. 18-19.)

s. E.